Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

nocnyrower

Dystans całkowity:596.59 km (w terenie 90.15 km; 15.11%)
Czas w ruchu:40:16
Średnia prędkość:14.82 km/h
Maksymalna prędkość:34.50 km/h
Suma kalorii:4883 kcal
Liczba aktywności:14
Średnio na aktywność:42.61 km i 2h 52m
Więcej statystyk
  • DST 24.29km
  • Teren 6.20km
  • Czas 01:43
  • VAVG 14.15km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocny rower

Piątek, 7 sierpnia 2020 · dodano: 08.08.2020 | Komentarze 5

Przy takich temperaturach w ciągu dnia jak ostatnio, tylko w nocy da się pojeździć bez przegrzania. Co też uczyniłam. Ale jednak w pojedynkę inaczej się jeździ. No i z pól śmierdziało okropnie.



  • DST 5.35km
  • Czas 00:19
  • VAVG 16.89km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocne kółko po mieście

Środa, 30 maja 2018 · dodano: 30.05.2018 | Komentarze 0

Co prawda nie wróciłam po północy, ale prawie, no i jazda totalnym ciemakiem, więc zaliczam do kategorii nocnego roweru. Przyjemne kółko po mieście, bo chłodniej. Niestety w upały jazda rowerem dalej niż do sklepu to masakra.

  • DST 6.09km
  • Teren 3.35km
  • Czas 00:36
  • VAVG 10.15km/h
  • VMAX 20.30km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wyprawa z przygodami (0)

Piątek, 22 września 2017 · dodano: 25.09.2017 | Komentarze 2

Od dawna Tomiego namawiałam na pociąg do Siedlec, żeby w piątek podskoczyć na Poslasie, a może i dalej w kierunku Hajnówki. Jakoś nie udaje się nam tam dotrzeć od dwóch lat, odkąd wylądowaliśmy w Czeremsze i odkryliśmy, że stamtąd jedzie do puszczy szynobus KM. No ale jakoś zawsze brakuje czasu, bo to trzeba minimum trzy, a może i cztery dni wygospodarować. Tym razem mieliśmy jeden wieczór, jeden dzień i 3/4 kolejnego. Bez szans na coś dalej, to sobie chociaż gminy pozaliczaliśmy i obejrzeliśmy cerkwie, kościoły i parę cmentarzy. 

Wieczór to przede wszystkim jazda pociągiem za darmo (zaoszczędziliśmy w sumie ok.70zł), najpier do Siedlec, a potem spalinowym sapiącym szynobusem do Czeremchy. Trochę kopcił na początku i już myśleliśmy, że będzie "przygoda", ale nie, pan tylko wyłączył ogrzewanie, bo mu reszta instalacji siadała. No i dojechał na miejsce w miarę na czas (nie bądźmy drobiazgowi). Po wyjściu z dworca na pierwszej prostej trafiliśmy na szlak Green Velo (Failo), z którego zjechaliśmy do lasu już po kilometrze z hakiem. Alejakto gładki asfalt! Dopiero następnego dnia odkryliśmy, jak idiotycznie go poprowadzono w Kleszczelach. 
No ale spać. Rozbijanie namiotu w kompletnych ciemnościach, dawno tak nie było. Grunt, że już nie lało. Po całym tygodniu budzenia się przed ósmą zasnęłam jak dziecko. :)

Resztę dopiszę na dniach, jak obrobię fotki. Przygody jednak były, tylko później. :)

  • DST 19.54km
  • Teren 1.60km
  • Czas 01:23
  • VAVG 14.13km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Nocnyrower po dwie skrzynki

Czwartek, 13 sierpnia 2015 · dodano: 14.08.2015 | Komentarze 2

Z okazji szybkiego uśnięcia dziecka, powrotu babci i pojawienia się dwóch skrzynek geocache w okolicy, meteor zarządził nocny rower. Bo przecież nie pojedziemy w upał za dnia. Już na pierwszym odcinku polnym za miastem włożyłam polar ku uciesze przewodnika. Po pleckach mi wiało. Ale zanim wyjechaliśmy z miasta, nawiedziliśmy Bielnic nocną porą, gdzie poszukiwaliśmy sprytnie ukrytego pojemnika. Że był sprytny, odkryłam po niewczasie dzięki uwadze Meteora odnośnie uwagi kodowanej. Wtedy mi pingnęło, co to może być. Ale najpierw Meteor wlazł na jakieś okno, a potem jeszcze omal nie wleźliśmy do budynku dziurą w fundamentach. ;)

