Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2011

Dystans całkowity:498.79 km (w terenie 133.80 km; 26.82%)
Czas w ruchu:31:09
Średnia prędkość:16.01 km/h
Maksymalna prędkość:39.40 km/h
Liczba aktywności:11
Średnio na aktywność:45.34 km i 2h 49m
Więcej statystyk
  • DST 80.20km
  • Teren 30.50km
  • Czas 04:54
  • VAVG 16.37km/h
  • VMAX 35.40km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cyklomanewry na poligonie w Skierniewicach

Niedziela, 30 października 2011 · dodano: 30.10.2011 | Komentarze 2

Trasa w sporej części podobna do wczorajszej, z tym że nie było odbitki na cmentarz i od razu pognaliśmy do Rawki a stamtąd przez Skierniewice na poligon. Na poligonie kręciliśmy się przez 7km i pomału zaczęliśmy wracać, zawinąwszy troche dookoła z powodu jednej mogiły ludzi rozstrzelanych przez hitlerowców. Dzieki niej odkryliśmy też pas rowerowy na odremontowanej drodze na północ od Skierniewic. Normalnie szał :)




Więcej zdjęć na blogu Tomiego

  • DST 61.05km
  • Teren 27.00km
  • Czas 04:05
  • VAVG 14.95km/h
  • VMAX 31.80km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cyklobunkring z koparką w tle

Sobota, 29 października 2011 · dodano: 29.10.2011 | Komentarze 0

Tak naprawdę zaczęło się od cyklogrobingu, bo minęliśmy cmentarz wojenny pod Rawką, który Meteor znalazł parę dni wcześniej. Ale to był krótki postój i zaraz pomknęliśmy na herbatę i kanapki do bunkra przy stacji Skierniewice- Rawka. Kiedy ja żarłam i fociłam koparkę,


Tomi pojechał poszukać pewnej mogiłki i ją nawet znalazł. Potem udaliśmy się szukać kolejnych bunkrów, Tobruków, Regelblau i co tam jeszcze.


O dziwo znaleźliśmy wszystkie, których szukaliśmy. w pewnym momencie na jednym zaczęłam się nawet wylegiwać ;)

Zwiedzaliśmy też rów przeciwczołgowy.
A potem proszę wycieczki, znów cyklogrobing czyli szukamy mogiłki, która jest nie-bardzo dobrze zaznaczona na mapie. Trochę źle skręciliśmy i okazało się, że tylko dlatego że źle jechaliśmy, dotarliśmy w pobliże jej prawdziwego położenia. Szczegóły u Tomiego. A właściwie trafiliśmy tylko dlatego że zatrzymała nas bobrza tama.
Potem jeszcze znaleźliśmy liczne okopy i inne oznaki jesieni ludów ;)
Powrót przez asfalty i wertepy. Wróciliśmy niedługo po zmroku akurat na zupę z dyni. A reszta obiadu odbyła się później. Smażone mięsko, gotowana marchewka w kostkę, i jakiś taki dziwny biały chlebek w sosie (z takiego białego ciasta, nie pamiętam nazwy).

  • DST 4.67km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:18
  • VAVG 15.57km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka bankomatowa i do Lidla II

Wtorek, 25 października 2011 · dodano: 25.10.2011 | Komentarze 2

Czyli lajcik zyrardowski po bankomatach i sklepach. Kupiłam salami, bananki, chleb, rogaliki, serek pleśniowy (ale Tomiemu chyba smakować nie będzie) i brokuły (te to na pewno Tomiemu smakować nie będą).

  • DST 52.16km
  • Teren 25.50km
  • Czas 03:31
  • VAVG 14.83km/h
  • VMAX 31.90km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rany Boskie ale Ziąb!

Niedziela, 23 października 2011 · dodano: 23.10.2011 | Komentarze 8

Protestuję! Żebym w październiku musiała w zimowej kurtce jeździć? I zimowych rękawicach? Nosz!
A wycieczka była krótka, do Puszczy Mariańskiej i Korabiewic. Do Puszczy było nawet znośnie, ale potem bardziej otwarty teren i wieje. Do Korabiewic i do domu było z wiatrem, to się rozgrzałam. Kiedy było mi ciepło, jeździłam w jesiennej kurtce, ale popołudniu podczas pikniku wdziałam się w puchówkę i już mi tak zostało.

niesamowite było to,że spotkaliśmy prawdziwego łosia z prawdziwym porożem! Jezu, jaki on był wielki!

