Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2015

Dystans całkowity:966.96 km (w terenie 158.55 km; 16.40%)
Czas w ruchu:62:26
Średnia prędkość:15.49 km/h
Maksymalna prędkość:42.00 km/h
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:50.89 km i 3h 17m
Więcej statystyk
  • DST 91.00km
  • Teren 19.00km
  • Czas 05:56
  • VAVG 15.34km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótka wycieczka do Skierniewic

Niedziela, 31 maja 2015 · dodano: 31.05.2015 | Komentarze 28

Meteor się czasem obraża, dlaczego twierdzę, że bez przerwy oszukuje, kłamie i w ogóle. Miała być dziś krótsza wycieczka, lżejsza od wczorajszej. Taki mazowiecki lajcik. A skończyło się na rypaniu 1/3 trasy pod wiatr i dłuższym dystansie, na dodatek w sporej części gruntowym. No tu jeszcze do mogiłki podjedziemy, oj tu jeszcze się po okulary lavniki wrócimy (no dobra, to była moja wina), a tu do Biedronki skoczymy (to też moja wina, bo zeżarłam cały prowiant tuż po zadekowaniu się w Skierniewicach i trzeba było uzupełnić zapasy).

Postój w Radziwiłłowie się przydał jako odtrutka po jeździ szosą i samochodami wyprzedzającymi na gazetę (no, tak 1/4 wyprzedzała). Tam świecka tradycja wysłania smsa do stryjka Huanna i dalej na opłotki skierniewickie do bocznicy S-Łki. Tam okazało się, że była tam jakas prowizoryczna ścinka, podkłądy kolejowe będące maskowaniem skrzynki rozwleczone, ale na szczęście skrzynka przeżyła. Więc dłuższy postój, bo musieliśmy w pewnym oddaleniu zmajstrować nową kryjówkę. Miało być niewinnie, ale Meteor wpadł w szał budowlany i zrobiło się całkiem przyjemne miejsce rozwałkowe, rodzaj stoliko-ławy.

Następny punkt programu to zwiedzanie ogrodu różanego w parku skierniewickim (pechowo róże kwitły na stokach przy wodzie, a tu tylko tulipany), wizyta w Biedronce i główny cel wycieczki - garnizon. A tu niespodzianka, dojście do kotłowni i schronów zapłotowane, od strony Łupii też. Krzaki wokół karceru wycięte, ale nadal jest dostępny od strony uczelni. Zburzono budynek kasyna (ten przy MiGu), MiG jeszcze stoi. Rewolucja, która nas nieco zmartwiła, bo nieznany jest los wielu garnizonowych skrzynek. No nic, może za jakiś czas złomiarze się przedrą. 

Następnie wizyta na śmietniku wokół willi pułkownikowskiej i na cmentarzu Strzelba. Tu zgubiłam okulary, ale nie pamiętałam, czy tu, więc powrót do willi, tu nic nie ma... i mi pingnęło, że przecież gdy jechałam na cmentarz, słońce nie raziło mnie w oczy. Musiałam je zgubić robiąc zdjęcia odrestaurowanego grobu z kwatery wojennej. I rzeczywiście, tam były. Uff.

Powrót przez Kamion i parę mogił z I wojny światowej nad Rawką, bym sfociła trochę kodów do finału geościeżki.

Wszystkie fotki w albumie mazowieckim na końcu


  • DST 74.79km
  • Czas 04:20
  • VAVG 17.26km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Hajda na Modlin!

Sobota, 30 maja 2015 · dodano: 30.05.2015 | Komentarze 8

Takie wycieczki to ja lubię. Cała trasa z wiatrem, może na krótkim odcinku nieco bocznym, ale współpracującym. Po paru krótkich postojach z okazji kanapek i skrzynki po drodze (w przypadku drugiej spasowałam z racji zbyt śliskich butów i zbyt wysokiego poziomu trudności - ja tu jeszcze wrócę z drabinką sznurową) znaleźliśmy się w okolicy twierdzy modlińskiej.

Tam zaczątek na cmentarzu, klasyczny cyklogrobbing, wreszcie wisienka na torcie (czyli deser przed obiadem) to jest włażenie do tunelu, które było dużo łatwiejsze niż wylezienie. Trochę siniaków, otarć, ale się wygramoliłam. Potem tradycyjne, jak to w Modlinie, łażenie po krzakach i pokrzywach, schyłek maja - to się naciachaliśmy. Skrzynek znalezionych paręnaście, może starczy do zalogowania geościeżki.

