Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2018

Dystans całkowity:486.09 km (w terenie 42.20 km; 8.68%)
Czas w ruchu:31:05
Średnia prędkość:15.64 km/h
Maksymalna prędkość:36.00 km/h
Liczba aktywności:30
Średnio na aktywność:16.20 km i 1h 02m
Więcej statystyk
  • DST 92.79km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:46
  • VAVG 16.09km/h
  • VMAX 36.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spała Inowłódz (2)

Niedziela, 30 września 2018 · dodano: 04.10.2018 | Komentarze 6

Budzi mnie Tomi śniadaniem. Ubierając się słyszę w oddali muzykę. Ki czort? Coś mi w głowie gra? Wstaję, szykuję się, chodzę tu i tam, a tu nagle ktoś jakby mszę robi za torami. Tomi siada do mapy i mówi, że najbliższy kościół jest pięć kilometrów stąd, ale kierunek nie pasuje. Potem jeszcze jakaś kobieta śpiewa. Dochodzę do wniosku, że to chyba jakaś procesja lub pielgrzymka. W końcu dziś jest odpust w okolicy. Później okazuje się, że miałam rację, spotykamy po drodze inną pielgrzymkę z nagłośnieniem. No doprawdy, mało że śpiewają, to musi słyszeć okolica w promieniu kilku kilometrów? Przy drodze nie wystarczy? :)







A my zwiedzamy kapliczki.





W Poświętnem ma być odpust i rzeczywiście, aut jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Tomi nie wytrzymał i zarządza ewakuację do kościółka na uboczu, gdzie szukamy skrzynki, ale chyba wcięło, bo niespodzianka, znowu rozwalił się mur. To już chyba trzeci na trasie. W każdym razie zjadamy drugie śniadanie i próbujemy złupić virtual na jednej z górek z pozostałymi dwoma kościołami. W ogóle moja teoria jest taka, że nie bez powodu są tu dwa kościoły tuż obok siebie, a używany tylko jeden. Po co dwa kościoły w małej wsi? Nawet będącej kiedyś większym miejscem spędu? Ano, znowu pobudowali się na prasłowiańskich uroczyskach, górkach mocy, niższa żeńska, wyższa męska. Po niższej łazimy od lewej na prawo, a na męskiej odwrotnie. Nie trzeba pamiętać, samo wychodzi w praniu. Do virtuala na męskim czakramie nie dochodzimy, bo zwyczajnie się nie da. Wali tam cała okolica. Inną razą. :)



Jedziemy na północ mijając kolejne hordy pątników. Więcej Was matka nie miała? Po drodze zaczyna mi się na domiar złego błotnik kolebotać i następuje postój techniczny w lesie w celu dokręcenia zardzewiałej śrubki dwoma kluczami. Drugi postój na "plaży" nadpilicznej obok mostu.





Staropilicze

Mijamy jeszcze naprędce dwa kościoły i odnowiony dyktą młynowiatrak. Yyy.


Mamut.



Nieco w bok i cmentarz wojenny z I wojny.

Jesień i jesiony żółkną.

I jeszcze kościół i jeszcze jeden.






Postój na stacji kolejki wąskotorowej, przy peronie odnajduję samotną jabłonkę, pełną jabłek. Pół sakwy zbieram do kompotu.




Po drodze jeszcze trafiam na kanie. Będzie obiad na kilka dni. Nas wypuścić na wieś, to zaraz jakieś żarcie znajdziemy. :)


  • DST 4.10km
  • Czas 00:16
  • VAVG 15.37km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Kluskę z dworca

Niedziela, 30 września 2018 · dodano: 01.10.2018 | Komentarze 0



  • DST 105.62km
  • Teren 11.00km
  • Czas 06:44
  • VAVG 15.69km/h
  • VMAX 34.60km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spała Inowłódz (1)

Sobota, 29 września 2018 · dodano: 03.10.2018 | Komentarze 4

Trasa do Spały częściowo powtarzalna, więc nie marnowałam klatek. A i tak tego dnia wyszła kupa zdjęć. Przystanek w Esterce jak zwykle miły, chociaż poranek był bardzo zimny i przydały się nauszniki. Marzły mi stopy! Wszystko dlatego, że ruszyliśmy po siódmej, czyli o nieludzkiej porze, ale to był jedyny sposób, by dotrzeć na nocleg przed zmrokiem.



