Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2015

Dystans całkowity:182.79 km (w terenie 36.60 km; 20.02%)
Czas w ruchu:11:21
Średnia prędkość:16.10 km/h
Maksymalna prędkość:36.20 km/h
Suma kalorii:1891 kcal
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:20.31 km i 1h 15m
Więcej statystyk
  • DST 4.77km
  • Czas 00:22
  • VAVG 13.01km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Klu i Meteorem na dworzec

Czwartek, 30 kwietnia 2015 · dodano: 30.04.2015 | Komentarze 4

Jako że Klu ostatnio znów hejterzy wózek, postanowiliśmy ją dostarczyć na dworzec rowerem. I szybciej i dziecko nie ucieka. I nie płacze. Tylko domaga się wafelka albo herbatnika po drodze, ale to już standard. Ostatnio cały czas jest głodna, chyba znów zaczęła rosnąć. Niedawno ją zmierzyłam i wyszło 99cm, ale jej nogi chyba nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Gorzej śpi od paru dni, to się często zdarza podczas okresów wzmożonego wzrostu.

Po wsadzeniu babci i Kluski do ciapągu podjechaliśmy do bankomatu i potem już do domku na obiad. Dużo klusek, pomidor, cukinia i kilka grzybków. Jakoś podejrzanie wegetariańsko. ;)

Niska prędkość średnia, bo tuptanie przy dworcu i na peronie.










  • DST 91.38km
  • Teren 18.50km
  • Czas 05:25
  • VAVG 16.87km/h
  • VMAX 36.20km/h
  • Kalorie 1891kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pora na kanapiora

Sobota, 25 kwietnia 2015 · dodano: 26.04.2015 | Komentarze 15

Jak do tej pory najdłuższa wycieczka w tym roku. Zapowiadała się na krótszą, ale na początku jechaliśmy dookoła po parę keszy i jeszcze przed Kampinosem przebiliśmy 30km. A potem jeszcze długo zwiedzaliśmy bagna i wydmy, kadry atakowały przede wszystkim na tych pierwszych. Musiały nadrobić brak komarów. W wodzie natrafiłam nawet na pewne żyjątka udające patyczki. Co to?

Wpierw jednak odwiedziliśmy opuszczone gospodarstwo za torami linii sochaczewskiej, na ogrodowym ganku spożyliśmy pierwsze w tym dniu kanapiory, ale wcześniej zjadłam bułkę z jabłkiem. Jazda na dłuższe dystanse powoduje, że człowiek ma spore wydatki kaloryczne, zwłaszcza jak jest ciepło, więc na każdym postoju musieliśmy dożerać, co Tomi miał w sakwach. Kanapiory były z dżemorem lub serem. Dżemo r zdaje się brzoskwiniowy, żółty w każdym razie. Tu też znaleźliśmy świeżego kesza, ale byliśmy drudzy przy skrzynce. Ubiegła nas samochodowa ekipa Dombiego z synami i Werroną. Żeby złapać FTFa, chyba musielibyśmy wstaćo szóstej. Noł łej!

Po opuszczeniu gospodarstwa dowlekliśmy się do kościółka w Kampinosie i dalej do Granicy. Tu zostawiłam mobilniaka, który mi zalegał na biurku. I w las. Kwietniowe bagna są piękne, soczysta zieleń, woda, która jeszcze nie zaczęła pachnieć zgnilizną i wszędzie węże, które wpadają pod koła. A przynajmniej próbują. znaleźliśmy też reper (na trasie nieistniejącej kolejki wąskotorowej plus podkład kolejowy, plus obrośnięty mchem inny słupek geodezyjny) i parę wysiedlonych wsi, a raczej ich resztek w postaci piwnic i fundamentów. Lepiej zachowane piwnice zamieniono w hotele dla gacusiów i nie można do nich wejść.

Robiło się coraz cieplej i nawet pobyt nad kanałem Łasicą nas nie ochłodził. A mogłam włożyć sandałki!

Na odchodnym udało się jeszcze sfocić bocianka na słupie i pognaliśmy krótszą trasą do domu.  W rejonie 60 kilometra miałam mały kryzys, ale jak to kryzys, szybko minął i 10km dalej jechałam w miarę normalnie, choć pod wiatr, któremu się pomyliło, że miał zelżeć, a w zamian nas zelżył. 

