Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2015

Dystans całkowity:288.66 km (w terenie 33.30 km; 11.54%)
Czas w ruchu:17:36
Średnia prędkość:16.40 km/h
Maksymalna prędkość:38.00 km/h
Liczba aktywności:11
Średnio na aktywność:26.24 km i 1h 36m
Więcej statystyk
  • DST 2.88km
  • Czas 00:08
  • VAVG 21.60km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na dworzec po Kluskę

Poniedziałek, 31 sierpnia 2015 · dodano: 01.09.2015 | Komentarze 0

W zasadzie mogliśmy pójść, bo Kluska nie chciała rowerem. Po prostu po chwili odpoczynku na ławce pod dworcem ruszyła do domu na piechotę. Dopiero na tak zwanej ostatniej prostej zażądała rączek babci, ale po chwili protestów załadowaliśmy ją w fotelik i daliśmy przytulankę. Okazało się, że jednak jazda w foteliku jest opcją możliwą, ale nadal tata prowadził rower. I tak dotarliśmy do domu.




  • DST 22.88km
  • Teren 7.50km
  • Czas 01:24
  • VAVG 16.34km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Kluskę na dworzec i małe kółko w drodze powrotnej

Piątek, 28 sierpnia 2015 · dodano: 28.08.2015 | Komentarze 7

Podrzucilim z Meteorem w zasadzie zdrowe dziecko na dworzec do babci, niezupełnie zdrowej, ale na lekach, więc mniej obolałej niż z rana. Korzystając z wolnego wieczoru podjechaliśmy do Międzyborowa sprawdzić, co tam w skrzynce Meteora piszczy i przy okazji ocenić postępy prac z planszami przy ścieżce przyrodniczej. Jest już nie tylko konstrukcja, ale i treść. Dzięki temu wiemy gdzie jest środek lasu oraz gdzie stacjonowali ludzie-słonie czyli panowie w maskach gazowych podczas strasznych walk z użyciem gazów bojowych. No faktoza, tuż obok jest okop.

Zamiast wrócić do domu, podjechaliśmy jeszcze na północ, ale straszliwym wertepem. Trza od czasu do czasu sprawdzić, czy czego nowego w okolicy nie wyasfaltowali. Niestety przeciwnie, wysypali żwirem i jeździli często traktorem (dup dup dup). Nowe opony po piachu średnio, zarzuca tylnym kołem, ale poza tym da się jechać, więc nie ma dramatu. Po bardziej ubitym szlaku terenowym tylko dłonie lekko cierpią. Po drodze odkryliśmy przyjemny mostek wśród pól i przejechaliśmy malowniczym skrótem między jednym wiaduktem nad autostradą a drugim.



  • DST 3.23km
  • Czas 00:13
  • VAVG 14.91km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po książki i mleko ryżowe

Wtorek, 25 sierpnia 2015 · dodano: 25.08.2015 | Komentarze 4

Krótki myk do sklepu chemicznego w celu odebrania książek, bo panu z inposta się nie chciało chodzić po schodach wczoraj, oraz drobne zakupy w kerfurze.

  • DST 91.35km
  • Teren 13.50km
  • Czas 05:23
  • VAVG 16.97km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Warszawy

Poniedziałek, 24 sierpnia 2015 · dodano: 25.08.2015 | Komentarze 5

Wyprawa w celach spożywczych, to znaczy po dwie paczki hibiskusa zamówione u mamy (wie, gdzie dostać dobry i tani) oraz książkę z przepisami kucharskimi, takimi kalorycznymi, z mięsem, smalcem i takimi rzeczami. Przy okazji wreszcie przywiozłam mikroskop. Ale od początku.

Jechałam bez analogowej nawigacji pod postacią Meteora, więc wydrukowałam sobie ogólną mapę, żeby nie pomylić kierunków. Oczywiście zapomniałam zabrać. Postawiłam sobie na wierzchu krem z filtrem, bo miała być lampa. Oczywiście przed wyjsciem zapomniałam się nasmarować. I jeszcze zgubiłam jedną rękawiczkę, w efekcie czego jechałam w zapasowej parze. Koloru czarnego. Na szczęście gorąco zrobiło się dopiero po 12.30, a o tej porze miałam przejechaną ponad połowę dystansu. Po drodze podskoczyłam tu i tam do kesza tego i owego, mapa z keszami akurat nadawała się do nawigacji typu "gdzie do cholewy mam skręcić na tym rondzie". Rond mi wybudowali na trasie od metra, bardzo dobrze, tylko trochę nie zawsze wiadomo, jak jechać. 

Jakaś czarna seria, nastawiłam się na sklepik w Izdebnie Kościelnym, żeby kupić sobie tam lody albo picie, albo cokolwiek i... był zamknięty. Otwarty był w Stanisławowie, ale się tam nie zatrzymałam. No szlag. Na trasie dorwałam sklep dopiero za Żukowem, gdzie zrobiłam sobie postój pod kościołem i zeżarłam kanapki z masłem orzechowym. Ciacho i colę z lodówki dorwałam dopiero w Rokitnie. Cola dlatego, że doszlam do wniosku, że potrzebuję jakiejś chemii, która utrzyma mnie przy życiu przed dotarciem do ławeczki w Ołtarzewie, na cmentarzu wojennym. Tam nieco ochłonęłam i jakoś dojechałam do większego cienia, czyli lasów bemowskich. Tu przyjemnym chłodem dojechałam w rejon górki śmieciowej i dalej do Arkuszowej. A tędy już prosta droga do mamy na Wawrzyszewie, gdzie zostałam porządkie nakarmiona kalafiorem z zasmażką i kanapkami z szynką. 

