Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 49842.62 kilometrów w tym 8385.96 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 3.43km
  • Czas 00:13
  • VAVG 15.83km/h
  • VMAX 20.30km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ważna wycieczka w celu

Wtorek, 9 sierpnia 2011 · dodano: 09.08.2011 | Komentarze 0

Żeby nie zapeszać, nie napisze jakim. Grunt, że się udało zorganizować pewną ważną sprawę i przy okazji załatwić inną sprawę, bez której nie dałoby się zrobić pierwszej. Problem techniczny stanowiło przednie koło, na którym jechałam na słowo honoru (pomalutku schodzi mi zeń powietrze, za mało by wymieniać dętkę za dużo by nie dopompowywać raz na tydzień). Okazało się, że pompkę mam ustawioną na nie ten wentyl (oczywiście w obu kołach mam inne wentyle). Ale sama sobie poradziłam z wymianą końcówki i nawet nie zeszło dużo powietrza przy wyjmowaniu pompki z wentyla :) Nie odważyłam się pompowac przed, bo bym w ogóle mogła nie dojechac na miejsce, ale podczas jazdy praktycznie nic nie zeszło, więc spokojnie doprowadziłam wsio do stanu używalności po powrocie do domu.

  • DST 80.63km
  • Teren 10.00km
  • Czas 04:30
  • VAVG 17.92km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wodny rower po kałużach i geocaching

Wtorek, 2 sierpnia 2011 · dodano: 02.08.2011 | Komentarze 0

Geocaching czyli szukanie skarbów ukrytych w ciekawych miejscach. Dziś pognaliśmy z Tomim na dożynki do Błonia i okolic Leszna. Stała trasa, praktycznie po płaskim. Z ciekawszych wydarzeń: spotkaliśmy po drodze BWE czyli Berlin-Warszawa ekspress, który startuje z Berlina o 5 rano, a w okolicach Błonia przejeżdża około 12 w południe. Udało się złupić wszystkie zaplanowane skrzynki i zabrać w podróż geocoiny (przedmioty podróżne). Nawet trafił się nam jeden First to Find :)

Poza tym spiekłam sobie plecy....

  • DST 20.63km
  • Teren 0.50km
  • Czas 02:00
  • VAVG 10.31km/h
  • Sprzęt Bauhaus
  • Aktywność Jazda na rowerze

Półmasa lipcowa 2011

Piątek, 29 lipca 2011 · dodano: 29.07.2011 | Komentarze 0

Półmasa, bo przejechane pół trasy plus krążenie po Bielanach. Pogoda dopisała, przyjechało mnóstwo osób, przez co tempo masy było ślimacze. Ale znośne. Nigdzie nie staliśmy długo (ale może dlatego, że jechałam pod koniec). Sympatyczny miejski lajcik na holenderce. Wracając oderwałam się przy Wolumenie i w towarzystwie Rubeusa pojechałam zreaktywować skrzynkę Smefrny Las. Wyjeżdżając z lasu trafiliśmy na końcówkę Masy i Rubeus zdążył się przyłączyć, a ja pognałam do domu na cappuchino i może jakie żarełko :)


  • DST 30.22km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 16.79km/h
  • VMAX 32.70km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zlewa w Radziejowicach plus cyklon z burzą pod Krzyżówką

Środa, 20 lipca 2011 · dodano: 21.07.2011 | Komentarze 0


Od początku zanosiło się na coś mocnego, dobrze że nie jeździliśmy po stolicy, bo tam było gorzej. Drogę do Radziejowic mieliśmy trudną, bo niemożebnie duszną. Pod pałacem zrobiło się mokro i przeczekaliśmy na środku stawu pod dachem. Potem skończyło padać i pojechaliśmy zwiedzać ruiny gorzelni a następnie młyn na Okrzeszy. Tam spotkaliśmy oko cyklonu (kręciło się, naprawdę!), a potem podjechaliśmy do ruin Dworku Raczyńskich (minuta ciszy nad zdechłym Mount Cegielestem) i tamże dopadła nas okropna burza. Dobrze, że część stropu się jeszcze nie zapadła i było sucho. Powrót na szybko z tirami :)

  • DST 23.23km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:37
  • VAVG 14.37km/h
  • VMAX 28.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa do Alzacji - Longinada 2011 - epilog

Poniedziałek, 18 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 2

Czyli nocleg w domu w Warszawie i poranne przejecie rowerów wraz z bagażem na Białołęce. Powrót rowerami przez Żerań, uciekł nam bezpośredni pociąg na Wolę i zostały tylko SKMki, więc postanowiliśmy znaleźć jeszcze dwie (prócz jednej na Żeraniu) po drodze do Dworca Zachodniego. Trochę się zeszło i w efekcie w Żyrardowie byliśmy później, niż gdybyśmy pojechali tym późniejszym pociągiem z Żerania (który startował po 12). :)

