Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Luty, 2015

Dystans całkowity:135.53 km (w terenie 5.60 km; 4.13%)
Czas w ruchu:08:06
Średnia prędkość:16.73 km/h
Maksymalna prędkość:33.50 km/h
Suma kalorii:2492 kcal
Liczba aktywności:5
Średnio na aktywność:27.11 km i 1h 37m
Więcej statystyk
  • DST 57.80km
  • Teren 3.60km
  • Czas 03:21
  • VAVG 17.25km/h
  • VMAX 29.00km/h
  • Kalorie 1192kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Drożdżówka, ptasie mleczko, kiełbasa i kot

Sobota, 21 lutego 2015 · dodano: 21.02.2015 | Komentarze 8

Wszystko zeżarte prócz kota. Były jeszcze kanapki z dżemem, ale nieistotne kalorycznie.

Najpierw pojechaliśmy do Miedniewic, ale trafiliśmy na zaczątki pogrzebu i kilku księży stojących w miejscu uniemożliwiających odłożenie skrzynki Meteora i żuć kanapki było jakoś głupio. Szybko się zawinęliśmy w kierunku Babskiego Borka, gdzie reaktywowałam Babski Kesz. Po drodze odkryliśmy asfaltowy skrót do Czerwonej Niwy. A tam sklep i oczywiście musiałam nabyć drożdżówkę, tym razem z budyniem. Meteor miał jeszcze z makiem, ale w tym momencie chciałam budyń. Przy okazji kupiłam też ptasie mleczko. Podjechaliśmy do kościoła w Kurdwanowie, gdzie Meteor sprawdził, jak się miewa jego skrzynka (miewa się dobrze, tylko zapadła się w próchnie) i wreszcie wjechaliśmy na właściwy kurs do cmentarza w Borzymówce, gdzie czekał już na nas Łukasz z panią właścicielką. Mały łyk herbaty i do roboty. Szło nam nieźle, na dwa ogniska. Potem przyjechał Przemek z dodatkową piłą, akurat jak kończyliśmy pieczoną kiełbasę (no co, fajrant był). Pod wieczór przyjechał jeszcze Jacek z synem, a pani właścicielka w międzyczasie wróciła do domu. Tylko jej kot się plątał w związku z bogatą w żarcie siatką Meteora. I nawet dorwał się do chleba ;)

Słońce zaczęło sunąc ku zachodowi, więc zwerbowałam Meteora do odwrotu (do nocy by siedział), dzięki czemu większość drogi powrotnej jechaliśmy w szarówce. Po drodze trafiłam przypadkiem na słupek wodny przy rzeczce Sucha. Zupełny przypadek, chciałam zajrzeć pod mostek na rzece i omal się o słupek nie wywróciłam. Ot, ma się ten fart w życiu.

Wszystkie zdjęcia w  albumie zimowym, od mostku w parku.




  • DST 63.07km
  • Teren 2.00km
  • Czas 03:41
  • VAVG 17.12km/h
  • VMAX 33.50km/h
  • Kalorie 1300kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Romantyczny wieczór z Meteorem

Sobota, 14 lutego 2015 · dodano: 14.02.2015 | Komentarze 13

Po czym poznać, że Meteor planuje wycieczkę rowerową we dwoje? Po tym, że maca opony w moim rowerze. Jeśli chodzi planowanie romantycznych wieczorów, to wychodzi mu to dużo gorzej, zwłaszcza że nienawidzę aury romantyzmu, czerwonych serduszek, poetyckich wyznań i innego ścierwa. Ja lubię żarcie. 

Na szczęście Meteor nie zapomniał o najważniejszym, czyli o żarciu i późnym porankiem pojechaliśmy w kierunku Miedniewic, najpierw zahaczywszy o skrót w parku. Bielnik niestety ucierpiał po ostatnim zamurowaniu okien i zawaliła się część ściany szczytowej. Za to w stawie przybyło nowych gości, tj. kilka łabędzi. Po drodze do Miedniewic spotkałam też zeszłoroczne jabłuszka. Nadal wiszą na jabłonce, ale chyba już sfermentowały i nadają się tylko na bardzo tanie wino owocowe. ;)

W Miedniewicach szaleją koparki, chyba robią większy plac do parkowania. W samym przedkościelniu - prawie cisza i spokój. Tylko część "kinowych" ławek zamieniono na zwykłe, dużo mniej wygodne. Ale jest ich chyba więcej. Poza tym coraz bardziej sypie się tynk. Figury nie ma, bo oddano do remontu. Za to odkryliśmy kilka cegieł z emblematem H&D (Hielle i Dietrich) oraz C.W (podejrzewamy Cegielnię Wiskitki).

