Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 48726.22 kilometrów w tym 8081.16 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2014

Dystans całkowity:676.24 km (w terenie 88.50 km; 13.09%)
Czas w ruchu:42:14
Średnia prędkość:16.01 km/h
Maksymalna prędkość:35.00 km/h
Suma kalorii:14283 kcal
Liczba aktywności:31
Średnio na aktywność:21.81 km i 1h 21m
Więcej statystyk
  • DST 12.61km
  • Teren 3.50km
  • Czas 00:48
  • VAVG 15.76km/h
  • VMAX 22.00km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

111/365 Na wrzosowisko

Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 · dodano: 21.04.2014 | Komentarze 5

Wycieczka okazała się serwisowa. Klusię zamiast latać po trawach, młodnikach i wrzosach zajęło się naprawianiem mojego roweru. Wszystko sprawdziła. Sakwy zapięła (jakoś pięćdziesiąt razy), linki ciągnęła, gryzła szprychy. Nauczyła się też zapinać kask, nie na swojej głowie oczywiście. W zasadzie to mieliśmy labę jako służba. Nasze zajęcie polegało na trzymaniu aktualnie serwisowanego roweru, żeby się nie wywrócił oraz donoszenie prowiantu. Popołudniowa wycieczka po drzemce, pogoda jak chłodniejszy dzień w lecie, dopiero pod koniec zrobiło się chłodniej. Kluska nas obrzuciła stekiem obelg za to, że próbowaliśmy ją ubrać w cieplejszą kurtałkę. Kask oprotestowany, ale podczas jazdy go nie ściągała.

Zaczynamy dwa tygodnie bez babci, pewnie wspólne wycieczki będą teraz częściej.




  • DST 54.61km
  • Teren 7.50km
  • Czas 03:02
  • VAVG 18.00km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • Kalorie 1195kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

110/365 Wycieczka sklerotyczna i podwodna

Niedziela, 20 kwietnia 2014 · dodano: 20.04.2014 | Komentarze 6

Trochę się zakręciłam przy wychodzeniu z domu i zapomniałam najważniejszego. Telefonu do łapania kordów i szukania skrzynek (gps). Kiedy się połapałam, byliśmy już w lesie w drodze do Sokuli. Powrót do domu i edycja trasy, lecimy tylko do jednego multaka. Popołudniu miało zacząć padać. Telefon w garści, mach na szosę do Puszczy Mariańskiej i dalej w bok do esełki. Tam szukam multaka Meteora, który założył w zeszłym roku, ale że byłam przy szukaniu miejscówek, to zostawiłam go sobie na później. Finał w miejscu dość dyskusyjnym, jeszcze donbrze nie wlazłam, a już nabiłam sobie siniaka na kolanie. Wychodząc doprawiłam łokciem i obtarłam rękę. Chyba dam tej skrzynce gwiazdkę, czyli rekomendację za niezapomniane wspomnienia ;)

Chmury zaczęły się zbierać, a tu jeszcze jedną moją skrzynkę przełożyć. Nowa kryjówka pocięta, postanowiłam zaczekać do końca maja, za bardzo okolicę porządkują. Poza tym właśnie okazało się, że Meteor zapomniał spakować chleba. Rychło w czas, przeca się wracaliśmy, mogłam zabrać, gdybym wiedziała że nie wziął. Więc jechaliśmy na herbatnikach z dżemem i czekoladzie. W sumie i tak nie było czasu jeść.

Lecimy do chałupki w krzakach, zakładam nową skrzynkę w transparentnej stodole. Czasu mało, ale jeszcze trzeba obejrzeć ruinkę czegoś co m przypominało remizę, a Meterowi wielkie obory. I dalej dworek w Lisowoli, który zwiedziliśmy od piwnic aż po strych. Mało znamy okolicę, a tu takie skarby. Na dodatek dojazd nowymi asfaltami. Meteor chowa kolejny pojemnik dla geokeszerów. Wracamy prędko, bo zaczyna kropić. Zlewa dopada nas z 10 kilometrów przed domem, na trasie ze Skierniewic do Żyrka. Jest bardzo ciepło, nie zakładam kurtki tylko postanawiam zmoknąć. W Żyrardowie po przejściu przez tory rozdzielamy się. Wybieram wariant powrotny przez dworzec i rynek, Meteor przez osiedle Żeromskiego i park. Przyjeżdżamy pod dom niemal w tej samej chwili, ale ja kilkanaście sekund wcześniej. Od razu mówiłam, że moja trasa jest szybsza ;)

Fotki wrzuciłam do Mazowsza, bo choć wycieczka zahaczyła o esełkę, to prawie nie mam z niej zdjęć, jeno lokomotywę. Reszta esełkowych wyszła nijaka, a fotki ze mną ma u siebie Meteor.