Zwiedzamy co bądź po drodze, kesze też się trafiają. Jakaś klątwa rozwalonych murków nas dopadła w ten weekend. W Czerniewicach murek rozwalony przez remont. Wcześniej w Krzemienicy też był remont, dla odmiany kościoła. Zjedliśmy tam drugie śniadanie pod rusztowaniami. 







Po drodze trafiamy na pola ze słonecznikami, instagramowy hit sezonu, mam wreszcie jakiegoś selfiaka. ;)




Wreszcie docieramy do Spały, mijamy póki co Konewkę chcąc się najpierw spotkać z Huannem, a przy okazji zdobyć paszporty turystyczne i pieczątki okolicznościowe. Nie lubimy tłumu, a tu jakieś pikniki... za to Tomi zjada darmowe podwójne leczo, moje i swoje. Okazało się, że na miejscu dla turystów jest darmowa micha. Dlaczego nie kiełba! Kiełbę bym zjada, a tej brei niekoniecznie. ;)



W Spale prócz spotkania się z Huannem i Moniką odwiedzamy kościół, żubra, lokomotywkę, budynki koszarowe i zielony peron stacyjki z szynobusem. Wreszcie jedziemy do Konewki, czyli do muzeu mw bunkrze, schowku na pociąg. Do tej pory nie zwiedzałam podobnego obiektu, więc bardzo mi się podobało. Zwłaszcza jak niemal na kolanach znalazłam od drugiej strony tajne wejście do bunkra z innego bunkra. Co prawda z drugiej strony była wielka strzałka, ale ją przegapiliśmy. 







Konewka czyli bunkier na pociąg. W okolicy prócz muzeum jest jeszcze urbeksowy, ale nie mieliśmy czasu.


O, czołg Grubera. ;)












Tajne przejście. ;)


Dzień krótki, więc ruszamy do Inowłodza, do którego wcześniej pojechali Huann z Moniką. Mijamy ich wracających na pociąg. W Inowłodzu romański kościółek, nowszy kościół z pociskami w ścianach i lekko odbudowany zamek, który epizodycznie brał udział jako tło serialu. Nie wydaje się być z tego powodu specjalnie dumny, a poza tym skarżył się, że mu dach przecieka i przez to bolą go korzonki. Ale kto by się przejmował starym zamkiem, phi.






Jeszcze robimy zakupy w byłej synagodze i nie zdążamy do galerii z aniołkami i innymi duchami-trollami.

Trza się udać na zasłużony odpoczynek, w upatrzonym leśnym gąszczu. Na ostatniej prostej trafiają się przewrócone drzewa. Ciemno i się potykam, a tu jeszcze te kłody. A Tomi nadal pcha się do przodu, no jak jakiś głupi. Jak wreszcie go namówiłam na stop i zaczęliśmy rozbijać namiot, przyjechał pociąg. Szlag. Omal się na torach nie rozbiliśmy, tak Tomiego pognało na południe. Może sto metrów. No i nam hałasowały w nocy, na szczęście nie za często. Na kolację były kiełbaski i ziółka, a potem spać.



  • DST 6.80km
  • Czas 00:26
  • VAVG 15.69km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola i na dworzec

Piątek, 28 września 2018 · dodano: 28.09.2018 | Komentarze 0

W przedszkolu lament i płacze, bo koleżanka pomyliła się i zabrała kluskowego zająca zamiast swojego, czy tam królika. Na szczęście znaleźliśmy mamę koleżanki przed przedszkolem i udało się maskotkę odebrać, a przynieść z przedszkola właściwą koleżanki. I na dworzec.