Powrót na wariata z nie tym biletem co trzeba (na złą godzinę, bo pojechaliśmy w końcu spóźnionym piętrusem z Działdowa), ale pani konduktor nie sprawdziła godziny odjazdu na bilecie, a może machnęła ręką i tak dojechaliśmy do Warszawy. Na wysokości Warszawy Praga myknęło obok nas Piendolino i pognało dalej. A my telep telep do Gdańskiej i jeszcze wolniej telep telep do Zachodniej peron ósmy, gdzie chcieliśmy dotrzeć z wywieszonym językiem na pociąg do Żyrka (czas przesiadki poniżej minuty) licząc na jego lekkie spóźnienie. Ale na koniec okazało się, że Tomi pomylił stacje i pociąg był, ale 15 minut później, więc na spokojnie zdążyliśmy. Godzina odjazdu była z Wschodniej, a nie z Zachodniej. Ale ale, najważniejsze! Wtem na zachodnią wjeżdża Piendolino. telepiąc się byliśmy szybciej na dworcu niż superszybki ciapąg! ;)

Wszystkie zdjęcia w osobnym albumie.



  • DST 6.01km
  • Czas 00:27
  • VAVG 13.36km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Klu i M. na dworzec

Piątek, 29 maja 2015 · dodano: 29.05.2015 | Komentarze 4

Mały stopik na placu, co by fotkę zrobić, ale Klu nie współpracowała robiąc minę z gatunku "co jest, jedziemy czy nie", więc pojechaliśmy dalej. Tym razem na pociąg trzeba było trochę zaczekać, bo nie odjeżdżał dwie minuty przed czasem jak ostatnio. Więc mała sesja na peronie na luzaku.

Powrót dookoła, bo chciałam coś sfocić w Żyrku.













  • DST 83.85km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:12
  • VAVG 16.12km/h
  • VMAX 32.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Majówka na osiemdziesiąt trzy

Niedziela, 24 maja 2015 · dodano: 25.05.2015 | Komentarze 5

Piękna pogoda, niestety coś mi termostat nawala i raz mi było za zimno, raz za ciepło. Aż odkryłam, że chyba zgubiłam po drodze jeden sandałek (mógł mi wypaść z sakwy, w domu nie znalazłam) i musiałam grzać się w cieplejszych butach. No ale szybko zrobiło się chłodniej. Podjechaliśmy przez Wiskitki i Guzów główną szosą, żeby zyskać na czasie, bo jechaliśmy daleko na zachód. Niestety sporo pod wiatr, ale na szczęście nie był porwisty. Tylko najpierw podskoczyliśmy zagłosować na sarny i dziki ;)

Pierwszy stopik pod sklepem w Czerwonej Niwie, gdzie nabyłam piątkową drożdżówkę i oranżadę, która mnie ratowała w gorętszych momentach dnia. Tomi też coś kupił i pognaliśmy do Kozłowa Biskupiego i cmentarza z kwaterą wojenną. Mam pecha do skrzynki w tym miejscu, już drugi raz zginęła, gdy jej szukam. Tomi miał szczęście, znalazł ją na jesieni. Trasa w ogóle dość martyrologiczna, albo bunkrowa, pod popołudniem po cudownej rozwałce przy ujściu Rawki do Bzury (naprawdę urokliwe miejsce, aż się chce popływac kajakiem) podjechaliśmy pod jeden większy i parę mniejszych (Tobruki, ten pierwszy miał Tobruk doklejony).

Przejeżdżaliśmy też przez wiele mostów na Bzurze, jeden na Rawce i kopaliśmy w dziupli obok granicy Xięstwa Łowickiego, czy nie ma tam zaginionej skrzynki. Nie dokopaliśmy się, trza tu porządny szpadel. 

Było milutko, koc i kanapki, dużo czekolady i nawet raz nas jakiś pan zaczepił pytając o dystans. Tym razem nie było super długo, ale i tak wróciłam zmęczona. Pokonała mnie dopiero zupa pomidorowa, a odżyłam po drugim daniu dopiero ;)

Wszystkie fotki pod koniec  albumu wiosennego, a poniżej wybór.