A poza tym tradycyjny cyklogrobbing, gdzie znalazłam a potem zawołałąm Tomiego - grób czaszki z Korabiewic (cmentarz w Puszczy Mariańskiej)

A na koniec spontanicznie założyłam skrzynkę przy tablicy z 1866 roku w nowej kapliczce.

Wróciliśmy jeszcze przed zmrokiem.


  • DST 79.20km
  • Teren 21.00km
  • Czas 04:44
  • VAVG 16.73km/h
  • VMAX 28.80km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zwiedzanie urbexów

Sobota, 22 października 2011 · dodano: 22.10.2011 | Komentarze 0

Miałam w planach założenie paru skrzynek, ale okazało się, ze w pierwszej miejscówce kurhan został zrównany z ziemią i nie ma po co zakładać, a drugi opuszczony co prawda dom, ale obstawiony dookoła tabliczkami teren prywatny. No nic, dom na poły spalony, dało się obejrzeć, ale o zakładaniu skrzynki mogłam zapomnieć. Na szczęście w okolicy pojawiło się kilka skrzynek i było co szukać. Przy okazji przeserwisowałam jedną swoją skrzynkę w okolicy. Koniec dnia to oglądanie zachodu słońca na mostku byłej bocznicy kolejowej (dziś polna droga na wale z szutru) i powrót do domu na obiadek :)


  • DST 3.86km
  • Czas 00:14
  • VAVG 16.54km/h
  • VMAX 23.50km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do drukarni

Czwartek, 20 października 2011 · dodano: 20.10.2011 | Komentarze 0

Szybki myk, nawet zdążyłam przed pokropującym co jakiś zcas deszczem.

  • DST 39.14km
  • Teren 5.50km
  • Czas 02:18
  • VAVG 17.02km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szybki myk po quiz

Piątek, 14 października 2011 · dodano: 14.10.2011 | Komentarze 1

Nie podaję dokłądnej lokalizacji by nie spoilerować, tyle że mogiła była wojenna pogazowa a my jechaliśmy przez Wiskitki. Jest takie powiedzenie w Żyrardowie... "jechać przez Wiskitki" czyli bardzo długo, często tłumaczące spóźnienie :)
W drodze powrotnej po raz kolejny odwiedziłam pewne opuszczone gospodarstwo. Lubię myszkować w starych budynkach.


  • DST 104.98km
  • Teren 8.50km
  • Czas 06:28
  • VAVG 16.23km/h
  • VMAX 39.40km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Setka po mazowiecku

Poniedziałek, 10 października 2011 · dodano: 11.10.2011 | Komentarze 7

Czyli rowerowy powrót do domu z doliny nad Pilicą. Z naszego miejsca pracy byłoby szybciej, ale chcieliśmy pozwiedzać okolicę, przez co wyszło nieco dłużej.
Poranek był trudny, bo noc zimna. Na dodatek mogliśmy zapomnieć o słońcu, które tak miło podgrzewało nas dnia poprzedniego. Mgła zasłoniła widok z tarasu, więc po zamknięciu domu pojechaliśmy na pobliski most, którędy nie tak dawno przeganianio krowy. Zeszliśmy nad rzekę poczytać o szlaku kajakowym i wtedy pani przegoniła jeszcze kilka koni na pastwiska po drugiej stronie rzeki (tereny zalewowe, więc nikt tam nic nie buduje, co przyczynia się do zwiększenia uroku okolicy kilkakrotnie). Potem wrzucę fotki, albo będą u Tomiego (Meteor2017).

Potem jechaliśmy drogą na zachód i odwiedzaliśmy różne mostki. Jeden wyglądał jak przerost Pilicy nad mostkiem i trochę baliśmy się na niego wejść, ale okazało się że były na nim świeże odchody krów, co nas uspokoiło. Oczywiście założyliśmy w nim skrzynkę :) Potem znów na zachód aż po Nowe Miasto nad Pilicą, gdzie zatrzymaliśmy się na dłuższy postój. Zimno było okropnie, w różnych konfiguracjach jechałam z opaską, czapką i nausznikami, łapki odziawszy w zimowe rękawice. Koniec zwiedzania miasta, czas na urbex na pobliskim nieczynnym lotnisku wojskowym. Wjechaliśmy nieśmiało, ale było na nim zupełnie pusto nie licząc pasących się krów (które Tomi nazwał inaczej, ale nie dosłyszałam). Wiatr nawet mocno nie wiał (jak na lotnisko) więc nagraliśmy kilka śmiesznych filmów.
Po zwiedzaniu lotniska udaliśmy się w pokorze na górę św. Rocha obejrzeć ładny kościół i odbudowaną pustelnię (oczywiście założyliśmy tam skrzynkę). I to był koniec lajtowej przyjemnej jazdy.