  • DST 2.67km
  • Czas 00:11
  • VAVG 14.56km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola x1

Czwartek, 27 września 2018 · dodano: 27.09.2018 | Komentarze 0



  • DST 8.18km
  • Czas 00:32
  • VAVG 15.34km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x i na angielski

Środa, 26 września 2018 · dodano: 26.09.2018 | Komentarze 0

Dziś rano słoneczko, milutko. Ale trzeba po Kluskę jeszcze pojechać popołudniu. Ponieważ zaczęło się niepokojąco chmurzyć, spytalam się Tomiego, co tam radary pokazują. Jak spojrzałam na mapę, na tę wielką mokrą plamę zmierzającą na Żyrardów od Łodzi, to się zaczęłam szybciej pakować. Ale nie, udało się na sucho wrócić, bo chmura szła powoli. Wlazłam na antisorm i sprawdzam, kiedy zacznie lać. Akurat jak będziemy jechać na angielski. Szlag. I rzeczywiście, punkt 17 zaczęło kropić, a my wyszłyśmy o 17.10. No to już kapało dokumentnie, ale nie tak strasznie jak w poniedziałek na szczęście. Dotarłyśmy do loftów, Kluskę wysłałam do środka, by na mnie zaczekała i zaczęłam przypinać rower do cholernej wyrwikółki, ale naprawdę wyjątkowo niewygodnej. A tam nie ma gdzie indziej przypiąć, chyba że na placu, a tam wyrwikółki jednako beznadziejne. No i tyle, po angielskim już nie padało.

  • DST 2.64km
  • Czas 00:11
  • VAVG 14.40km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola x1

Wtorek, 25 września 2018 · dodano: 25.09.2018 | Komentarze 0

Dzisiaj tylko rano, bo mnie zawaliła robota, a Tomi zgłosił się na ochotnika odebrać Kluskę popołudniową. Która wróciła w markotnym humorze i dopiero po paru godzinach udało się ją jako tako przywrócić żywym. Chyba ich dziś w przedszkolu zamęczyli, albo dreagowywała wczorajsze stresy.

  • DST 8.24km
  • Teren 0.20km
  • Czas 00:33
  • VAVG 14.98km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x i na angielski

Poniedziałek, 24 września 2018 · dodano: 24.09.2018 | Komentarze 0

Kurczę, jakoś zimno. I o dziwo popołudniu gorzej niż rano, głównie z powodu zimnego wiatru. A ja w samym polarku. No ale jakoś dotarłyśmy do domu, słoneczko, aura przyjemna. Zatem na angielski pelerynki nie brałam, no bo co może się stać. Po angielskim na luzaku, ubieramy się, odczepiam rower a tu coś kapie. Ledwo wbiłam Kluskę w fotelik a tu jak nie lunie. Obrałam kurs na haberlak, żeby przeczekać w bramie, ale zanim tam dojechałyśmy, juże zmokłyśmy jako te kury przysłowiowe. A tu do domu z 800 metrów. 800 metrów totalnej luji i wietrzyska. Najpierw zmieniłam bramę. No to już 700. A padać nijak nie chciało przestać, zanosiło się na pół godziny. A my tu mokre. Bojąc się zamarznięcia postanowiłam dobić do domu jak najszybciej, skoro i tak jesteśmy mokre. Kluska mniej, bo w kasku i lepszej kurtce. No i ociekające wodą wpadłyśmy do domu, gdzie najpierw trzeba było się przebrać w suche i ogrzać się pod kołdrą. Po kilku godzinach żadna z nas nie ma nawet kataru. O. :)

  • DST 4.10km
  • Czas 00:16
  • VAVG 15.37km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Po Kluskę deszczowo

