Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2018

Dystans całkowity:324.43 km (w terenie 37.40 km; 11.53%)
Czas w ruchu:21:05
Średnia prędkość:15.39 km/h
Liczba aktywności:14
Średnio na aktywność:23.17 km i 1h 30m
Więcej statystyk
  • DST 36.64km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:26
  • VAVG 15.06km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Kampinosu i nad Wisłę (2)

Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 25.11.2018 | Komentarze 3

Poranek chłodny, ale przyjemny. Nie chciało się odjeżdżać z tak uroczego miejsca, ale czas goni. Jedziemy dalej na zachód oglądać inne łachy i krążymy tu i tam znajdując ruiny jakiejś nieznanej przeprawy (nie ta w Wyszogrodzie).







Krowy?


Później skręcamy na południe i robimy postój nad kanałem.




Ta dziwna przeprawa.




Kanałek i most kolejki wąskotorowej.


Dalej do wału i tam znajdujemy parę skrzynek. Obmucza nas krowa.




Lecimy wałem na skróty.

Tam w tle stoi wiatka, może kiedyś zajrzymy.




Wreszcie mały postój przy popiersiu Szopena i...

No właśnie. Jadąc koło szczytna zauważam na przystanku autobusowym plakat układający się z daleka w zagniewaną twarz. Ostrzeżenie? Znak? Nie wiem. W każdym razie niedługo potem, za torami kolejowymi, wpadłam na Meteora, gdy lekko zahamował i kierownicą wbiłam się w jego przytroczony namiot. Zaczęłam wołać, ale on zamiast zatrzymać się, przyśpieszył i pociągnął mnie za sobą. Straciłam równowagę (oboje jechaliśmy dość szybko) i poleciałam w powietrzu odrzucając rower. Ratowałam nogi, by ich nie połamać, ale niestety upadłam na bok na asfalt. Na początku prawie mnie nie bolało, tylko miałam dreszcze i było mi słabo. Ale po kilkunastu minutach okazało się, że nie mogę jechać, bo zaczyna mocniej boleć i mam mniej sprawną prawą rękę. Zadzwoniłam do Werrony i przyjechała nas zabrać do Żyrka swoim dużym autem, za co będę jej dozgonnie wdzięczna. Dwa dni później poszłam do szpitala, bo nadal bolało (wcześniej się nie udało, bo wieczorem w niedzielę okazało się, że Kluska zachorzala i trzeba było w poniedziałek latać po doktorach) i po odczekaniu kilku godzin na izbie przyjęć udało mi się załatwić prześwietlenie i diagnozę. Orteza koszt 150zł, więc nie majątek, bolało mocno przez tydzień, a potem już coraz mniej. Obecnie łopatka się zrosła, ale ręka nadal pozostawia wiele do życzenia w kwestii sprawności, więc chwilowo jazda rowerem zawieszona i zobaczymy.

I na koniec LINK DO ALBUMU ze wszystkimi zdjęciami z łikędówki.

  • DST 81.10km
  • Teren 14.40km
  • Czas 04:53
  • VAVG 16.61km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Kampinosu i nad Wisłę (1)

Sobota, 13 października 2018 · dodano: 24.11.2018 | Komentarze 14

Kolejna jesienna namiotówka w celu obadania łach wiślanych do innego noclegu. Niestety wskutek mojej kontuzji dnia następnego okazała się ostatnią w tym roku. Ale najpierw przyjemności. Aura od rana nas rozpieszczała słoneczkiem. Pierwszy krótki postój w Kampinosie (miejscowość) i drugi w Kaskach, a może na odwrót. ;)



Jedziemy do Granicy i tamtejszego skansenu oraz punktu widokowego, który istnieje już jakiś czas, tylko jakoś brakło chwili na zwiedzanie. Chatka zamknięta, ale można wejść na gospodarstwo. Potem oglądanie mogiłki i walka z gpsem - lecimy do skansenu, gdzie łapiemy skrzynkę.






W prawo czy w lewo?

Chatka







Skansen właściwy i wystawa w stodole.



Typowa zabudowa puszczańska.



Dalej długi popas na pustawym punkcie widokowym. Jak się wyjedliśmy i wygapiliśmy, zlecieli się inni turyści, a my zawinęliśmy się dalej, bo nie gustujemy w tłumie. 



Uwielbiam drewniane konstrukcje.







Meteor z antenką










Dalej wycieczka przez las i miejscowości po drodze nad Wisłę.




Gdzieś blisko wału drogowskaz w bok do cmentarza olęderskiego. Nie znaliśmy go, więc pojechaliśmy zygzakiem za znakami. Malownicza okolica. Na koniec wyszło, że od innej strony dało się podjechać asfaltem wzdłuż wału, ale nie żałuję. Gdzieś tu znajdujemy też kota z kulkami zamiast oczu.









Myk na przystań i obejrzenie okolicznych łach.