Plany powrotne były ambitne, na zachód tak długo jak się uda, a potem najwyżej do pociągu (po drodze jeszcze na Cmentarz Wawrzyszewski po skrzynkę). Przejechałam przez las, ale kolejne kilometry mordewindu mnie zmęczyły i zdecydowałam się od razu skoczyć na południe, akurat padło na stację w Piastowie. I tu sobie połaziłam po schodach w celu nabycia biletu z biletomatu, kupowałam akurat jak miał nadjechać pociąg do Skierniewic. Ale na szczęście dwie minuty się spóźnił i dzięki temu pojechałam właśnie nim, a nie następnym. W bagażówce tłoczno, z 6 rowerów i dzieci. Ale daliśmy radę. Wysiadłam w Międzyborowie, żeby podjechać do Parku Procnera zobaczyć, jak tam budowa ścieżki zdrowia. Budowa na etapie kołków wokół dołów w ziemi, nic ciekawego.

Trochę byłam schetana, ale w pociągu odpoczęłam. Naładowałam się witaminą D chyba na cały rok naprzód. ;)

Poniżej opuszczona chałupka, kwatera wojenna w Rokitnie, kościół w Rokitnie, miejsce bohaterskiej śmierci Artura Radziwiłła w Ołtarzewie i dworek tamże, orzełek z Warszawy, z kwatery wojennej cmentarza wawrzyszewskiego.



  • DST 8.55km
  • Teren 0.50km
  • Czas 00:33
  • VAVG 15.55km/h
  • VMAX 22.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Myk po Żyrardowie

Sobota, 22 sierpnia 2015 · dodano: 22.08.2015 | Komentarze 2

Mały krótki geocaching, czyli szukanie multaka Werrony. Nie do końca udane, bo zwiesiliśmy się na ostatnim etapie. Po paru telefonach wyszło, że skrzynka jest gdzie indziej niż mysleliśmy i na dodatek nie można tam dopchnąc rowerów. Tomi uznał, że innym razem, a ja będąc dosłownie parę metrów od skrzynki nie mogłam jej dosięgnąć, bo miałam za śliskie sandałki. Następnym razem przyjdę w porządnym obuwiu. Przyjdę, bo nawet z drugiej strony nie dało się dostać rowerem, zagrodzone. To znaczy znam jedno miejsce, gdzie może się da przepchnąć rower, ale jest ono mocno przypałowe i naprawdę lepiej per pedes.

Dwa, wreszcie przetestowałam nowe opony, wąskie semislicki Kendy. Zaryzykowałam 1,75. Mogłam po staremu 1,95, ale wtedy pewnie znowu byłby problem z błotnikami, a tak mam szansę jakieś dopasować. Jeździ się dziwnie, opony o małym przekroju zupełnie nie amortyzują dziurawego chodnika (cpr) czy dziurawej jezdni (trylinka), ale tarcie jakby mniejsze i waga roweru także. Więc coś za coś. Ponieważ zmienił się istotnie obwód kół (poprzednie opony były bardzo "wysokie" w przekroju) zmieniła się też przerzutka główna na 2/5 z 2/4. 

W drodze powrtonej chcieliśmy zajrzeć jeszcze do Parku Procnera obejrzeć postępy budowy ścieżki zdrowia, a potem sprawdzić pieniek w Międzyborowie, ale na wysokości kirkutu Tomiemu złamała się szprycha(obręcz pęknięta od dawna). Wczoraj rozwaliły mu się sandały. Taki rok u niego, wszystko po kolei siada. Wefekcie tylko krótka przebieżka po mieście.

  • DST 4.52km
  • Czas 00:17
  • VAVG 15.95km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Kluską i M. na dworzec

Piątek, 14 sierpnia 2015 · dodano: 15.08.2015 | Komentarze 0

Dziecko na ciapąg odwieźć. Poza tym testuje biedakamerkę rowerową. Straszak na kierowców. Dziś nagranie gorszej jakości, 3/4 trasy z Kluską na dworzec. Kamera nagrywa w interwałach pięciominutowych, co czasem jest wadą, a czasem zaletą. Nie można też wyłączyć daty, co również w pewnych sytuacjach jest wadą, a w innych zaletą (np. udowodnienie czasu wypadku). W lepszej jakości obraz ma wyższą rozdzielczość, ale nie jest dużo lepszej jakości (to w końcu biedakamerka), ale w przeciwieństwie do tego widać rejestracje samochodów, więc pewnie jednak będzie ustawiona na max. No i chyba zamiast na jutub będę wrzucać na inny serwis, i tak słaby film jutuba jeszcze bardziej pogarsza. Lepsiejszy film z wycieczki do Zusu wrzucam do wpisu z odpowiedniej wycieczki. Tylko dźwięk jest do dupy, stąd podkład muzyczny.

