Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2014

Dystans całkowity:451.31 km (w terenie 32.50 km; 7.20%)
Czas w ruchu:26:42
Średnia prędkość:16.90 km/h
Maksymalna prędkość:34.00 km/h
Suma kalorii:9439 kcal
Liczba aktywności:28
Średnio na aktywność:16.12 km i 0h 57m
Więcej statystyk
  • DST 8.09km
  • Czas 00:28
  • VAVG 17.34km/h
  • VMAX 22.00km/h
  • Kalorie 167kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

237/365

Niedziela, 31 sierpnia 2014 · dodano: 31.08.2014 | Komentarze 0

Minąwszy pana śpiącego na chodniku obok blokowej lumpławeczki podjechałam do śmietnika (tu na szczęście nikt nie spał) i dalej rundkę po mieście. Ruch nieduży, miasto senne zbierające siły na nadchodzący poniedziałek.


  • DST 9.61km
  • Teren 1.50km
  • Czas 00:38
  • VAVG 15.17km/h
  • VMAX 24.00km/h
  • Kalorie 198kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

236/365 Na wydmy do Międzyborowa z Kluską

Sobota, 30 sierpnia 2014 · dodano: 30.08.2014 | Komentarze 2

Mieliśmy ambitne rowerowe plany na ten dzień, ale zupełnie nie wypaliły. Ja obudziłam się z cichym globusem (brak bólu głowy w połączeniu ze światłowstrętem, zawrotami głowy i mroczkami), Tomi też był jakiś niewyraźny i poddał się podczas poszukiwań trzeciej butelki. Nawet na poranny spacer nie poszli z Kluską, bo ja nieprzytomna i jej nie wyszykowałam do wyjścia, a Tomi jak wyżej. Wszyscy byliśmy jacyś tacy nie do życia. Klu usnęła dużo wcześniej niż zwykle, przed 14tą. W międzyczasie nieco oprzytomnieliśmy i doszliśmy do wniosku, że szkoda marnować bezdeszczową pogodę. Postanowiliśmy małą obudzić po dwóch godzinach, konkretnie nakarmić i pojechać do Międzyborowa na wydmy, tam gdzie zawsze. Naiwne z nas łosie. Liczyliśmy, że uda się wrócić wcześniej niż wczoraj.

Wyjechaliśmy rzeczywiście godzinę wcześniej niż wczoraj, a na wydmy mieliśmy bliżej niż do ulubionej dróżki w lesie. Na początku mały bunt, ktoś nie chciał zapiąć prawej nogi i ryczał. Kółko wokół domu przejechali z niezapiętą nogą. Ja to bym nawet machnęła ręką, ale Tomi stwierdził, że nie lubi być kopany i noga ma być unieruchomiona. Oj było trochę ryku pod blokiem, ale pomogła nam jakaś starsza pani i trochę zagadała Kluskę, dzięki czemu dziecię się nieco uspokoiło. Ale było w złym humorze do samych wydm. Jak zobaczyło ulubioną piaskownicę, z marszu rodzicom wybaczyło i ruszyło na podbój nawet nie oglądając się za siebie. Dopiero potem doniosłam jej wiaderko i foremki.

Byliśmy tam dłużej niż planowaliśmy. Tak zwana "zmienna Kluski". Im wcześniej wychodzisz, tym później wracasz. Przy okazji trochę zmoczył nas deszcz. Po kilku nieudanych próbach przywdziania Kluski w pelerynkę poddałam się i tylko niosłam ubranie nad nią w formie parasola. Poza tym poszłyśmy na chwilę pod drzewa, które nas osłoniły. Deszcz padał krótko. I to była połowa wycieczki. Druga połowa to zwiedzanie wydm. Już myślałam, że piechotą do domu wróci, ale na wydmy dotarła staruszka chyba zbierająca butelki i Kluska się jej nieco wystraszyła i uciekła mi na ręce. No i tak udało się wrócić do rowerów. Potem kolejna porcja zabawy, strzelanie selfie z Tomim i innych takich, aż przy tylko malutkim proteście udało się wsadzić dziecię do fotelika i zawieźć do domu.