Niedziela, 23 września 2018 · dodano: 24.09.2018 | Komentarze 0

Dziś kapało co jakiś czas w ciągu dnia, ja zmęczona wczorajszą wycieczką odsypiałam, Meteor chyba też. Ale i ta nas pokarało, bo na koniec dnia w dokumentnej zlewie trzeba było pojechać po dziecko. Na szczęście ma pelerynkę przeciwdeszczową, więc nie zmokła. W przeciwieństwie do nas. ;)

  • DST 49.77km
  • Teren 4.00km
  • Czas 03:43
  • VAVG 13.39km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Tłuszcz, Ostrołęka, Wyszków - dzień bez samochodu

Sobota, 22 września 2018 · dodano: 24.09.2018 | Komentarze 8

Korzystając z promocji czyli darmowego biletu Kolei Mazowieckich, pojeździliśmy sobie tu i tam. Ponieważ prognozy pogodowe na niedzielę były niepewne, a raczej pewne deszczowo, Meteor wymyślił wycieczkę do Ostrołęki, ale jakoś tak odwrotnie niż zazwyczaj, to znaczy że jeździmy głównie po mieście. Po drodze mieliśmy kilka przesiadek, więc przy okazji zwiedziliśmy Tłuszcz, Wyszków i pod wieczór jeszcze obejrzeliśmy mural w Legionowie, ale to już w zasadzie w trakcie przesiadki i nocą.

Wszystkie zdjęcia w albumie, poniżej wybór.


Żeby się wyrobić, musieliśmy wstać przed świtem przed 6. O 6 z groszami mieliśmy pierwszy pociąg do Warszawy, gdzie planowo mieliśmy nabyć chleb i drożdżówki (na poprawę morale). Z domu zabraliśmy śniadanie, to jest tonę kawy, mleko i płatki kukurydziane (takie z jak najmniejszą ilością cukru, niestety coraz trudniej o takie). Pamiętałam, że jest jakaś piekarnia przy Ząbkowskiej, nawet jest w guglach zaznaczona, ale okazało się, że jednak jest przy Targowej. Przejechaliśmy się też koszmarnym DDRem wzdłuż Targowej. Nie byłby taki najgorszy, gdyby nie kocie łby na przejazdach samochodowych. Ani samochodom nie jest fajnie, ani rowerzystom, czyli jak napsuć krwi ludziom za ich własne podatki. Chleb kupowałam na raty, zapomniawszy iż mam kupić nie tylko jeden, ale i dla siebie. W końcu wybrałam jakąś bułkę paryską. Przy okazji sfociliśmy mural i wszystkie trzy aniołki (rzadko udaje się je sfocić razem, bo co chwila któryś ginie).


Start warszawski z Wileńskiej i jedziemy na Tłuszcz. W pociągu - kiblu mam wifi, czym się chwalę na fejsie. Śmiga naprawdę nieźle, na poziomie lte. W Tłuszczu odwiedzamy kilka pomników i lokomotyw, a także wieżę ciśnień.



Trafia się też wielka sztuka rowerowa.




W Tłuszczu wsiadamy w bezpośredni pociąg do Ostrołęki. Jest to malutki szynobusik spalinowy, który capi jak nieszczęście. Po drodze mamy mały postój, akurat okno na wysokości  krowy i mostka nitowanego z czasów naprawdę dawnych, a może i carskich.



Ostrołęka. Fajna kładka z drewnianymi schodami i tak dziwnie cicho. Zawsze, jak przyjeżdżam w te strony, czuję się, jakbym wracała do domu, choć nigdy tu nie mieszkałam. Chociaż dalsze pociotki z XIX i XVIII wieku z rodziny mamy rozsiane są głównie na wschodzie, więc może pamięć genów. Rodzina praprababci handlującej kwiatkami na placu za Żelazną Bramą jest z okolic Pułtuska, a rodzina jej męża z okolic Mińska Mazowieckiego. Ostrołęka jest jakoś między nimi, wszystko się zgadza. ;)





Za kładką skręcamy w jakieś krzaki i skrótem Meteora dojeżdżamy do kościoła w Rzekuniu, żeby sprawdzić, czy nie ma jakichś pocisków w ścianach.