Już niedługo potem, na drodze do Białej Rawskiej dopadł mnie kryzys. Zawiodły kolana i psychika.
Tomi wisiał mi na horyzoncie jako ta zielona plamka, a ja nie miałam ani sił go gonić, ani jechać dalej. Nawet zatrzymałam się na samotny postój (5minut), by dać odpocząć kolanom (po bieszczadzkim chodzeniu nieco osłabły i dawały w kość na podjazdach). Potem jakoś doczłapałam się do niego (bo łaskawie zaczekał), ale nadal było źle i przy postoju przy końcówce wąskotorówki padłam jak ten zużyty parowozik. I tak leżałam dobre 15minut, aż Tomi stwierdził że koniec tej laby i mam wstawać, co może do mnie dotarło, ale nie wywołało żadnej reakcji. W końcu Tomi postawił mnie na nogi (to było jakoś po 60km gór i dołów pod wiatr oraz z wiatrem bocznym) i kazał jechać dalej. Wlokłam się jeszcze kilka km, a Tomi jako ta pomarańczowa plamka (założylismy wieczorem kamizelki) na horyzoncie. W końcu wypłaszczyło się na tyle (chyba góra wysoczyzny Rawskiej), że coś mnie trafiło i z prędkości 12-14km/h przyśpieszyłam do 26-30km/h i go dogoniłam. Potem już jechaliśmy moją normalną prędkością (18-22km/h) do domu. Zaczął padać deszcz, ale mi bardzo nie przeszkadzał, nawet przyjemnie chłodził. Podejrzewam,że akcja z kryzysem 60km to była reakcja na zbyt szybkie tempo na początku. Odzwyczaiłam się przez parę tygodni od dużych dystansów :)


  • DST 28.49km
  • Teren 0.50km
  • Czas 01:38
  • VAVG 17.44km/h
  • VMAX 33.80km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do pracy nad Pilicą

Niedziela, 9 października 2011 · dodano: 11.10.2011 | Komentarze 0

Trafiła się inwentarka domu letniskowego nad Pilicą, co okazało się świetnym pretekstem do rowerowej wyprawy w te rejony. Dla oszczędności czasu podjechaliśmy do Warki pociągiem (przesiadka na Zachodniej). Od zachodniej do Warki przyjemnie podróżowaliśmy radomskim piętrusem. Gdyby nie pisk zaniedbanych hamulców, myślałam że jesteśmy w Niemczech (chyba tylko toalety nadal budzą podziw tradycyjnych obszczymurków, bo nie wiedzą jak wyłamać drzwi ;)
Ale do rzeczy. Jechaliśmy do miejscowości Góry, trochę się jednak zeszło, bo dotarliśmy w półtorej godziny a nie w godzinę, jak zakładałam. Na szczęście mieliśmy zapas czasu do umówionego spotkania z klientką, i zmieściliśmy się w studenckim kwadransie ;)

Dystans krótki, ale następnego dnia to sobie odbiliśmy.
Podczas mierzenia lodówka się zrobiła straszna, co wygoniło z miejsca pracy naszych pracodawców. Skończyło się na tym, ze przed zmrokiem skończyliśmy mierzyć, a wieczorem zrobiliśmy sobie mini ognisko, ugotowaliśmy obiad i zanocowaliśmy w domku (który w środku trochę przypominał studencką chatkę górską)

  • DST 40.24km
  • Teren 14.50km
  • Czas 02:37
  • VAVG 15.38km/h
  • VMAX 25.10km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie taki znowu lajcik podżyrardowski

Piątek, 7 października 2011 · dodano: 07.10.2011 | Komentarze 4

Mieliśmy lecieć na Jaktorów, ale w ostatniej chwili jednak polecieliśmy na Guzów. Po drodze wiało, że strach. I mroziło palce, a ja nie wzięłam ciepłych rękawiczek. Na szczęście Tomi pożyczył mi swoje polarowe. Blisko Guzowa miała być pewna mogiłka i była, ale najwyraźniej nie ta co potzreba. Po objechaniu paru innych też okazało się, że nie te, więc musimy sami jakoś ten quiz Geo-rga rozkminić dokładniej.
W międzyzcasie szukaliśmy skrzynki Wallsona w Guzowie, ale tu też jakieś karczowanie kzrakó było bez rezultatu. Dobrze że Tomi znalazł choć jedną moją skrzynkę, ale ona była normalnie i bezpiecznie ukryta. Powrót przez Miedniewice i las podżyrardowski.

Inne fotki u Tomiego