   

  • DST 19.04km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 14.84km/h
  • VMAX 24.00km/h
  • Kalorie 393kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

235/365 Pantofelek z Kluską i Tomim

Piątek, 29 sierpnia 2014 · dodano: 30.08.2014 | Komentarze 0

Coraz gorzej mi idzie ostatnio codzienna jazda. Zwalił się w krótkim czasie wyjazd babci i natłok zleceń. Pod koniec dnia człowiek ma ochotę paść jak stoi, a nie rower dźwigać z trzeciego piętra. Dzisiejszy dzień okazał się być bezzleceniowy, to korzystając z dziury lepszej pogody pognaliśmy do lasu poniuchać jaka będzie zima. Zawsze niucham las pod koniec sierpnia i to mi wróży zimę. Jeśli wierzyć przeczuciom, zima zapowiada się raczej mokra. I na dwoje babka wróżyła. Czy ciepła i mokra (listopad przez 3 miesiące), czy dużo będzie padać, czyli śnieżna. Mroźna niemal na pewno nie. Jeszcze będę niuchać, ostatnie dwa dni sierpnia najważniejsze.

A las jak to las po niedawnych deszczach nieco ubłocony, ale przejezdny. Dziecię wysadziliśmy przy drodze. Tomi poszedł na grzybki, a ja asystowałam przy pracach drogowych ;)



  • DST 2.93km
  • Czas 00:11
  • VAVG 15.98km/h
  • VMAX 18.00km/h
  • Kalorie 60kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

235/365 Mgła

Wtorek, 26 sierpnia 2014 · dodano: 26.08.2014 | Komentarze 0

Przyjemnie się jeździ po nocy we mgle po starym mieście, tylko człowiek nasłuchuje czy jakiś pacan nie cwiczy silnika i nie robi rajdu... o dziwo tym razem było cicho jak makiem zasiał. Drugi dzień jeżdżę w nausznikach.

  • DST 3.09km
  • Czas 00:11
  • VAVG 16.85km/h
  • Kalorie 64kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

234/365

Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 · dodano: 25.08.2014 | Komentarze 0

Po mieście.

  • DST 54.85km
  • Czas 02:58
  • VAVG 18.49km/h
  • VMAX 33.00km/h
  • Kalorie 1130kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

233/365 Po dwie skrzynki

Niedziela, 24 sierpnia 2014 · dodano: 24.08.2014 | Komentarze 0

Pod koniec dnia przestało padac, więc pognaliśmy z Meteorem po dwie nowe skrzynki w okolicy. Ledwo wyszliśmy, znów zaczęło padac, ale zabrałam pelerynkę i zrobiłam z niej użytek. Niestety trochę wiało i pelerynka utrudniała mi jazdę. Na szczęście szybko deszcz się skończył i dalej jechałam już bez większych przeszkód, nie licząc bocznego mordewindu. Dotarliśmy do kościoła w Żukowie, znaleźliśmy skrzynkę i ogrzaliśmy się ciepłą herbatą z termosu. Sezon na kawę mrożoną uważam oficjalnie za zamknięty ;)
Powrót przez Karolinę, ale wcześniej druga skrzynka na górce. Potem znów zaczęło kropić, ale wyjechaliśmy spod mokrej chmury i po dopiciu ciepłej herbaty po drodze, wróciliśmy do domu. Jakoś koło 21.30, więc po zmroku. Tylko że w drodze powrotnej znów wiało w pysk. Tu nie mieliśmy szczęścia.

  • DST 109.16km
  • Teren 8.00km
  • Czas 06:28
  • VAVG 16.88km/h
  • VMAX 31.00km/h
  • Kalorie 2250kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

232/365 Do najbardziej tęczowego miasta w Polsce

Sobota, 23 sierpnia 2014 · dodano: 24.08.2014 | Komentarze 4

Czyli pasiastego Łowicza.