Lecimy dalej na zachód, bo się zmierzcha, a tu jeszcze kilka miejsc trzeba obejrzeć, zanim poszukamy miejsca na nocleg. W końcu znajdujemy miłą plażę i idziemy szukać drewna na ognisko. Jest go pod dostatkiem, rzeka sporo naniosła. Ale suche jak nie wiem, szybko się pali i boimy się, że nie wystarczy. Starczyło.


- Aaaa, Tomiiii, wonsz! 
- Nie lavinka, to nie wąż, to bober.
- Nie jestem pewna.






  • DST 6.75km
  • Czas 00:28
  • VAVG 14.46km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola, na dworzec itd.

Piątek, 12 października 2018 · dodano: 15.10.2018 | Komentarze 0



  • DST 10.08km
  • Teren 1.20km
  • Czas 00:45
  • VAVG 13.44km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x, do ekoparku i na angielski

Czwartek, 11 października 2018 · dodano: 11.10.2018 | Komentarze 1

W ekoparku dużo prowadzenia roweru za Kluską. Pogoda iście koszulkowa z krótkim rękawem. Ale i tak nie było tak ciepło jak w 95 roku, kiedy to w cieniu wyszło 25 stopni. W październiku. Znalazłam swoje wykresy :)

Kiedy Kluska była na angielskim, zrobiłam sobie dłuższy spacer po centrum Żyrka, a potem wpadłam na kawę, bo mi się chciało spać.




  • DST 51.03km
  • Teren 1.70km
  • Czas 02:55
  • VAVG 17.50km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka na grodzisko i na zebranie

Środa, 10 października 2018 · dodano: 11.10.2018 | Komentarze 3

Od jakiegoś czasu planowaliśmy zabrać Kluskę na typową wycieczkę turystyczną, a nie tylko same place zabaw. Trochę już starsza, więcej rozumie, można wprowadzać elementy domowego nauczania. Dziś lekcja o Średniowieczu. Ale najpierw trzeba na lekcję dojechać 20 km z hakiem.


Po drodze łupimy Geokapsel, multak geocache. Etap pierwsze na asfalcie, etap drugi w lesie.





No to wjeżdżamy na teren okalający grodziszcze.Grodzisk Mazowiecki, choć teren nazywany Chlebnią z racji tego, że w zasadzie to już opłotki.

Zaczynamy od poszukiwań skrzynki, bo nie wiadomo, czy jacyś turyści lub spacerowicze nie dotrą. Przy okazji nareszcie podmieniam pojemnik na nowszy.


Drugie śniadanie z menażki

Kluska zrobiła machniom chustek. W sumie racja, w różyczki bardziej pasuje. Kieca jest specjalnie dobrana pod gród, wszak u księcia czy króla nie wypada przyjść w byle czym, toteż Kluska przyszła cytując "jak dama".

Atak na gordzisko.


Widoki z zamku


Skala ludzka

Ścieżka historyczna, na której dowiadujemy się, że tereny były już zasiedlone w czasach epoki brązu i wczesnego żelaza, zatem kolejny dowód na fikcję pustki osadniczej. W okolicy znajdowały się trzy osady. Kluska zażyczyła sobie przyrząd do robienia krajki, tzw. bartko. :)

Potem jedziemy na skwer widoczny w oddali, który powstał niedawno.

Ścieżka przyrodnicza





Amfiteatr i kino "Piratki z Karaibów"



Na koniec odwiedzamy mural słowiański. I do domu, bo wieczorem mam zebranie z angielskim Kluski i musiałam być w Żyrku o 19.



  • DST 2.63km
  • Czas 00:10
  • VAVG 15.78km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola x1

Wtorek, 9 października 2018 · dodano: 09.10.2018 | Komentarze 0



  • DST 8.20km
  • Czas 00:33
  • VAVG 14.91km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x i na angielski

Poniedziałek, 8 października 2018 · dodano: 08.10.2018 | Komentarze 0

Trochę wietrznie, ale ciepło.

  • DST 49.63km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:07
  • VAVG 15.92km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Złaz Harskiego 2018

Niedziela, 7 października 2018 · dodano: 08.10.2018 | Komentarze 3

Trasa kombinowana. Najpierw dotrzeć rowerowo na dworzec, by przejąć Kluskę od babci w Warszawie. Okazało się, że wujek z Kluską przyszli na stację Włochy, by nam zrobić niespodziankę. Wróciliśmy jeszcze do domu wujka, by zabrać przygotowany przez babcię ekwipunek. Kluska do przyczepki (Weehoo I go) i lecimy przez Bemowo i Babice,gdzie kościół barokowy i przystanek na oglądanie makiety słupa Transatlantyckiej Centrali Radiotelegraficznej oraz skweru z różami i siłownią oraz dalej na na Truskaw. Po drodze jeszcze dokupujemy mleko w przydrożnym supermarkecie, który jest czynny (cudem wyszło, że jest niedziela handlowa, Tomi zapomniał mleka z kuchni).