  • DST 19.54km
  • Teren 1.60km
  • Czas 01:23
  • VAVG 14.13km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Nocnyrower po dwie skrzynki

Czwartek, 13 sierpnia 2015 · dodano: 14.08.2015 | Komentarze 2

Z okazji szybkiego uśnięcia dziecka, powrotu babci i pojawienia się dwóch skrzynek geocache w okolicy, meteor zarządził nocny rower. Bo przecież nie pojedziemy w upał za dnia. Już na pierwszym odcinku polnym za miastem włożyłam polar ku uciesze przewodnika. Po pleckach mi wiało. Ale zanim wyjechaliśmy z miasta, nawiedziliśmy Bielnic nocną porą, gdzie poszukiwaliśmy sprytnie ukrytego pojemnika. Że był sprytny, odkryłam po niewczasie dzięki uwadze Meteora odnośnie uwagi kodowanej. Wtedy mi pingnęło, co to może być. Ale najpierw Meteor wlazł na jakieś okno, a potem jeszcze omal nie wleźliśmy do budynku dziurą w fundamentach. ;)

Po odcinku miejskim czas na wiochę, ale taką naprawdę zabitą dechami. Dojeżdżamy w miejsce znane i opuszczone od lat, gdzie spodziewamy znaleźć coś bardzo ciekawego. I znajdujemy. Tu znów Meteor lata po wysokościach, bo moje lewe kolano nadal nie bardzo. Ale podczas jazdy rowerem nie dokucza, więc mogę jeździć. Tu mały postój na oglądanie gwiazd. Idealnie było widać tak zwany trójkąt letni, ale nie mogliśmy dojść położenia trzeciej gwiazdy. Może dlatego, że było bardzo wiele jasnych na tyle, że się bardzo nie wybijała. Nawet drogę mleczną było widać, na której osi dało się wypatrzeć kilka meteorków. Ja dojrzałam dwa, a Meteor jednego, za to całkiem porządnego. Jeszcze jakiś czas wcześniej widziałam malutki w czasie jazdy. Chyba po raz pierwszy od lat udało mi się zobaczyć spadające gwiazdy. Czy to dobry znak na przyszłość? Szkoda, że takie rzeczy nie mają znaczenia, przydałby się jakiś porządny podmuch wiatru szczęścia, bo ostatnio cuś nijak nie wieje i trzeba samemu w łajbie wiosłować. No ale przynajmniej nie wieje w pysk, więc nie marudzę. Mały bonus, ustawiłam małpę na 15 sekund licząc niesmiało, że wyjdą kropki zamiast gwiazd, a tu kilka mikroperseidów się załapało, niewidocznych gołym okiem. Oryginały po kliknięciu w fotkę, bo na małych dużo nie widać. Zdjęcia są dwa, reszta to wycinki.


  • DST 5.51km
  • Czas 00:21
  • VAVG 15.74km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Zusu

Środa, 12 sierpnia 2015 · dodano: 12.08.2015 | Komentarze 4

Standard plus wycieczka do bankomatu.

  • DST 7.21km
  • Czas 00:25
  • VAVG 17.30km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na dworzec i do sklepu

Wtorek, 11 sierpnia 2015 · dodano: 12.08.2015 | Komentarze 3

Na dworzec oddać pani z kiosku 50 groszy i rundka po sklepach w poszukiwaniu mleka owsianego na kolację dla Kluski. Wykupili dranie w całym mieście. No to trudno, kupiłam ryżowe wzbogacone w wapń z kerfurze. Jak się jechało rowerem, to nawet nie było tak gorąco. W drodze powrotne prześladowal mnie nieduży dostawczak. Dwa razy musiałam czekać, aż powoli skręci w dwóch różnych miejscach. A podobno samochody jeżdżą szybciej od rowerów.

  • DST 9.11km
  • Teren 3.00km
  • Czas 00:40
  • VAVG 13.66km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na noc do lasu

Niedziela, 9 sierpnia 2015 · dodano: 10.08.2015 | Komentarze 9

W domu za gorąco, to poszłam spać do lasu. A raczej poczytać książkę w chłodzie. Usnęłam o świcie, trochę rześkawo było. Bonus: naszczekała na mnie sarna, więc kontakty z dzikim zwierzem odhaczone. Poza tym psy w oddali, syrena pożarowa w oddali i księżyc wschodzący z jakąś gwiazdką w pobliżu. Dobry sposób na odpoczynek od rodziny.

Miałam wrócić do domu koło 8-9, przed upałem, ale zaspałam i Tomi obudził mnie smsem, dzięki czemu uniknęłam udaru. A widok z hamaha prezentował się tak. Nie wiem dlaczego ludzie narzekają na niewygody spania w ten sposób. Mnie było bardzo wygodnie jeśli chodzi o pozycję, tylko coś miękkiego na wyściółkę by się przydało, bo hamak jest dość szorstki.