Trasa zaplanowana w ostatniej chwili. Znowu nie pojechaliśmy do Dęblina, prognoza na niedzielę nie była zachęcająca, a chcieliśmy wycieczkę dwudniową. Zatem została do zagospodarowania sobota. Padło na Łowicz, który jest w zasięgu 40km od domu i jest tam kilka keszy do złupienia. A poza tym miałam do odhaczenia trójkątny rynek. Na takim jeszcze nie byłam :)

Pojechaliśmy przez Bolmów, gdzie zrobiliśmy pierwszą rozwałkę śniadaniową. Nasza ulubiona ławeczka okazała się lokalno-menelską i była zajęta, więc usadowiliśmy się tuż za pomnikiem. Niestety nasze jadło zwąchały osy i trochę przeszkadzały jeść salami z serem i dżemem. I kawę z mlekiem pić. Do Łowicza podjechaliśmy od południa, w miejscu gdzie tańczą tory z różnych kierunków. A to wiadukt trasy z Sochaczewa, a to tory z Kutna do Łodzi, a to stacja Łowicz Przedmieście z bardzo starą i ceglaną wieżą ciśnień zamienioną na gołębnik. Tu minął nas samochód z dzieciakami na pokładzie. Nawet mi przyszło do głowy, że może geokeszerzy, kto inny z dziećmi pchałby się na takie zadupie ;)

Moje podejrzenia okazały się słuszne skrzynkę dalej, gdzie zrobiliśmy sobie kolejną rozwałkę śniadaniową, a oni nas znaleźli, bo szukali tej samej skrzynki, co my chwilę wcześniej. Rowerowo mieliśmy czas podobny do nich, po mieście rowerem jeździ się czasem nawet szybciej, bo odpada czas na parkowanie. Po miłej pogawędce, wymianie fantów, geokretów, wpisów w naszych skrzynkach podróżnych, każda ekipa udała się w swoją stronę. My - dalej zwiedzać Łowicz, oni - w kierunku Nieborowa. Większość skrzynek w Łowiczu znaleźliśmy, tylko przez moment mieliśmy czarną serię, ale te konkretne mogły po prostu zginąć, a do jednego kościółka nie mogliśmy dotrzeć z racji wysokiego płotu. Może w ciągu roku szkolnego da się doń dostać (przechodzi się tam przez ogrodzony parking dla studentów). Końcówka dnia to zwiedzanie czerwonej góry, która prawdopodobnie jest hałdą tlenku żelaza używanej do barwienia betonu. Tak przynajmniej wykazało prywatne śledztwo Meteora :) Odbył się też mały cyklogrobbing na cmentarzu prawosławnym i doklejonym do niego cmentarzu wojennym (rejon walk nad Bzurą). "Nasz" cmenatrz zadbany, prawosławny choć cywilny - szkoda gadać. 

Wisienką na torcie okazała się opuszczona rzeźnia, zdaje się świnek. W zasadzie zupełna ruina, ale za to głóny budynek ceglany i bardzo stary. Kiedyś to nawet byle rzeźnię projektowano tak, że wyglądała jak pałacyk. A teraz - szkoda słów. Klient chce szopę, to ma szopę. Wracając do domu zahaczyliśmy jeszcze o cmentarz wojenny w Kompinie., dalej ładny ceglany kościół i drewniano-stalowy mostek na Bzurze z krzyżem postawionym na postumencie od Nepomuka (figura nie zachowała się, ale tablica tak). Jechaliśmy od Łowicza czerwonym szlakiem zwanym szlakiem szabli i bagnetów, ale potem skręciliśmy i wracaliśmy po swojemu przez Miedniewice.

Bardzo udana wycieczka, ale że dawno nie robiliśmy setki, to trochę mnie zmiętoliło i zrypało.