Po odcinku miejskim czas na wiochę, ale taką naprawdę zabitą dechami. Dojeżdżamy w miejsce znane i opuszczone od lat, gdzie spodziewamy znaleźć coś bardzo ciekawego. I znajdujemy. Tu znów Meteor lata po wysokościach, bo moje lewe kolano nadal nie bardzo. Ale podczas jazdy rowerem nie dokucza, więc mogę jeździć. Tu mały postój na oglądanie gwiazd. Idealnie było widać tak zwany trójkąt letni, ale nie mogliśmy dojść położenia trzeciej gwiazdy. Może dlatego, że było bardzo wiele jasnych na tyle, że się bardzo nie wybijała. Nawet drogę mleczną było widać, na której osi dało się wypatrzeć kilka meteorków. Ja dojrzałam dwa, a Meteor jednego, za to całkiem porządnego. Jeszcze jakiś czas wcześniej widziałam malutki w czasie jazdy. Chyba po raz pierwszy od lat udało mi się zobaczyć spadające gwiazdy. Czy to dobry znak na przyszłość? Szkoda, że takie rzeczy nie mają znaczenia, przydałby się jakiś porządny podmuch wiatru szczęścia, bo ostatnio cuś nijak nie wieje i trzeba samemu w łajbie wiosłować. No ale przynajmniej nie wieje w pysk, więc nie marudzę. Mały bonus, ustawiłam małpę na 15 sekund licząc niesmiało, że wyjdą kropki zamiast gwiazd, a tu kilka mikroperseidów się załapało, niewidocznych gołym okiem. Oryginały po kliknięciu w fotkę, bo na małych dużo nie widać. Zdjęcia są dwa, reszta to wycinki.


  • DST 9.11km
  • Teren 3.00km
  • Czas 00:40
  • VAVG 13.66km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na noc do lasu

Niedziela, 9 sierpnia 2015 · dodano: 10.08.2015 | Komentarze 9

W domu za gorąco, to poszłam spać do lasu. A raczej poczytać książkę w chłodzie. Usnęłam o świcie, trochę rześkawo było. Bonus: naszczekała na mnie sarna, więc kontakty z dzikim zwierzem odhaczone. Poza tym psy w oddali, syrena pożarowa w oddali i księżyc wschodzący z jakąś gwiazdką w pobliżu. Dobry sposób na odpoczynek od rodziny.

Miałam wrócić do domu koło 8-9, przed upałem, ale zaspałam i Tomi obudził mnie smsem, dzięki czemu uniknęłam udaru. A widok z hamaha prezentował się tak. Nie wiem dlaczego ludzie narzekają na niewygody spania w ten sposób. Mnie było bardzo wygodnie jeśli chodzi o pozycję, tylko coś miękkiego na wyściółkę by się przydało, bo hamak jest dość szorstki.



  • DST 8.70km
  • Czas 00:40
  • VAVG 13.05km/h
  • VMAX 25.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

242/365 Dęblyn - nocny prolog

Piątek, 5 września 2014 · dodano: 06.09.2014 | Komentarze 3

Jazda w zasadzie po północy, ale ruszyliśmy późnym piątkiem. Gdzieś na kuli ziemskiej był jeszcze piątek. Trasa głównie międzydworcowa i międzyperonowa. Za to dużo niezasłodkich drożdżówek mnią z zachodniej. Pociąg do Dęblina zdeczka spóźniony, bo nas wyekspediowali z półSiedlcami na trzeci peron.