Przy pętli truskawieckiej jest parę skrzynek, to łupimy i jako że czasu robi się ciut mało, rypiemy na miejsce zbiórki. Typowe dla SKPB ruchy robaczkowe przed wyjściem trwały dłuższą chwilę, tym bardziej że okazało się, że zamiast kilku osób jest kilkadziesiąt w wieku od 0-40paru lat i trzeba towarzystwo zmobilizować do samoupilnowania, zwłaszcza dzieci, których było zatrzęsienie. ;)



Na miejscu przed zbiórką czas na trzecie śniadanie i zabawę kijkami.

Dziewczyny zamiast iść - biegły, któyś tam chłopak jeździł rowerem, starci grali w piłkę, młodsi kręcili się pod nogami, jeszcze w poprzek kręcili się zwykli turyści i spacerowicze, psy rowerzyści zwyczajni... no istna stajnia Augiasza. A było fantastycznie! A na jednym postoju wyszło, że organizatorzy co prawda mają ciasto, ale nie dla wszystkich starczy i trzeba było się podzielić. Najpierw dostały dzieci, ale że to dzieci raczej zdrowo odżywiane, to pojadły rodzynki i resztę oddały rodzicom, więc nastąpiło cudowne rozmnożenie i każdy ciasta spróbował.


Pierwszy postój był na urbeksie z dziurą na śmieci. Drugi na ciasto, a trzeci na placu zabaw pod Truskawiem, gdzie zabawiliśmy dłuższą chwilę ze względu na to, że przemarsz odbył się w tempie ekspresowym i do ogniska mieliśmy jeszcze parę godzin. Ostatni odcinek wiódł przez Truskaw i ruchliwą drogę na parking, więc był mniej przyjemny.






Ognisko z początku kopciło i ciężko piekło się kiełbaski, ale dało radę. Dzieciaki właziły na drzewa, tarzały się w piachu i ziemi, generalnie zabawa przednia dla każdego. Na miejscu spotkaliśmy znajomych z innych tras lub takich, co przyszli tylko na ognisko.




Zwała!

Powrót wieczorem jako taki, bo nieco wiało, ale głównie w plecy. Jedno masakryczne skrzyżowanie, które trzeba się nauczyć omijać. W Ursusie jeszcze złupiliśmy trzecią skrzynkę po ciemaku, gdy Kluska omal nie usnęła. Na stacji Ursu-Niedźwiadek nie było biletomatu i wyszło, że bilet kupimy od konduktora. Szykujemy się do pierwszej jednostki a tu nadjeżdża piętrus. Szlag. I nie ma czasu biegac na koniec pociągu. No to wsiedliśmy i upakowaliśmy się w przedsionku i jakoś dotarliśmy do Żyrka.




  • DST 47.07km
  • Teren 11.10km
  • Czas 03:42
  • VAVG 12.72km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Działania na łopatach

Sobota, 6 października 2018 · dodano: 06.10.2018 | Komentarze 5

- Jeden szpadel dodać drugi szpadel dodać grabie, ile to jest?
- O jeden za mało.
Machaliśmy w czwórkę narzędziami. Na starcie okazało się, że Łukasz nie przewidział tak wysokiej frekwencji i zabrał za mało narzędzi kopalnych. Na szczęście August miał znajomego ze szpadlem w okolicy i podjechał rowerem pożyczyć. Dzięki temu przypadało po jednym narzędziu na osobę. Praca polegała głównie w przerzucaniu ziemi z jednej pryzmy na drugą, tylko ta druga miała zadany kształt. Prace ziemne potrwają jeszcze wiele sobót, dziś była przymiarka, ile jesteśmy w stanie zrobić. Całkiem sporo, jak się okazało. I to nawet z dziewczyną. Babcia byłaby ze mnie dumna (kiedyś podobnym szpadlem odgruzowywała Warszawę w 45).









  • DST 7.20km
  • Czas 00:29
  • VAVG 14.90km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola i na dworzec

Piątek, 5 października 2018 · dodano: 05.10.2018 | Komentarze 0

Spóźniliśmy się na pociąg, bo dziś Kluska miała przedstawienie przedszkolne z okazji chlapania słoną wodą na odremontowane przedszkole i występowała jako pirat tańcząco-śpiewający (mała relacja jest na fejsowym fanpejczu alemamo). Przedstawienie miało półgodzinną obsuwę z przyczyn nieznanych no i jak po nią przyszliśmy, to się dopiero zaczęło zamiast już kończyć. Jak już udało mi się ją wydobyć i przebrać w normalne ciuchy, a także wrócić do przedszkola po buty, bo wyszła w kapciach (cała ja), to było pięć minut do odjazdu i nie było szans zdążyć. To pojechaliśmy na luzaku, zresztą wcześniej telefonicznie uprzedzając babcię, że celujemy w pociąg następny, za pół godziny. I może dobrze wyszło, bo na peronie spotkaliśmy kolegę Wallsona z synkiem, w sumie nie tylko kolegę ale bardzo daleką rodzinę. :)