View this route on plotaroute.com




  • DST 56.75km
  • Teren 7.50km
  • Czas 03:24
  • VAVG 16.69km/h
  • VMAX 33.50km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Kury w jaskrach

Sobota, 23 maja 2015 · dodano: 23.05.2015 | Komentarze 17

Brzmi jak nazwa potrawy, prawda? Tak się skojarzyło Tomiemu, gdy przejeżdżaliśmy przez Nową Hutę i ujrzeliśmy w trawie... kury w jaskrach. A może kuklikach. ;) Prognozy popołudniowe słabe, więc tylko szukanie multaka przy esełce i pobieżne serwisy innych skrzynek po drodze. Powrót przez Mszczonów już w deszczu. Ale nie ulewnym, więc dało radę. Naturalna kuracja nawilżająca.

Uwielbiam maj za zielone widoki. Ostatnio w naszej okolic roi się od pasących się koników. Chyba pobliskie stajnie wynajmują pastwiska. Na którejś z poprzednich wycieczek też były, tylko nie zgrałam zdjęć z innego aparatu, nadrobię. Tu ze zwierząt były jeszcze kury i psy szczekające. 

Ciekawostką architektoniczną były bryły rudy darniowej użyte jako element wypełniający lub nawet konstrukcyjny niektórych budynków. 

Po SŁce nic nie jeździło, bo jest remont mostu w Górze Kalwarii i towarówki jeżdżą objazdami. Wydawało mi się, że słyszałam gwizd pociągu, ale Tomi mówi, że to była krowa. Skoro szpaki potrafią naśladować odgłosy, to krowy może też.

Testowałam też pokrowiec rowerowy na smartfona i sprawdza się dobrze (tym bardziej, że łatwo go zdjąć z roweru, gdy niepotrzebny), ale nie da rady wcisnąć tam telefonu razem z kaburą, co jest pewną niedogodnością, ale też bez przesady.


  • DST 10.67km
  • Teren 0.30km
  • Czas 01:24
  • VAVG 7.62km/h
  • Sprzęt Veturilo
  • Aktywność Jazda na rowerze

Veturilo po Mokotowie

Piątek, 22 maja 2015 · dodano: 22.05.2015 | Komentarze 0

Tu i tam, raz się udało wypożyczyć, potem już niestety nie, więc na Bielany pojechałam autobusem z Zachodniej. No i kupa chodzenia, ale tego już nawet nie liczę.



  • DST 16.47km
  • Teren 9.00km
  • Czas 01:18
  • VAVG 12.67km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na mokradełko z Klu i Meteorem

Wtorek, 19 maja 2015 · dodano: 19.05.2015 | Komentarze 17

Chcieliśmy połazić w OP1 po podmokłych łąkach małej rzeki, ale się nie dało. Dziecię w ręczniku wytrzymało minutę i w połowie baginka zaczęło mi uciekać. Trzymając ją jedną ręką wróciłam na suchy ląd. No cóż, to już nie żaczek-niemowlaczek, którego można wszędzie zabrać. Pomału przeszukujemy net w poszukiwaniu spodniobutów, czyli takich woderów na szelkach z kaloszkami, żeby mogła łazić razem z nami po płytszych łąkach. Do noszenia muszę sobie zrobić nowe dziecko ;)

A poza tym wycieczka nawet udana, tylko cztery awantury. Pierwsza, żeby w ogóle wyjść z domu. Druga już w lesie, przy okazji zalania kawą (tatuś nie wyrywaj mi filiżanki, a masz, uaaaaaaa). Po przebraniu w suche ciuchy były gonitwy z piłeczką, aż do utraty tchu i właśnie wtedy nastąpiło bęc twarzą w mamy nogę. Mam twarde nogi, zwłaszcza od kolana w dół, więc bolało. No to trochę sobie dziecię powyło, świat jest taki twardy i okropny. I ostatnia awanturka przy okazji wsadzania do fotelika, bo już było późno i zaczęły się gromadzić podejrzanie pachnące chmury. 