Dotarłam do domu tak wygłodzona, że zamiast się kąpac zabrałam do kieszeni portfel i pognałam do wietnamskiego baru po michę ryżu. Bar zmienił nazwę z Sajgon  na Lili. Wzrusz, mój pierwszy, mangowy nick w internetach, który z czasem zmieniłam na bardziej rozpoznawalny. Za często byłam mylona z różnymi Lilithami, które z azjatyckim imieniem Lili nie mają wiele wspólnego (naprawdę takie imię istnieje). Poza tym obsługiwał mnie chyba syn (lub inny krewny) właściciela ze swoim synkiem, który gadał pół na pół po polsku i po wietnamsku. Azjatyckie języki zawierają bardzo mało spółgłosek, za to mają milion rodzajów samogłosek, więc jestem świadoma, że pewnie połowy nie usłyszałam. Ale mowa wietnamskiego chłopca bardzo mi przypominała język Kluski. Ona też rzadko używa spółgłosek ;)

Wszystkie zdjęcia w  albumie wiosennym pod odpowiednią datą.
Film z wycieczki:





















































  • DST 3.34km
  • Czas 00:14
  • VAVG 14.31km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do parku z Klu i Meteorem

Czwartek, 23 kwietnia 2015 · dodano: 23.04.2015 | Komentarze 8

Fotelik rowerowy dobra rzecz. Trudno z niego uciec, jak rodzice mają inne plany niż dziecko, nawet jeśli te plany będą się na koniec podobać. Dziecię wie, gdzie jest plac zabaw za parkiem, ten ze słoniem-zjeżdżalnią. Na szczescie podjechaliśmy głębej w park, pomyliła mosty i przebiegła na drugą stronę wcześniejszego. Nie znalazła słonia, obraziła się i wróciła jęcząc do placu zabaw w parku, na zasadzie, no dobraaa, rzucę okiem, ale nie spodziewajcie się cudów, słoń ma się znaleźć, ale to już.

Ale jednak park przywołał stare wspomnienia, przypomniały się drewniane ustrojstwa i zaczęło się szaleństwo. Przy okazji udało się niechcący opchnąć nieco nadpsutą koparkę w nausznikach (łycha się połamała i odpadła) w zamian za super czarne autko. Machniom rozpoczął rówieśnik Kluski, który oszalał na punkcie kopary. A Kluska oszalała na punkcie czarnego wozu. Malutkiego, ale za to super jeżdżącego. 

Rany, jakie inne dzieci wydają się przy Klusce powolne. Bawiąc się w jej tempie człowiekowi się wydaje, że reszta świata porusza się w zwolnionym filmie. Ale pod koniec wpadła na plac zabaw późna zerówka, albo wczesna podstawówka, tak jakoś - prędkością dorównywali małej, więc się zrobiło normalnie. Jakim cudem ta szarańcza nas nie stratowała, nie mam pojęcia, ale mi się podobało. W końcu zagłuszyli matki zabraniające swoim dzieciom wchodzić na drabinki (połamiesz wszystkie kości!) i zagłuszyli piski Kluski. Oraz wrzaski, jak postanowiliśmy ją zabrać do domu, bo już zaczynała się wywracać.

Mieliśmy też krótki epizod z kubełkiem w cieku wodnym, który znalazłam i chciałam uratować... ale Klu chciała do niego nabierać wody, chlapnęło na buty, chciała zdjąć buty... no... na szczęście udało mi się z nią wrócić na plac zabaw, ale kubełek utknęłam głęboko pod jakąś pochylnią, żeby się nie rzucał w oczy ;)



















  • DST 5.02km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:19
  • VAVG 15.85km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Klu i Meteorem do Jordanka

Środa, 22 kwietnia 2015 · dodano: 22.04.2015 | Komentarze 1

Bez zdjęć, bo nie miałam kiedy wyjąć aparatu, a Tomiemu Klu uciekła z kadru. Po drodze kilka awantur, pierwsza o to, że nie idziemy na plac zabaw, druga o to, że nie idziemy na ten sam plac zabaw (zobaczyła go po drodze), potem awantura, że nie idziemy na plac zabaw w parku, a potem o to, że nie idziemy na plac zabaw za parkiem. Kiedy wjeżdżaliśmy do Jordanka, na wszelki wypadek też zaczęła jęczeć, ale się okazało, że tu zostajemy, więc przestała i od razu weszła w nadświetlną. Naprawdę niełatwo było wrócić do domu (awantura o wyjście i trzy jęczenia o te same place zabaw w odwrotnej kolejności). Uff ;)

edit: A jednak jedna fotka wyszła :)




  • DST 14.18km
  • Teren 7.00km
  • Czas 00:57
  • VAVG 14.93km/h
  • VMAX 21.50km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Klu i Meteorem do lasu

Wtorek, 21 kwietnia 2015 · dodano: 21.04.2015 | Komentarze 2

Tragicznie wietrzna pogoda wyautowała nas rowerowo rodzinnie. To znaczy Meteor jeszcze coś tam podjeżdżał tu i tam, ale dalsze kursy odpadały, zwłaszcza do lasu, ryzyko przewracających się drzew. W końcu jednocześnie mało wiało i nie lało oraz nie sypało gradem, więc wybyliśmy. Kluska odzwyczajona od jazdy zrobiła na starcie awanturę, ale jak już ją wbiliśmy w fotelik i daliśmy herbatnika, jakoś się udało ruszyć. Paliwo herbatnikowe służyło nam niemal do samego końca, wspomagane kwiecistymi dywanami, stąd dużo przystanków po drodze. Meteor też musiał trochę śpiewać (ale mamie dla odmiany nie wolno). :)