Jedno jest pewne - najadłam się podczas tego wyjazdu jabłek. Pierwszą jabłonkę znalazłam przy ceglanym budynku magazynowym w pobliżu wieży ciśnień, drugą przy czerwonej górze. Wszystkie jabłka mniam mniam, z pierwszej jabłonki pół skawy jabłek przywiozłam do domu.




  • DST 11.47km
  • Teren 1.80km
  • Czas 00:49
  • VAVG 14.04km/h
  • VMAX 22.00km/h
  • Kalorie 237kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

231/365 Do krzaków, których nie było

Piątek, 22 sierpnia 2014 · dodano: 22.08.2014 | Komentarze 0

Na naszej stałej Kluskowej trasie ostatnio ktoś wysypał gałęzie po krzakach. Zawsze, jak tamtędy przejeżdżamy, Tomi przerzuca trochę na bok, by udrożnić ścieżkę. Tym razem pojechaliśmy nocą specjalnie, by zrobić z tym porządkiem. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na miejscu okazało się, że dróżka jest już drożna. Wróciliśmy standardowo obok cmentarza.

  • DST 1.97km
  • Czas 00:07
  • VAVG 16.89km/h
  • VMAX 19.00km/h
  • Kalorie 41kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

230/365

Czwartek, 21 sierpnia 2014 · dodano: 21.08.2014 | Komentarze 0

Wczoraj długie usypianie Kluski i dużo roboty, to odpuściłam. Dziś jednak się zawzięłam i wyszłam. Trochę to zaczyna wyglądać jak przymus, ale jazda była przyjemna mimo chłodu i wilgoci.

  • DST 30.57km
  • Czas 01:47
  • VAVG 17.14km/h
  • VMAX 34.00km/h
  • Kalorie 630kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

229/365 Do Grodziska przez Izdebno Kościelne

Wtorek, 19 sierpnia 2014 · dodano: 19.08.2014 | Komentarze 1

Kiedy człowiek zostaje rodzicem i zaczyna podróżować z dzieckiem, zna wszystkie place zabaw w promieniu wielu kilometrów. Ten w Grodzisku Mazowieckim jest bajeczny. Sama bym tam chętnie spędzała cały dzień, co tam dzieci. Postanowiliśmy w jedną stronę pojechać rowerami, a w drugą ciapągiem. Postój mniej więcej w połowie w Izdebnie Kościelnym. Można było jechać krócej, ale być może nie byłoby jak zrobic postoju. A tam się da, bo jest publiczny plac zabaw. Taki trochę niskobudżetowy, ale za to bezpieczny dla dwulatka. Tylko nie można leżeń na trawie bo mrówki obłażą.

Dla Kluski to była wielka niespodzianka, bo pierwszy raz jechała trasą przez Baranów, i pierwszy raz od dawna tak daleko. Jednak w Grodzisku była zachwycona. Najpierw piaskownica, a potem cała reszta. I znów piaskownica. Po godzinie chcieliśmy ją zgarnąć, ale się nie dało. Ryk na pół Mazowsza, poza tym nie mieliśmy tyle sił, by ją upchnąć do fotelika, tak się prężyła. Więc powrót, wizyta w toalecie i kolejna runda po wszystkich możliwych zabawkach dla młodych i starych. W efekcie spędziliśmy tam ponad dwie godziny i spóźniliśmy się na pociąg. a następny za 40 minut. Nie chcąc ryzykować powtórki z rozrywki wyciągania małej z placu zabaw - jeździliśmy w kółko po grodziskim deptaku. I w tym czasie Klusię zmęczone wreszcie padło i usnęło. Tak twardo, że pzrespało przenoszenie przez przejście podziemne i jazdę pociągiem. Obudziła się na peronie w Żyrku. Zdjęć jej snu nie robiłam, żeby nie być posądzoną o przemoc w rodzinie, tak była sterana. 

Trzeba to będzie jeszcze kiedyś powtórzyć ;)