Podjeżdżamy też na cmentarz obejrzeć mogiłę żołnierzy i w ogóle jakiś czas kręcimy się po opłotkach, bo Meteor nie chce tłuc się przez centrum Ostrołęki, tylko podjechać z boku do koszar i synagogi. Więc kilka pejzaży się trafia. Ale i kawałek śmierdzący, bo wysypisko śmieci i kominy elektrowni.

Wreszcie podjeżdżamy do cerkwi, najładniejszego budynku spotkanego tego dnia.



Zaraz obok są koszary. W zasadzie oryginalnie to był Wojcieszków, dopiero z czasem włączony w granice Ostrołęki.


No i wreszcie wjeżdżamy do centrum.

O! Lejeń!



Przejeżdżamy na drugą stronę rzeki i jedziemy do fortu. Mało czasu mamy, więc grafik napięty. Jest tu w okolicy jeszcze grodzisko, ale Meteor odpuszcza. Może i racja, ja to na grodzisku lubię godzinę posiedzieć, a my na całą Ostrołękę mamy ich tylko kilka. Jako że trasa kolejowa jest chwilowo przystępna i po remoncie, będziemy chyba częściej wybierać ten kierunek.





Jest i sztuka


A z tyłu niespodzianka, mikrosala wystawowa, taka fucha, nikt tu poza spędami wycieczkowymi nie dociera. ;)


Na forcie robimy sobie popas i drugie śniadanie. Wtem! Protobursztyn na drzewie. Ogromny, ze 4cm?



Jedziemy dalej, znów opłotki i pomnik powstańców listopadowych


Obowiązkowy punkt programu czyli most kolejowy na chyba nieużywanej bocznicy.













Lokomotywa pod dworcem

I pędem jedziemy znów szynobusem do Wyszkowa, żeby zdążyć pofocić małe co nieco przed zmrokiem. Słaba pora na takie wyścigi, miesiąc wcześniej mielibyśmy dłuższy dzień, to i czasu byłoby więcej na zwiedzanie. W Wyszkowie nie byłam już dziesięć lat. Jej, a dopiero co wygrałam mapę Kurpi w konkursie i pakowałam się z bratem na letnią namiotówkę. Dworzec wygląda tak samo, ale miasto jako takie trochę się polepszyło, zwłaszcza bulwary nad Bugiem, moją ulubioną rzeką (ale Narew też bardzo, jak i San).








Tu muszę dodać, że w Ostrołęce dopadła nas klątwa keszowa i nie znaleźliśmy żadnej skrzynki. Dopiero tutaj, pod hałubicą.





Drzewo kapslowe






Stojaki rowerowe z serduszkiem

I kultowy most w Wyszkowie, tym razem mniej klimatyczny, bo załatali lewą stronę dając nowe deski, więc jedzie się wygodnie jak po autostradzie. Ale nie przejechaliśmy na drugą stronę, bo nam nie było po drodze.







I czekamy na pociąg do Tłuszcza

W Tłuszczu znów mamy koło godzinki, więc udajemy się po lokomotywę ustawioną nieco dalej od stacji. Niestety na terenie ogrodzonym, trzeba focić zza płota.

Po drodze natrafiamy na świnkę i inne sztuki. Ciemno i mój aparat zaczyna się buntować.

Jest i mrówka.

Oczekiwanie na szynobus jadący do Sierpca, którym dojedziemy do Legionowa, by złapać pociąg do Warszawy. Da się szybciej i bezpośrednio, ale my chcemy właśnie ten szynobus. :)

W Legionowie znów nie znajdujemy skrzynki, ale za to zwiedzamy stację po remoncie.


Mural wierszowany