Po dłuższym postoju kanapkowoherbatokawowym pojechaliśmy do cmentarzy przy trasie A2, w rejonie Woli Szydłowieckiej. przy pierwszym cmentarzu spotkaliśmy znajomego (ja widziałam go pierwszy raz, bo kojarzył mnie tylko ze zdjęć). I przy okazji Meteor pokazał w miarę suche dojście do drugiego cmentarza. Prócz tego zwiedziliśmy kępę dębów w oddali, które wyglądały podejrzanie oraz minęliśmy dębową górkę, która najprawdopodobniej jest cmentarzem, ale o tym dowiedzieliśmy się później, od drugiego znajomego, do którego dostaliśmy telefon od pierwszego, przy drugim cmentarzu. Trochę to zagmatwane, ale jak się mocniej wczytać, to wszystko jasne. Drugi znajomy akurat przebywał na czwartym cmentarzu, zupełnie gdzie indziej, ale za to też przy skrzynce Meteora. No to później tam pojechaliśmy ponosić krzaki i prócz drugiego znajomego spotkaliśmy jeszcze trzeciego oraz panią właścicielkę terenu, na którym znajduje się cmentarz czwarty. Wszystko jasne, nie? ;)

Ten czwarty cmentarz był w Borzymówce. Tak, ten sam, co go w grudniu odkrzaczaliśmy. Nadal jest odkrzaczany i końca nie widać, zwłaszcza tarniny, ale patyczek do patyczka i się zrobi porządek. Tym razem trafiliśmy na ognisko, ale nie mieliśmy kiełbasy. Za trzecim razem może się uda ;)

Wszystkie zdjęcia pod tym linkiem, poniżej wybór.



  • DST 5.49km
  • Czas 00:20
  • VAVG 16.47km/h
  • VMAX 17.00km/h
  • Sprzęt Bauhaus
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Zusu i inne sprawunki

Środa, 11 lutego 2015 · dodano: 11.02.2015 | Komentarze 0

Czas mniej więcej, ciągle nie ustawiłam nowego ślicznika (a raczej starego schowanego na czarną godzinę). 


  • DST 5.90km
  • Czas 00:26
  • VAVG 13.62km/h
  • Sprzęt Bauhaus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Piątkowe kółko po Żyrardowie

Piątek, 6 lutego 2015 · dodano: 07.02.2015 | Komentarze 3

Po odprowadzeniu Kluski na dworzec i znalezieniu kilku mikrusów miejskich w drodze powrotnej do domu, wybralismy się z Meteorem na małą wycieczkę serwisową. To znaczy przy okazji machnęliśmy quiz, który w międzyczasie rozwiązał, ale głównie sprawdzaliśmy, jak się miewają moje skrzynki. Jedna zginęła, w drugiej wymieniałam pojemnik. Niestety zrobiło się wilgotno i zimno, kciuki zaczęły zamarzać, wybraliśmy powrót krótszym wariantem za kościołem. Trochę się wlokłam za Meteorem, bo musiałam jechać na dynamie, przednie światełko jakby umarło, a zapomniałam przeczepić działające z innego roweru. Zadnie jako tako mrugało, ale żyło (dla odmiany dynamowe zadnie nie działa). Na dodatek na starcie upadł mi licznik i umarł zaraz potem. Na szczęście mam zapasowy.


  • DST 3.27km
  • Czas 00:18
  • VAVG 10.90km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Sprzęt Bauhaus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Karmienie wciąga

Środa, 4 lutego 2015 · dodano: 04.02.2015 | Komentarze 4

Jakoś tak dawno nie byliśmy na rowerze. To znaczy ja z Kluską, bo Tomi się częściej wyrywał. Mnie rwał ząb tylko i byłam w związku z tym w kiepskim nastroju. Jednakowoż ząb odpuścił (ale ja z nim jeszcze nie skończyłam!), to i ochoty nabrałam na jazdę. Choć poranek miałam słaby, pogoda średnia. Na szczęście jednak się zebrałam, a zanim wyszliśmy, zrobiło się całkiem ładnie. Najfajniej było w parku, świeciło słońce i jednocześnie prószył drobny śnieg.

No i ciepło było raczej. Dobrze, bo pogubiłam moje ciepłe jednopalczaste rękawiczki i miałam tylko lidlowe x5. A w nich mi jednak łapy szybko zamarzają, zwłaszcza gdy często wyjmuję z nich ręce do robienia zdjęć. Dziś się tym nie musiałam martwić. Zresztą zaraz będzie wiosna!