  • DST 78.14km
  • Teren 1.00km
  • Czas 04:09
  • VAVG 18.83km/h
  • VMAX 53.70km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa do Alzacji - Longinada 2011 - dzień 8

Sobota, 16 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 5

Huningue - Weil am Rhein - Schlipf - Stetten - Lorrach - Haagen - Hauingen - Steinen - Hollstein - Maulburg - Schopheim >>> Feldberg - Barenthal - Bruderhalde - Buhlhof - Titisee - Neubierhausle - Holzenbruck - Titisee-Neustadt - Reichenbach - Eisenbach - Hammereisenbach-Bregenbach - Wolterdingen - Donnaueschingen >>> Rottweil

Tutaj wycieczka składała się z czterech etapów. Pierwszy rowerowy, drugi - podjazd pod przełęcz busowy, z przełęczy (trzeci etap) znów zjeżdżaliśmy rowerami, ale sporo było pod górkę i w upale, przez co robiłam różne rowerowe myki spod cienia do cienia. Dopiero na zjazdach mieliśmy zapewnione chłodzenie.
Dzień zaczął sie od pękniętej dętki Pauliny co wydłużyło wizytę na moście tzrech granic, tu spotykają się Francja, Niemcy i Szwajcaria.

Było gorąco gdy jechaliśmy z wiatrem, ochładzało się gdy człowiek zatrzymał się w cieniu. Ot, specyfika górskiego powietrza :)

Popołudniem zjechaliśmy do miłego miasteczka z włoską knajpą i źródłami Dunaju (tymi oficjalnymi).

Trochę się poplątało później, bo okazało się że "już" wracamy, ale wszyscy niegotowi a zwłaszcza grupa wracająca pociągiem. Ponieważ pierwsza wersja podróży zaplanowana przez Longina zupełnie nam nie odpowiadała, pojechaliśmy na dworzec po może dłuższą ale bardziej optymalną. W efekcie na Berlin mieliśmy następnego dnia tylko 2 godziny, ale dobre i to bo pierwszy wariant przewidywał w berlinie noc (a wtedy nie kursuje metro). Szybkie przepakowanie i bus podwiózł nas na stację do sąsiedniej miejscowości, gdzie za pół godziny mieliśmy pociąg do Stuttgartu. Tamże spędziliśmy 4 godziny uczestnicząc (nieco wbrew swej woli) w miejscowym clubbingu, ale to już po północy. A potem mieliśmy już dość i poszliśmy do parku. A tam.... szachy w plenerze! No to jazda, gramy, co z tego że nie pamiętamy jak się ruszają figury ;) Na szczęście był z nami Paweł i grając za mnie (ja ustawiałam pionki) i dzięki temu gra była fascynująca :)

Potem jeszcze kilka przesiadek i Berlin, a tam znów masa rowerzystów.





  • DST 105.07km
  • Teren 11.50km
  • Czas 06:06
  • VAVG 17.22km/h
  • VMAX 35.80km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa do Alzacji - Longinada 2011 - dzień 7

Piątek, 15 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 2

Willer-Sur-Thur - Moosch - Malmespach - Moosch - Willer-Sur-Thur - Thann - Cernay - Wittelsheim - Pulversheim - Ruelisheim - Battenheim - Baldersheim - Canal du Rhone au Rhin - Kembs - Markt - Huningue - Bazylea - Huningue

Tego dnia byliśmy z Meteorem "lav-duo" bo praktycznie całą trasę do Bazylei przejechaliśmy sami nie czekając na resztę. Trochę szosą na skróty, trochę nad Renem, więcej wzdłuż kanału. Przypadkiem po drodze spotkaliśmy busa i zjedliśmy naszą porcję owoców z jogurtem(bez makaronu).



























Zapas czasu mieliśmy spory, to postanowiliśmy odwiedzić elektrownię wodną w pobliżu miasta. Robi wrażenie! Prócz elektrowni w okolicy jest system śluz dla dużych statków transportowych (a może raczej barek).



























Do Bazylei wjechaliśmy jeszcze za dnia i szukaliśmy ze średnim powodzeniem mikroskrzynek. W końcu się wkurzyliśmy i pojechaliśmy po "małe". I od razu znaleźliśmy trzy. Trzeba było od początku nie tracić czasu na mikrusy.


