W lesie jak to w lesie, rozwałka i piknik z kawą zbożową. Dziecko stęsknione za hamakiem spędziło w nim dużo czasu. Żal było wracać, ale nie byliśmy gotowi do usypiania małej w terenie, bo wyprawa zorganizowana dość spontanicznie o 10.30  w stylu: "lavinka, a może byśmy poszli na rower". Spontaniczny wypad oznacza godzinę szykowania plus moje śniadanie, ale się udało. Tylko wróciliśmy o 14 dopiero, plus kolejna awantura, bo dziecko chce na plac zabaw (na ten sam, na który nie chciało chodzić od tygodnia). Przy okazji odkryliśmy, że jeden tunel zamienili na most. W sumie się cieszę, dzięki temu nie musiałam czołgać się za dzieckiem ;) Wróciliśmy na hasło: "chcesz kanapkę z masłem orzechowym?". Oczywiście kanapka jest w kuchni, więc trzeba było wrócić do domu.


























  • DST 4.49km
  • Czas 00:17
  • VAVG 15.85km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Myk wieczorny do Werrony

Środa, 8 kwietnia 2015 · dodano: 10.04.2015 | Komentarze 0

Zapomniałam dodać, bo późno wróciłam.

  • DST 5.23km
  • Czas 00:20
  • VAVG 15.69km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Zusu

Środa, 8 kwietnia 2015 · dodano: 08.04.2015 | Komentarze 0

Standardowa pętelka po mieście. Niestety była kolejka, ale za to z głowy.

  • DST 29.36km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 16.31km/h
  • VMAX 28.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Świąteczna przejażdżka

Niedziela, 5 kwietnia 2015 · dodano: 05.04.2015 | Komentarze 3

Mały spontan z okazji lokalnej poprawy pogody, może się uda wepchnąć między chmury z deszczem i śniegiem. Prawie się udało. Pod nową skrzynką Werrony zahaczyła nas chmura deszczowa, a gdy jechaliśmy do mojej skrzynki pod Babskim Borkiem, zahaczyła nas chmura z zamarzającym śniegiem. Już kiedyś nas coś podobnego spotkało, jak jechaliśmy na Powitanie Wiosny w marcu i nie dotarliśmy przez to. Tym razem miałam pelerynkę rowerową, której zakładanie zostawiło mnie kilkaset metrów za Meteorem, ale za to w ludzkich warunkach patrząc się w ziemię i narzekając na za długi nos (igły lodowych drobinek uderzały mnie w sam czubek) dotarłam do przystanku autobusowego za wiaduktem nad A2, gdzie przeczekałam ostatnią minutę deszczu. A potem Meteor poczęstował mnie ciepłą herbatą (radość z tego, że jednak go nie zgubiłam była większa niż wściekłość, że się dałam namówić na tę wycieczkę) i pomógł zdjąć pelerynkę przez nauszniki.

Na miejsce dotarliśmy w pięknym słońcu, zabrałam ze skrzynki mobilniaka (a Meteor 2 krety) i szybko wróciliśmy do domu (tu już było z wiatrem), w ostatniej chwili weszliśmy do domu (po drodze szukaliśmy jeszcze jednej skrzynki na naszym osiedlu), akurat zagotował się żurek, a na dworze spadł śnieg. :)




  • DST 25.02km
  • Teren 9.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 15.16km/h
  • VMAX 26.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Piknik pod zawilcem

Sobota, 4 kwietnia 2015 · dodano: 04.04.2015 | Komentarze 4

Z okazji lokalnego ocieplenia i poprawy pogody wyskoczyliśmy z Meteorem na poszukiwania kolejnych śladów Pana Wiosny. Oczywiście nad Pisię Gągolinę, jego stałą bazę. Tu wszystko się zaczyna. I rzeczywiscie, choć czosnek jeszcze nie ma nawet pąków, w okolicy roiło się od różnych kwitnących roślinek, których nazwy poda u siebie M., ja tylko Zawilca Gajowego spamiętałam, który rósł przy bucie na jednej z rozwałek. W sumie rozwałek było trzy, jedna większa przy mostku, druga nieco dalej w lesie, ale nadal nad Pisią - przy pomniku Tymoteusza Tatara (przy okazji mały serwis skrzynki Wallsona), wreszcie trzecia, w innej części lasu, przy cmk była o tyle nietypowa, że bez kwiatków, ale za to z przelotnymi opadami śniegu, które zresztą szybko się skończyły, bo w drodze powrotnej przez Międzyboró wyjechaliśmy z chmury opadowej i wjechaliśmy w piękną plamą słońca.

Z nowinek, jeden peron w Międzyborowie gotowy, no szaleństwo, ponad rok to trwało. Teraz kolejny rok przebudowy starego na peron nr 2. Ciekawe ile ludzi wpadnie pod pociąg... meh.

Wszystkie fotki w albumie wiosennym od daty 4.04. Ojej, już 4 kwietnia? Pojutrze moje urodziny. W Śmigus-Dyngus chyba jeszcze nie miałam, a w każdym razie nie pamiętam :)