Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48178.52 kilometrów w tym 7970.36 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.08 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2017

Dystans całkowity:614.81 km (w terenie 78.49 km; 12.77%)
Czas w ruchu:37:59
Średnia prędkość:16.19 km/h
Maksymalna prędkość:42.80 km/h
Liczba aktywności:30
Średnio na aktywność:20.49 km i 1h 15m
Więcej statystyk
  • DST 68.52km
  • Teren 10.30km
  • Czas 04:00
  • VAVG 17.13km/h
  • VMAX 36.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

A na Radom kury jadom (1)

Sobota, 30 września 2017 · dodano: 02.10.2017 | Komentarze 8

Czyli wycieczka rowerowa z Radomia do Żyrardowa.

Link do zdjęć
Link do trasy dwudniowej

A było to tak:

Ziewając zjawiliśmy się koło siódmej na dworcu w Żyrardowie, gdzie niedługo później wsiedliśmy do pociągu do Warszawy. I tak sobie ziewaliśmy do Pruszkowa, kiedy okazało się, że pociąg utknął z powodu awarii rozjazdów. No pięknie. Naprawią, mamy 40 minut zapasu do pociągu do Radomia... po 20 minutach postoju Tomi przestał ziewać, a zaczął się niepokoić. W końcu ruszyliśmy, ale rozkładowo pociąg do Radomia odjechał pięć minut przed naszym przyjazdem. Ale że sporo pociągów było poopóźnianych nieśmiało liczyliśmy, że a nuż złapał kilka minut od wschodniej. Alleluja! Gdy weszliśmy na peron - akurat pojawił się na horyzoncie. I jak tu nie kochać polskich kolei? W Radomiu byliśmy planowo, nadrobił na jakiejś mijance. Niestety sama podróż na trasie radomskiej była taka se. W toalecie ciągle ktoś palił, w końcu wagonu jakiś dziadek podrywał jakąś babcię, no tragedia. Dwugodzinna. Ale w końcu trochę ludzi wysiadło w Warce i się uspokoiło. 


Przez miasto przejechaliśmy niemal bez zatrzymywania (nie licząc sfocenia stacji miejskiego roweru nextbike'a) i podjechaliśmy pod skansen, a dokładniej Muzeum Wsi Radomskiej. Mieliśmy zniżkę na bilety dzięki biletom KM, a poza tym była chłodna sobota, więc pustawo. Minęła nas tylko parka ślubna z fotografem. Dopiero wychodząc spotkaliśmy kolejnych dwoje zwiedzających z przewodnikiem, a przed nami snuła się jakaś harcerska drużyna. Skansen położony na malowniczych pagórkach porośniętych młodym lasem. Spotkaliśmy tam tartak z Molend (pozdrawiamy), kościół na góce, dzielnicę dworską, wiatraków, mikromuzeum pasiek i dużo starych chat. W jednym gospodarstwie nawet były zwierzątka. O dziwo nie pogoniły nas ani kury, ani gęsi, ale baran wyraził się szczegółowo, co myśli na nasz temat. Dotarliśmy również do wieży widokowej, która lata świetności ma już za sobą, tak zresztą jak ścieżka przyrodnicza z żabami. Na wieżę dało się wdrapać przez dziurawy pomost, ale ścieżkę odpuściliśmy z racji wysokiego ryzyka łażenia po mokradłach. Baaaardzo mi się podobało. Tym bardziej, że trafiliśmy w sobotę - dzień przed świętem ziemniaka. Dzień później byłby tu straszny tłok i hałas.

Szkoła






Dzielnica dworska
































Po zwiedzeniu skansenu nie zostało dużo czasu, więc myknęliśmy na półnosny-zachód mijając zygzakami kościoły i sprawdzając, czy nie ma w nich pocisków. Trafiliśmy na sezon ślubny. W jednym kościele młodzi dopiero podjechali przed kościół, w drugim ślub już trwał, a w trzecim właśnie wychodzili. Bałam się, że w ostatnim kościele trafimy na chrzciny, ale nie. ;)



Po drodze zaatakowało nas lokalne stado krówek. Ja im grzecznie zeszłam z drogi, Tomi wyminął środkiem jezdni. Wjechaliśmy w strefę hodowców dyń, cukinii i przede wszystkim papryki, wszędzie folie ze zbiorami. Oby się udały.



Ostatnie kilometry - Muzeum Wsi Radomskiej na żywo ;)



Nocleg standardowy, z jadłem popitką i spaaać, bo od tylu godzin na nogach, że już w trakcie obiadokolacji usypiałam na siedząco.