W Bazylei spotkaliśmy przypadkiem naszą grupę, która dzień zakończyła w restauracji. Ponieważ tu też było jakieś święto, kempingi były pełne i Longin ledwo znalazł jakiś (musieliśmy wrócić kawałek do Francji), dzięki czemu stuknęła mi pierwsza setka w tym roku. :)




  • DST 39.92km
  • Czas 03:00
  • VAVG 13.31km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa do Alzacji - Longinada 2011 - dzień 6

Czwartek, 14 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 0

rower: Riquewihr - Mittelwihr - Bennwihr - Sigolsheim - Kientzheim - Kaysenberg - Ammerschwihr - Ingersheim - Turckheim - Zimmerbach - Walbach - Wihr-au-Val - Gunsbach - Munster - Metzeral - Sondernach -

bus: le Grand Ballon (1336m) - Blanschen - Goldbach

Święto, wszystko pozamykane prócz sklepów dla turystów, jedliśmy to co nam zostało w zapasach czyli bagietki i żarcie z puszki (ja miałam swoje inne). Tylko wcześniej udało się zeżreć precle (ja słony, Tomi słodki) ze sklepiku w Riquewir. Pogoda rozsądna, słoneczna ale chłodna, przez co co chwila zakładałam polarek lub zdejmowałam i było to okropnie denerwujące, bo zostawałam z tyłu i musiałam gonić grupę (oczywiście za gorąco robiło mi się podczas jazdy, a za zimno na postojach).



































Jechaliśmy szlakiem win przez piękne winnice na stokach wysokich gór i wleźliśmy na czołg :)



































Winnice i zamek w tle. W okolicy często pojawiały się zamki, ale nie mieliśmy czasu na zwiedzenie wszystkich.



































Pod koniec dnia zamieniłam się rowerami z Bogdanem i kawałek (z 10 km) podjechałam na rowerze miejskim z popsutymi przerzutkami. Nie było łatwo, ale i tak zaraz miałam wsiadać do busa. Po drodze wjechaliśmy do miasteczka pełnego bocianów. Nie, nie wsi. Maisteczka! Na placu przed kościołem naliczyliśmy kilkanaście gniazd i 27 bocianów (spora część z nich dopiero co nauczyła się fruwać i czasem lądując nie trafiały w dach co było dość zabawne dla obserwujących).



































Potem 5km płaskiego podjazdu (ja nadal na miejskim) i dalej busik aż do przełęczy z krótkim postojem, gdy dogoniliśmy Paulinę (dziewczyna na medal, zaparła się, ze jedzie dalej) i potem nieco dłuższym na poziomki (dostałam od Tomiego kilka plus jagody plus stokrotkę za ucho) i jeszcze jednym postojem na podziwianie widoków i ostatnim postojem na Grand Ballon. Niby mogłam zjechać z przełęczy, ale nieco zmarzłam i mi się nie chciało. Za to widoki na Wogezy przepiękne!












Wszystkie zdjęcia w Alzacji



  • DST 46.67km
  • Czas 02:32
  • VAVG 18.42km/h
  • VMAX 47.40km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa do Alzacji - Longinada 2011 - dzień 5

Środa, 13 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 4

Rhinau - Friesenheim - Neunkirsch - Witternheim - Hilsenheim - Muttersholtz - Ehnwihr - Rathsamhausen - Selestat - Kintzheim - Haut Koenigsbourg - St. Hyppolyte - Rorschwihr - Bergheim - Ribeauville - Riquewihr

Początek dnia polegał na suszeniu namiotów oraz kurtek (co tam zmokło wieczorem dnia poprzedniego) i jechaniu dość płaskim terenem. Jeszzce dobrze nie wyjechaliśmy z Rhinau, a już sobie zrobiliśmy postój na francuskie rogaliki. Z oryginalną wymową mam spory problem, nie chcąc zacharczec uciekłam ze sklepu i Tomi musiał zamówić sam. Poszło mu całkiem nieźle. Napchani rogalikami pojechaliśmy dalej i po drodze spotkaliśmy spory bunkier



























oraz ławeczkę Napoleona z drugiej serii, postawionej z okazji ślubu Napoleona III (siostrzeńca Napoleona I).



























Następnie przekroczyliśmy rzeczkę L'lll - nie pytajcie jak to się wymawia, bo nie wiem ;)



















I tak bezstresowo dotarliśmy aż do miasteczka Selestat, gdzie podczas zwiedzania odkryłam miękką oponę w tylnym kole. Powietrze schodziło wolno, więc Tomi tylko je podpompował ,dokończyliśmy zwiedzanie i pół godziny przed zbiórką podjechaliśmy nad dworzec, by w spokoju mógł wymienić mi dętkę.