Tak naprawdę, to podejrzanie zaczęły mi pachnieć na osiedlu Żeromskiego, gdy wyjechaliśmy z lasu. Meteor mówił, że na icmie zlewy mają być wieczorem, ale ja czułam deszcz przez skórę. Ani chybi zaraz z tej chmury będzie deszcz. I faktycznie, zaczęło kropić tuż przed parkiem, 2 km od domu. A potem coraz mocniej. Na Limanowskiego to już padało całkiem konkretnie. Trochę bałam się reakcji Kluski, a ona nic, nawet się uśmiechała. Chyba jej się podobało, a kask chronił głowę od wody, przynajmniej częściowo. Dojechaliśmy do domu w stanie mocno nakrapianym i nawet nie było awantury o to, że idę na półpiętro z rowerem, tylko kilka złowrogich pomruków.

Dziecko wpadło do domu, pochłonęło ogromny talerz zupy i babcia zabrała je do usypiania w kojcu. A ja spojrzałam na swój pokój, który wyglądał jak po przejściu tajfunu (pakowałam się rano w pośpiechu) i westchnęłam. ;)










  • DST 101.45km
  • Teren 33.00km
  • Czas 06:27
  • VAVG 15.73km/h
  • VMAX 28.50km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

No to wiejemy!

Niedziela, 17 maja 2015 · dodano: 17.05.2015 | Komentarze 8

Meteor ostrzegał, że będzie wiać, ale że będzie aż tak wiać nawet w środku lasu? Pojechaliśmy do Łowicza przez wszelkie możliwe lasy, a i tak jechałam ledwo ledwo. Raz, że chyba mi się lekko zakwasiły nogi po wczorajszym i miałam w związku z tym mniej pary, dwa że Meteor dostał jakichś skrzydeł, albo po cichu zamontował sobie wspomaganie elektryczne, specjalnie porównywałam licznik na tej trasie, mimo mocniejszego wiatru na tych samych odcinkach co wczoraj jechał szybciej! Wczoraj może bym się zawzięła i go dogoniła, dziś nie miałam szans. Więc bidul musiał co róż stawać i na mnie czekać. Kto ma w nogach, ten nie ma w beretach, czy jakoś tak.

Ale w końcu dojechaliśmy do Łowicza i zaczęliśmy keszować. Skrzynki znajdowały się niemal same, aż byłam zdziwiona, bo w miejskim keszowaniu mamy zazwyczaj 50% skuteczności. Czyli albo się znajdzie, albo nie. A tym razem raz M. wygarnął, raz ja. Raz nawet myślałam, że nie ma, no totalnie nie widziałam niczego, a potem się okazało, że jednak był, na widoku. W ogóle M. miał dobry dzień, znalazł finał multaka bez etapów pośredniach. Intuicyjnie poszedł w krzaki i przyniósł pudełko :)

Założyliśmy też świńską skrzynkę w ruinach rzeźni w Łowiczu, ale to jeszcze trochę z publikacją, trzeba zrobić opis. Tu byłam tak zmordowana, że "hasło" do skrzynki poszedł chować M., a ja prawie usnęłam na kocyku. Dokuczały mi plecy po porannym wysiłku. Po odpoczynku przestały, ale w rejonie 80km znów zaczęły, aż z bólu drętwiała mi szyja za uszami. Koszmarny ból, musiałam się parę razy zatrzymac, bo nie dawałam rady jechać. W końcu znalazłam jakąś pozycję głowy i pleców, kiedy bolało, ale znośnie. W międzyczasie znalazłam jeszcze parę skrzynek wojenno-cmentarnych, które M. miał już znalezione. Wróciliśmy o zachodzie słońca.

Wszystkie fotki w albumie wiosennym. No i padła pierwsza moja setka w tym roku. Długo ją będę pamiętać.



  • DST 71.45km
  • Teren 24.00km
  • Czas 04:22
  • VAVG 16.36km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

chlup lavinka

Sobota, 16 maja 2015 · dodano: 16.05.2015 | Komentarze 7

Miało być daleko na wschód, ale Tomiemu budzik się ustawił na 9, a nie na 6, internet rano nie bardzo działał i wszystko stanęło na głowie. Na szczęście działał mój internet mobilny, więc udało się wymyślić wycieczkę zastępczą. Zamiast weekendówki z namiotem - dwie wycieczki zwykłe. W kierunku wprost przeciwnym czyli na zachód, pod wiatr. Ale lasem, dało się jechać. Tylko rano uszy mi nieco zmarzły. Pogoda piękna, dopiero po 16 zaczęło się mocniej chmurzyć, ale podczas jazdy to nawet była zaleta, bo zapomnieliśmy kremu z filtrem.