  • DST 9.37km
  • Teren 0.50km
  • Czas 00:37
  • VAVG 15.19km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x i na dworzec

Piątek, 29 września 2017 · dodano: 29.09.2017 | Komentarze 0

Czuś już  jesienny chłodek

  • DST 5.78km
  • Teren 0.80km
  • Czas 00:25
  • VAVG 13.87km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x i na wystawę foto w resursie

Czwartek, 28 września 2017 · dodano: 28.09.2017 | Komentarze 0

Wrzesień dobiega końca, a my nie dotarliśmy na wystawę z baletem... Nareszcie się udało, akurat minęliśmy się z urzędnikami. Klusce się najbardziej podobała pani ze światełkami. Mnie pająki. :)

  • DST 16.31km
  • Teren 7.10km
  • Czas 01:14
  • VAVG 13.22km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola i do lasu

Środa, 27 września 2017 · dodano: 27.09.2017 | Komentarze 0

Po przedszkolu zabraliśmy Kluskę na grzyby. Na początku nie wiedzieć czemu pomysł się nie podobał (chciała tylko do lasu), ale po otrzymaniu koszyczka zmieniła zdanie. A reszta to już jak zwykle, "co lobimy" w odstępach pięciu minut. 

Poza tym wypłoszyliśmy dwójkę grzybiarzy, a może i tak zbierali się już do domu. ;)


Dwie czubajki w koszyku złowione w trakcie jazdy po okrzyku "tata plawdziwek!". ;)





Ale grzyba znalazłam, miał ok 30cm średnicy.


Kluska była obiektem nader ruchliwym i nie dałam rady w ciemnym lesie sfocić nic mocno ostrego. ;)

No idzieessss....

I nasz hamak, w którym zaległam, kiedy poszli pograć w nogę na drodze. Musiałam przewiesić, bo słońce uciekało, a i tak w końcu zawinęłam się w koc i schowałam do środka. Prawie usnęłam, ale w końcu mnie dziecko wygoniło. :)



  • DST 6.41km
  • Teren 1.20km
  • Czas 00:29
  • VAVG 13.26km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x, powrót przez piekarnię

Wtorek, 26 września 2017 · dodano: 26.09.2017 | Komentarze 0

Dziecko zgłodniało, w plecaku mamy puchy, to pojechałyśmy kupić jakieś żarło w piekarni. Chleb i bułki były gorszego sortu, to nabyłyśmy chałkę, rogalik maślany i 10 mini-ptysi z kremem. Jak szaleć, to szaleć. Ptysiów Kluska nie chciała, bo krem za słodki.

  • DST 5.36km
  • Teren 0.60km
  • Czas 00:23
  • VAVG 13.98km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola 2x

Poniedziałek, 25 września 2017 · dodano: 25.09.2017 | Komentarze 0

Dziś zwariowany poniedziałek, bo w weekend umarł mi telefon (trzyletni, miał prawo, od roku się biesił) i prócz standardowej wycieczki do mamy do Warszawy (jakaś demonstracja gratis) jeszcze odbębniłam wizytę w salonie Plusa, by odebrać nową kartę sim (do nowego telefonu stara nie pasuje, chwilowo nie mam żadnych kontaktów). A wszystko pomiędzy odwiezieniem i odebraniem Kluski przedszkolnej. Jeszcze musiałam wysłuchać mnóstwa wrzasków, płaczy i narzekań w domu po przedszkolu oraz 3x tyle wrzasków, bo Kluską nawiedziliśmy jej przyjaciół. Dopóki siedzieli na dworze, było jako tako, ale w domu trudno było za nimi nadążyć. No ale chyba się świetnie bawili sądząc po namowach Kuby, żeby Kluska u nich nocowała i jękach Kluski, że nie chce do domu. ;)

  • DST 74.50km
  • Teren 4.70km
  • Czas 04:25
  • VAVG 16.87km/h
  • VMAX 31.50km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wyprawa z przygodami (2)

Niedziela, 24 września 2017 · dodano: 27.09.2017 | Komentarze 7

Drugi dzień rozpoczęty w półmroku liściastego lasu, jeszcze gęstego, bo liście dopiero zaczynają opadać. Grzybów co niemiara, ale trudno robić zdjęcia standardowym obiektywem. Śniadanko i w drogę. Najpierw dużo terenu i mały keszyk przykapliczkowy. Apotem standardzik podlaski, czyli kościoły, zielone pejzaże i tory co jakiś czas. Tu trafiliśmy też na zarazę oraz martwego dzika na poboczu. Okoliczni hodowcy świnek nie mają w tym roku lekko. Tomi przywdział ubranie ochronne, chyba ma coś ze świni i się bał zarazić. ;P

Tomi znalazł dziwnego zielonego grzyba, musimy się dowiedzieć co to.