Pogoda psuła się z minuty na minutę. To przeważyło i podjęłam decyzję podjechania pod zamek busem. To spowodowało szereg nieporozumień, na górze było masakrycznie zimno, wiało, a czekaliśmy na grupę rowerową. Część poszła zwiedzać zamek, ja z Jolą poszłyśmy zwiedzać kawiarnię i wc :) Niestety nie wzięłam z samochodu telefonu i nie mogliśmy się z Tomim skontaktować, koniec końców ja zostałam bez pieniędzy i możliwości zwiedzania zamku, a on wlazł do zamku Koenigsbourg beze mnie. Na szczęście spotkałam Pawła po drodze, który pożyczył mi na bilet. Wchodząc do zamku spotkaliśmy Asię, której przekazaliśmy wiadomość dla Tomiego, że jestem już na zamku. Tomi wrócił się i zwiedzaliśmy zamek już razem w trójkę (tam i nazad, gruntownie). Zjeżdżałam już razem z grupą, było łatwo, choć ślisko po deszczu.



























Tego dnia mocno lało (mimo słonecznego poranka, dzięki czemu szczęśliwie wszystko wysuszyliśmy), koniec końców dzień zakończyliśmy na nieplanowanym tego dnia (tylko później) tradycyjnym alzackim obiedzie (mało komu smakowało cokolwiek poza deserem). Ja zjadłam parówkę i półtora ziemniaka, oraz jakąś dziwną przystawkę z jajkiem w formie kawałka torcika (ale nie była na słodko). Z kuchni regionalnych nadal wolę włoską pizzę i sporą część chińszczyzny.
Za to pod koniec żarełka obok restauracji przeszła "parada" na Bastylię, bo jak się okazało trafiliśmy na rocznicę jej zburzenia (oficjalne święto dzień później, ale Bastylię zburzono czy podpalono w nocy). Wszędzie trwały imprezy a my szukaliśmy miejsca noclegowego. Udało się chyba tuż po północy na jakimś parkingu przy stawie z rybami i górskiej rzeczce. Ta noc okazała się najchłodniejsza. Pomimo puchowego śpiworka - zmarzło mi wszystko.



  • DST 77.48km
  • Teren 0.50km
  • Czas 04:30
  • VAVG 17.22km/h
  • VMAX 44.10km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wyprawa do Alzacji - Longinada 2011 - dzień 4

Wtorek, 12 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 3

fort Mutzig - Dangolsheim - Bergbieten - Soultz (Canal de la Bruche / la Bruche) - Ergersheim - Hengenbieten - Archenheim - Wolfisheim - Eckbolsheim - Strasbourg (Canal du Rhone au Rhin) - Eschau - Kraft - Boofzheim - Rhinau

Poranek był cudowny dzięki czemu fajnie zwiedzało się fort (mieliśmy fajną przewodniczkę, która po raz pierwszy prowadziła wycieczkę po angielsku)

przejeżdżało przez pobliskie miasteczko (w którym się zgubiliśmy z Meteorem i tak pojechaliśmy inną trasą niż grupa, za to przez malownicze winnice), potem zrobiło się za gorąco i kompletnie przegrzana dojechałam do Strasburga.

Nawet oranżada z Aldiego nie pomagała, tuż przed wjazdem do centrum prawie zasłabłam. Podjechaliśmy pod most i zastosowaliśmy chłodzenie zewnętrzne za pomocą całkiem czystej rzeki. Po kolana w zimnej wodzie spędziłam 10 minut, co mnie orzeźwiło na tyle że nie bałam się jeździć. W całkiem przyzwoitej kondycji spędziłam resztę dnia, zwłaszcza że w końcu przyszły chmury i zrobiło się chłodniej.


Jestem pod urokiem miasta przyjaznego rowerom, nigdzie jad dotąd dnie jeździło mi się tak przyjemni. Piesi się nie oburzali, kierowcy przepuszczali, nic nikomu nie przeszkadzało a wszelkie wpadki wybaczano z uśmiechem. Mam nadzieję, że doczekam czasów, gdy będzie tak w Polsze :) Poniżej fotka stojaka rowerowego przed uniwersytetem.

Wieczorem wzdłuż kanału pojechaliśmy na kemping i dopiero po drodze złapała nas burza z obfitym deszczem. Po upalnym dniu prawie nam to nie przeszkadzało, dopóki w mokrych krzakach po ciemku nie trzeba było szukać skrzynki. Ale ją znaleźliśmy, więc nie było problemu. Dopiero na kempingu zmarzłam, siedziałam w busie ciamkając zupkę chińską a Tomi rozkładał namiot. Niestety nadmuchiwanie mat w deszczu w namiocie nie było prostą sprawą, poza tym ulewa trwała całą noc i nie dawała spać. ale i tak dzień uważam za udany, zwłaszcza etap strasburgski i obserwowanie rowerów, które były WSZĘDZIE!