  • DST 45.39km
  • Teren 0.50km
  • Czas 02:35
  • VAVG 17.57km/h
  • VMAX 33.00km/h
  • Kalorie 994kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

213/365 Nocny rower do Guodziska

Sobota, 2 sierpnia 2014 · dodano: 03.08.2014 | Komentarze 2

Tomi w ciągu dnia za bardzo zmęczył się upałem i nie spisał podbłońskich skrzynek. Dlatego trasa krótsza, wróciliśmy przed pierwszą. Pojechaliśmy do Grodziska przez Izdebno Kościelne i Geokapsel, czyli nową skrzynkę Tomiego. Niby wiedziałam, czego się spodziewać, ale szukałam jak każdy inny geokeszer. Najpier nie chciał odpalić mi gieps, potem jak już miałam kordy, to na miejscu nie mogłam wymacać odpowiedniej dziury w drzewie. Ale w końcu wymacałam. W środku był specjalny lav-certyfikat dla mnie. Mrau :)

Za to w Grodzisku zwykły miejski keszing. Mikro i małe. W parku była super fontanna, aż się nie chciało wracać. Ryba z innego parku, co ją spotkałam jakiś czas temu, urosła i teraz ma ze 40cm długości. Jest ogromna! Dałabym głowę że poprzednim razem miała nie więcej niż 30. Tomi nadal mi nie wierzy w tę rybę. Ostatnią skrzynkę znaleźliśmy przy deptaku rzut beretem od monopolowego, co w sobotni wieczór przyciąga lokalsów i utrudnia szukanie. A paradoksalnie znalazłam od razu. Nie mam pojęcia dlaczego poprzednio tam nie sięgnęłam. 

Kiedy wracaliśmy szosą do Żyrka wyprzedził nas czerwony samochód, który wcześniej z piskiem opon jeździł po starówce Grodziska. Kilka minut później minął nas samochód tajniaków na sygnale. Po kolejnych kilku minutach radiowóz. A niedługo po nim karetka, ale nie na sygnale, tylko z migaczem. Trup znaczy. Nie dojechaliśmy do miejsca wypadku, może to było na bocznej drodze, a nie przy szosie, albo dalej, pod Żyrkiem. My skręciliśmy jak zawsze do Międzyborowa i swoim skrótem dotarliśmy do Żyrka.



  • DST 61.24km
  • Teren 8.00km
  • Czas 03:40
  • VAVG 16.70km/h
  • VMAX 34.00km/h
  • Kalorie 1340kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

212/365 #mokryrower #nocnyrower

Piątek, 1 sierpnia 2014 · dodano: 02.08.2014 | Komentarze 3

Miał być #nocnyrower jak co lato, skończyło się dodatkowym #mokryrower. Nie spojrzałam w komórkę przed wyjściem, a tam widniał sms, że tyle i tyle wyładowań 49km od Żyrardowa. W kierunku, w którym pojechaliśmy. A pojechaliśmy znowu na esełkę, ale ponieważ od ostatniej wycieczki minęło sporo czasu - nie byłam wkurzona, że znowu tam. A poza tym nocą to co innego. Złapanie nocnego pociągu na esełce to prawdziwa przygoda. Tej nocy udało się trzy razy. Dwa razy pod wiaduktem obwodnicy Mszczonowa, pod który uciekliśmy przed deszczem. Że deszcz przestał padać kilka minut po tym, jak się znaleźliśmy pod wiaduktem.... ech. Przynajmniej w ludzkich warunkach zjedliśmy kanapki (nadal uważam, że chałka z dżemem była jedna a nie dwie) i popiliśmy kawą.

A zaczęło się dość niewinnie, wyskoczyliśmy wcześniej, około 20, żeby dużo pojeździć przed północą. Do zalewu podjechaliśmy o szarówce i zrobiliśmy mały postój z widokiem. Aż przypłynęła kaczka z podlotkami, niemal dorosłymi trzema córkami. Jakoś tak nie wyjęłam aparatu, a potem już nie było okazji, bo albo lało, albo było ciemno jak w dupie. U wiadomo kogo.