Przygody? Głównie popołodniu. Najpierw remont mostu i objazdy dla aut, na szczęście udało się przejść kładką, Tomi też podratował staruszkę z rowerem i siatami wnosząc jej je na górę (kładka była na poziomie rzeki).

W końcu wjeżdżamy do Siedlec i zwiedzamy po trosze, bo jednak nie tak wiele czasu do pociągu. I tu kolejna przygoda. Pociąg do Warszawy, okazuje się, nie startuje z Siedlec tylko jedzie z Łukowa! A tu dojeżdża szynobus z Czeremchy i kolejny tłumek oczekujacych. Postanawiamy najpierw wbić się bez rowerów do rowerowego i zająć miejsca... ale okazuje się, że po drodze wszystkie zajęta. Mordownia! Jakoś udaje się nam wydostać z zatłoczonego fragmentu i biegniemy do rowerów. Chwila ciszy i Tomi wpada na pomysł udania się na tył składu, może tam się jakoś upakujemy. Tył okazuje się o wiele luźniejszy i po zdjęciu sakw rowery całkiem wygodnie się mieszczą. Mnie niestety bardzo duszno, siedzę na schodach bliżej drzwi, żeby łapać powietrze na nielicznych postojach (pociąg jest przyśpieszony). 

Na Wschodniej przesiadamy się do pociągu do Żyrardowa i łapiemy na Zachodnim Kluskę z babcią. A potem Kluska ląduje tacie na bagażniku i piechotą docieramy do domu. Chwilę później zaczyna się ogromna ulewa! Ale mieliśmy szczęście.





Kapliczka przy kamieniu nagrobnym z 1636 roku.



Tory z Czeremchy do Siedlec



Uwaga!


Przejazd na zadupiu #7 ;)


Przed i po...




Oj, znowu...

Po drodze minęliśmy kwitnący rzepak. Czyli Majówka! :)





Kwiiik!


Tajemniczy grzybek




kkkk






Przepiękny kościół w Siedlcach. Wnętrze ciemne, nie wyszły zdjęcia. Ale gorąco polecam.











  • DST 89.71km
  • Teren 10.50km
  • Czas 05:30
  • VAVG 16.31km/h
  • VMAX 36.40km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wyprawa z przygodami (1) Czeremcha, Siemiatycze, Siedlce

Sobota, 23 września 2017 · dodano: 27.09.2017 | Komentarze 3

Zieeew. Po całym tygodniu wstawania ciut przed ósmą, kolejny dzień z rzędu rannej pobudki był trudny. Jeszcze rano znów zaczął kropić deszcz, więc musieliśmy chwilę przeczekać w namiocie. Na szczęście wyszło słońce i wyjazd z lasu odbył się w przyjemnej atmosferze. Dojechaliśmy do Kleszczeli szlakiem Green Velo, którym nie planowaliśmy jechać, bo omijał doskonale wszystkie atrakcje turystyczne (nawet MOR jest poza szlakiem), ale w końcu "okazja czyni złodzieja" i postanowiliśmy się przemęczyć. Dodatkowo szlak kawałek leciał kocimi łbami, organizatorzy szlaku oczywiście nie zaznaczyli go na mapie. Po drodze trafiliśmy oznaczenie szlaku umieszczone pół metra za słupem elektrycznym. Trzeba było niemal zsiąść z roweru, by móc treść w całości przeczytać. Państwo z kartonu i tak dalej, nawet unijnej inwestycji nikt nie zdołał dopilnować.

Po krótkiej wizycie w sklepie w celu uzupełnienia zapasów, wyruszyliśmy "nazad", czyli w kierunku Siemiatycz. Ale nie na skróty, tylko w kierunku paru kościołów z pociskami. Po drodze trafił się kesz cmentarny (kolejne wojska radzieckie), już odremontowany po dewastacji (ale niestety odremontowany średnio na jeża). Krajobrazy z krowami, parę cerkwi iii... rzeczka.... MAHOMET! Omal nie spadłam z roweru widząc tabliczkę. Islamizacja Europy, ore ore... a nie, to chyba znowu Tatarzy. ;)

Wreszcie dotarliśmy do Siemiatycz, które przywitały nas piękną plażą bez ludzi, za to z darmowym wifi. Nawet udało się coś na instagram wrzucić. Jednak czasu mało, dzień krótki, Tomi poganiał, że do sklepu po wodę na kolację musimy jechać... na odchodnym zobaczył jednak źródełko wody pitnej, tak zwane poidełko. Nabraliśmy więc wody z niego i już nie pchaliśmy się do Biedronki w kolejkę. Zaoszczędzone 10 minut zużyliśmy na oglądanie dwóch przypadkowo spotkanych bunkrów. Jeden na polu, zaorany dookoła (na szczęście już po zbiorach, więc przetuptaliśmy), drugi na skraju sosnowego lasku przy torach.