Tomi pognał na rynek po chleb i słodkie bułki, a ja przepakowywałam niepotrzebne graty. By dociążyć drugą sakwę (rower nierówno obciążony to rower wywrotny) dorzuciłam do niej hamak. A nuż się przyda. Jak się okazało później, Tomi w ten sam sposób dociążył swoje sakwy za pomocą OP-1. A nuż się przydadzą. I owszem, przydały się na bagnach. Dzięki spodniom od OP-1 mieliśmy suche nogi, a dzięki hamakowi nie staliśmy na bagnie jak te łosie, tylko w sposób cywilizowany zażywaliśmy kąpieli słonecznych wśród kwiatów okrężnicy bagiennej i zielska zwanego rzęślą (jak wykazało śledztwo). Tuz obok znaleźliśmy skrzynkę Werrony - serce bagna. Cudowna! Potem jeszcze mała rozwałka na suchym lądzie i w drogę. Znów głównie lasami i wertepem, bo wiatr.

Tak dotarliśmy do doliny Rawki, ale od drugiej, zachodniej strony, by wpaść po skrzynkę z okazji jakiejś agroturystyki Babie Lato. Uroczy zakątek nad wijącą się zakolami rzeką. Tu też zrobiliśmy rozwałkę, na kocyku, bo teren nie pozwalał rozpiąć hamaka. Brakło drzew.

Wracaliśmy serwisując moje i Tomiego skrzynki, Cmentarz w Wólce Łasieckiej, Gospodarstwo w Czerwonej Niwie, Cmentarz w Huminie. Wpadliśmy też do Guzowa obejrzeć, jak się ma remont pałacu. A i owszem, od dachu coś jakby odnowione. Niestety wycięto na froncie piękny kasztanowiec. Park dostępny od strony kościoła, nie wypatrzyliśmy dziur w płocie poza fragmentem od 50tki, najprawdopodobniej wbił się w ogrodzenie samochód. Wracaliśmy z wiatrem, więc szybko. Jutro powtórka z rozrywki, tyle że jedziemy dalej i ma wiać mocniej.

Zdjęcia z wycieczki TUTAJ, a poniżej wybór.

p.s. Może na fotkach mało widać, ale byłam w specjalnej fryzurze, miałam 4 warkoczyki. :)



  • DST 4.87km
  • Czas 00:21
  • VAVG 13.91km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Klu i Meteorem na dworzec +focenie straży

Piątek, 15 maja 2015 · dodano: 15.05.2015 | Komentarze 2

Jako że Kluska była super grzecznym dzieckiem, ubieranie zostawiliśmy na ostatnią chwilę. A ona widząc kurtkę dostała szału, że nie chce. Jakoś siłą ją ubraliśmy, ale płaczu było, że hej. Na dodatek nie mogłam znaleźć kluczy, a Meteor zszedł już na dół. No nic, szłam za nim z Kluską, oczywiście na dole awantura o kask, ale dla nas 1:0, Kluska uspokoiła się, jak powiedziałam, że dostanie kwiatka. Wróciłam po rower, zostawiłam dom na pastwę (te 20 minut może nas nie okradną, uchodzimy raczej za biedną patologię) i pojechaliśmy śpiesznym pędem.

Pod dworcem byliśmy o 18:16, odjazd za 3 minuty, spoko. Podłazimy do przejścia na peron, a tu nadjeżdża kluskowy ciapąg. No to ja z babcią przeszłyśmy, Meteor nie zdążył, puścił pociąg i przyszedł na peron później. A tu się ciapąg śpieszy i musieliśmy w trybie ekspresowym wyjmować Kluskę, biegiem do babci w drzwiach, szybkie przekazanie dziecka z rąk do rąk, papa i do widzenia.

A w drodze powrotnej podjechaliśmy obejrzeć dokładniej wozy strażackie zaparkowane przy Narutowicza i placu. Jakaś wewnętrzna impreza straży, bo w mediach nic nie było.