Deszcz dorwał nas tuż przed Biedronką. Dużą Biedronką. Ogromnym zagłębiem magazynowym Biedronki. I innych firm spedycyjno logistycznych. Dużo Tirów, wicie rozumicie. Tomi wymyślił, że schowamy się pod wiaduktem drogi lokalnej od obwodnicy, ale okazało się, że nie ma jak pod niego wjechać. W strugach deszczu jechaliśmy przez jakieś mniej lub bardziej błotniste zadupia i lasy by dotrzeć do wiaduktu obwodnicy nad esełką. Na szczęście miałam ze sobą kurtkę, ale niestety nie wzięłam pelerynki, więc spodnie i tyłek miałam mokre. A tam wiało. Na szczęście Tomi mnie trochę osłaniał.Tu złapaliśmy dwa długie towarowe pociągi. Magia.Trochę podeschliśmy, ale było zimno. Włożyłam ciepłe getry i mokrą kurtkę i pojechaliśmy dalej. Po drodze kurtka wyschła, spodnie i tyłek trochę mniej, ale wjechaliśmy w strefę cieplejszego powietrza i zrobiło się dużo przyjemniej. tomi przeserwisował skrzynkę przy innym wiadukcie drogi lokalnej nad esełką, a potem myk opłotkami do domu pana Mariana. A raczej jego resztkach. 

Jedziemy, jedziemy, nie ma flaszek. Okolicę pana Mariana poznaje się po flaszkach w krzakach. Odpalam giespa i okazuje się, że jedziemy złą drogą. 500m od pana Mariana. Po nocy postanowiliśmy nie błądzić i podjechaliśmy od strony, z której znaliśmy drogę. Przy przejeździe kolejowym. A tu przejeżdżał trzeci pociąg. Baaardzo mi się podobało, choć pociąg było głównie słychać, a nie widać. A staliśmy góra 50m od niego i świeciliśmy lampkami. 

Powrót bardzo przyjemny, bo ciepło i sucho. Tylko trochę zieew. Jechało się tak łatwo, że do domu dojechaliśmy o 1.30. Sądziłam że będziemy dużo później.

  • DST 69.52km
  • Teren 5.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 13.86km/h
  • VMAX 34.50km/h
  • Kalorie 1526kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

206/365 Nocnyrower latający

Sobota, 26 lipca 2014 · dodano: 27.07.2014 | Komentarze 4

Latający, bo ciągle nad naszymi głowami coś latało. Głównie lądowało lub startowało. To dlatego, że krążyliśmy wieczorem i nocą w okolicy Okęcia. Najpierw pociągiem do Zachodniej (do Pruszkowa towarzyszył nam bardzo sympatyczny starszy pan ze składakiem Wigry 3), a potem już sami wędząc się w rozgrzanym wnętrzu wagonu. W ogóle wagon jakiś dziwny. Zamiast drzwi i siedzeń miał dwie poziome rurki, które przeszkadzały w manewrowaniu rowerami przy wsiadaniu i wysiadaniu tak prawie tak samo, jak robią to zazwyczaj drzwi. Nie wiem co za kretyn to wymyślił.

Jazda z 26/27 lipca ale wrzucam jako jedną wycieczkę, bo jechaliśmy bez spania.

Najpierw pokręciliśmy się po starych peronach Warszawy Zachodniej i podjechaliśmy do bunkra w krzakach. Potem przez peron ósmy (d. Warszawa Wola) dojechaliśmy na Odolany, potem przez tunel do Włoch i dalej w kierunku dworca Aleje Jerozolimskie. Po drodze spotkaliśmy pluszowego hipcia i Myszką Miki. Czas operacyjny szukania skrzynki na stacji:25 minut. Wszystko przez działania maskujące i ludzi, co usiedli nie na tej ławce co trzeba. Ale w końcu udało się podjąć i odłożyć. Następnie udaliśmy się do glinianki fajansowej, która okazała się być bardzo suchą glinianką. Zaorali ją. Wybierałam się tu milion razy i jakoś nie wyszło, a jak się wybrałam, to ani skrzynki (kiedyś chciałam ją założyć, ale ktoś mnie ubiegł), ani glinianki, w ogóle pechowe miejsce. Potem myknęliśmy do ciuchci za płotem i zaczęło się robić coraz ciemniej. Już o szarówce dojechaliśmy do podstawy działka przeciwlotniczego (szczegóły u Meteora), a tuż nad nami przeleciał chyba czwarty samolot tego dnia. Przez coroczny remont pasa startowego w tym okresie samoloty latają nad Włochami.