Na koniec znów przygoda, most na Bugu w remoncie. Tylko jeden tor, na dodatek trochę pilnowany. I jeszcze hałas piaskowania drugiej podpory. Udało się nam przejść, ale do końca bałam się, czy pan z ochrony nas nie opieprzy. Na szczęście ludzki gość, wiedział, że alternatywą było pchanie się trasą szybkiego ruchu z tirami i nawet nie skomentował. Uff... potem jeszcze tylko kilka przewróconych drzew na drodze i obchodzenie ich lasem... i już jesteśmy prawie na miejscu noclegu. Zachód słońca łapie nas w Sarnakach, gdzie odwiedzamy kościół i pomnik pocisku. Duży pomnik dużego pocisku. Teraz wiemy, skąd w okolicy tyle patriotycznych przystanków oraz jeden znak "piłeś, nie leć". Okolica z poczuciem humoru. :)

Trasa całej wyprawki:  Link
Album ze zdjęciami:  Link










Wyjazd z lasu






Bruk na szlaku


Mor poza szlakiem, ale przynajmniej spory, od biedy i namiot można rozbić.




I wioseczki, niestety chałupek jak na lekarstwo i z każdym rokiem mniej. Żegnajcie, nie mam pewności, czy zobaczymy się ponownie.















Mahomet!




Siemiatycze i mały fajrant na plaży.



Bardziej zabytkowo

Rudy Jezusek?

A, bo oni tam wszyscy tacy. ;)

To na dole pod stopami - ewidentnie platforma antygrawitacyjna.




I bunkry na wieczór






Most na Bugu. Poprzedniego dnia przejeżdżaliśmy nim pociągiem w nocy, ale nic nie było widać.



Jedna z moich ulubionych rzek (razem na podium z Narwią i Sanem)

Piłeś? Nie leć. :)



kkkkk


Czas na kiełbę na kolację. :)



  • DST 6.09km
  • Teren 3.35km
  • Czas 00:36
  • VAVG 10.15km/h
  • VMAX 20.30km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wyprawa z przygodami (0)

Piątek, 22 września 2017 · dodano: 25.09.2017 | Komentarze 2

Od dawna Tomiego namawiałam na pociąg do Siedlec, żeby w piątek podskoczyć na Poslasie, a może i dalej w kierunku Hajnówki. Jakoś nie udaje się nam tam dotrzeć od dwóch lat, odkąd wylądowaliśmy w Czeremsze i odkryliśmy, że stamtąd jedzie do puszczy szynobus KM. No ale jakoś zawsze brakuje czasu, bo to trzeba minimum trzy, a może i cztery dni wygospodarować. Tym razem mieliśmy jeden wieczór, jeden dzień i 3/4 kolejnego. Bez szans na coś dalej, to sobie chociaż gminy pozaliczaliśmy i obejrzeliśmy cerkwie, kościoły i parę cmentarzy. 

Wieczór to przede wszystkim jazda pociągiem za darmo (zaoszczędziliśmy w sumie ok.70zł), najpier do Siedlec, a potem spalinowym sapiącym szynobusem do Czeremchy. Trochę kopcił na początku i już myśleliśmy, że będzie "przygoda", ale nie, pan tylko wyłączył ogrzewanie, bo mu reszta instalacji siadała. No i dojechał na miejsce w miarę na czas (nie bądźmy drobiazgowi). Po wyjściu z dworca na pierwszej prostej trafiliśmy na szlak Green Velo (Failo), z którego zjechaliśmy do lasu już po kilometrze z hakiem. Alejakto gładki asfalt! Dopiero następnego dnia odkryliśmy, jak idiotycznie go poprowadzono w Kleszczelach. 
No ale spać. Rozbijanie namiotu w kompletnych ciemnościach, dawno tak nie było. Grunt, że już nie lało. Po całym tygodniu budzenia się przed ósmą zasnęłam jak dziecko. :)

Resztę dopiszę na dniach, jak obrobię fotki. Przygody jednak były, tylko później. :)

  • DST 9.13km
  • Teren 0.40km
  • Czas 00:36
  • VAVG 15.22km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do przedszkola i na dworzec x2

Piątek, 22 września 2017 · dodano: 25.09.2017 | Komentarze 0

Dzień bez samochodu. Najpierw Kluskę do przedszkola, potem z przedszkola na dworzec już z Meteorem, papatki, potem szybki myk do domu, przepakowanie i jazda na kolejny pociąg, tym razem nasz, do Czeremchy z przesiadką w Siedlcach.