I w zasadzie od tej pory trafialiśmy głównie na kesze okołolotniskowe. Pod jednym z nich zaczepił nas pan o papierosa, lecz my, na granicy eko-sreko, nie używamy takich dopalaczy w życiu codziennym. Kawa z termosu doskonale je zastępuje ;) Byliśmy też na odnowionym pomniku katastrofy lotniczej z roku 1980 (ten lot, w którym zginęła Anna Jantar), kiedy to samolot nie zdołał wylądować i spadł na fort Okęcie. Do samego fortu ciężko się dostać, bo jest w rękach prywatnych. Jakieś parkingi i diabli wiedzą co. Dla odmiany sąsiedni fort Zbarż jest częściowo rozjechany przez trasę s79, ale dzięki temu można wejść na jego dach z wiaduktu. Gorzej z wchodzeniem do środka. Tylko zimą, jak wodę skuje lód, bo fosa całkowicie wdarła się do pomieszczeń koszarowych. Latem nawet wpłynąć kajakiem trudno, poziom wody jest bardzo wysoki. Byliśmy tego dnia w okolicy dwa razy, nocą za ciemno, ale o świcie dało się ciut go sfocić.

Krążyliśmy jeszcze trochę po Służewcu i Ursynowie, bo było blisko, ale w ten sposób nie zdążyliśmy na pierwszy pociąg do Żyrka. Ursynów, odkąd jest zarośnięty, sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Niestety jest otoczony bardzo głośnymi i szerokimi ulicami. Kawa w nowym parczku przy Kopie Cwila (zlikwidowano menelskie ogródki działkowe), kilka nieznalezionych skrzynek i jedziemy znów do Włoch. Jakoś tak wyszło, że do Zachodniej będzie mniej wygodnie dojechać. Na dworcu we Włochach okazuje się, że do pociągu mamy godzinę. Jeeeeny, tyle czekania. Ale przyjeżdża pociąg do Grodziska i namawiam Meteora na przejażdżkę kawałek do przodu. A po drodze dochodzimy do wniosku, że nie ma co czekać na nasz pociąg do Żyrka, bo szybciej będziemy rowerami. Co prawda główną szosą, ale wcześnie rano i w niedzielę, ruch nie powinien być duży. Przy okazji odkrywamy kolejne donice z kwiatami w Grodzisku. Jak na poziom alzacki - jakieś pół kwiatka. Kwiatki powinny być jeszcze w każdym oknie i na każdej latarni w promieniu kilku km, żeby zarobić więcej niż jeden kwiatek.

Docieramy pod dom, a na trawniku pasą się poranne kawki ;)



  • DST 46.42km
  • Teren 2.50km
  • Czas 03:38
  • VAVG 12.78km/h
  • VMAX 25.00km/h
  • Kalorie 1023kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

199/365 Nocnyrower po Warszawie

Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 21.07.2014 | Komentarze 1

Za dnia gorąco, więc pojechaliśmy pociągiem na warszawskie Powiśle, stamtąd na Cytadelę (przez centrum Kopernik) i jej okolicę, żeby obejrzeć kilka Tobruków, a potem na Pragę i obok zoo do mostu Świętokrzyskiego, by przebić sie na drugą stronę i znów przez Powiśle dojechać do Bartyckiej, a stamtąd na Siekierki. Z Siekierek na fort, który został zamieniony na park i powrót przez "dolny Mokotów" Straszliwy dystans, umrzeć ze śmiechu można, ale dużo keszowaliśmy, poza tym od północy strasznie ziewałam. Byłam między pracą a pracą, a Meteor chciał chyba jeździć do dwunastej. Powstrzymałam go trochę ja, a trochę zupełnie nieplanowana chmura deszczowa, która dogoniłą nas na Ochocie, gdy gnaliśmy na dworzec zachodni.

W centrum impreza za imprezą, do kilku skrzynek nie podeszliśmy, bo się nie dało - za dużo gapiów. Innych nie znaleźliśmy, bo było za ciemno, albo nie do końća zrozumieliśmy opis lub spoiler. Ale i tak wyszło nieźle (>50% znalezień). Niektóre miejsca odwiedziliśmy po raz kolejny, tak jak zdrój królewski, bramę przy Cytadeli czy most Siekierkowski. Ale kilka pomników zobaczyłam pierwszy raz.

Poza tym w okolicy trasy siekierkowskiej zrobiono fajne pylony opisujące historię tego miejsca, jak i dołożono siłownię, którą oczywiście wypróbowałam. Taką samą trafiliśmy obok Zoo.