  • DST 45.01km
  • Teren 16.50km
  • Czas 03:25
  • VAVG 13.17km/h
  • VMAX 29.00km/h
  • Kalorie 990kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

109/365

Sobota, 19 kwietnia 2014 · dodano: 19.04.2014 | Komentarze 3

Dzisiejsza wycieczka bez Meteora, rozminęły się nam cele. Ja miałam sprawę do załatwienia w Łomiankach i zaległy serwis skrzynek w tej okolicy. On chciał podskoczyć na esełkę albo do Kamipnosu, ale do Kampinosu nie bardzo chciał teraz, bo zapowiadali deszcze wieczorem. Rzeczywiście popołudniem zaczęło się chmurzyć, ale z dużej chmury mały deszcz, bo nic nie kapało.

Po drodze na Wiśląną przejechałam przez Park Młociński, żeby mi serwis nie wisiał nad głową. Tu wyrzuciłam mokry logbook, tu dałam nowy worek i fanty i jakoś zeszło. Podjechałam do siedziby sklepu z kaskami (wymiana kasku Kluski na inny kolor) i wtedy dowiedziałam się od właściciela, że owszem, ale magazyn jest przy innej ulicy. Chwila konsternacji i wyszło, że on szybciej do mnie dojedzie samochodem niż ja go znajdę rowerem. No i sobie czekam, aż tu nagle kolarski peleton na kilkadziesiąt osób. Raczej nie wyścigi, bo bez ogona, pewnie trening lokalnego klubu sportowego. Prócz tego minęło mnie drugie tyle rowerzystów wycieczkowych z dziećmi. W końcu kask udało się wymienić, a ja pomknęłam do Oszona zakupić drugie śniadanie bo mi trochę głodno się zrobiło. 

Jak już tylko udało mi się wyjechać z parkingu supermarketu we właściwym kierunku, pomknęłam do Lasu Młocińskiego i tam fotnęłam znajomą mogiłkę na szlaku. Potem myk myk do znajomego drogowskazu, który nieco zarósł krzaczorami i... poszukiwania jednej z dwóchmogiłek czas zacząć. Pierwsza była łatwa, z drugą gorzej, bo szlak krzyży nieco zarósł i ginął w lesie. Sprawę ułatwiły nowe drogowskazy, które odnalazłam w zasadzie wtedy, gdy już ich nie potrzebowałam. To znaczy poznałam miejsce, w którym byliśmy z Meteorem kilka lat temu. Nowy szlak do mogiłki trudniejszej jest chyba szlakiem dla satanistów ;)

Ukryłam skrzynkę mogiłkową, złapałam kordy i wio wracamy do mogiłki łatwiejszej. Tu ukrywam hasło i zaraz potem uciekam, bo przyjeżdzają obcy ludzie na rowerach. A ja aspołeczna jestem. No to myk, lecę tym razem szukac skrzynki cmentarnej. Przyszło mi do głowy, by pojechać asfaltem dookoła cmentarza, bo już miałam dość piachu. Nie przyszło mi do głowy, że wszyscy kierowcy wpadną na ten sam pomysł. Serio na Wielkanoc odwiedza się groby? Nie miałam pojęcia. Tłum jak w listopadzie. Tylko tym razem nie ma obostrzeń i można samochodem pod furtę. Szkoda, że nie pod grób, bo też by się chętni znaleźli. Taka piękna pogoda a Ci zamiast na spacer czy wycieczkę rowerową - wożą dupy blachosmrodami. A potem jęki będą, że znów utyli i że to wina genów i złej przemiany materii. Taa, jasne.

W końcu dotarłam pod skrzynkę, znalazłam i się zorientowałam, że chyba zostawiłam coś pod poprzednią mogiłką. No to nawrót, tym razem skrótem przez piach. Na szczęście w połowie drogi przypomniałam sobie, że niczego nie zostawiłam, tylko schowałam do innej kieszeni. No to jazda z powrotem, do wrót Kampinosu i mini zagłębia skrzynkowego. A tam wyszło tak, że gieps giepsem, ale i tak spoilaki trzeba via net odpalać. Odwykłam od samotnego keszowania. No i tak od kesza do kesza, błądząc po bliskim Kampinosie. Uroczyska, stawiki, pomniki, mogiłki.

Trochę się zmęczyłam, za gorąco było w ciągu dnia. Wróciłam "na skróty" czyli dookoła przez resztki hałd na tyłach huty do metra Młociny, potem podjechałam do metra Wawrzyszew i tam mi metro uciekło. Ale za 3 minuty przyjechało następne i zawiozło mnie na dworzec. A tam już prosto do domku.

Z innych wydarzeń, w drodze metrem porannym spotkałam uroczą staruszkę, której pomogłam wysiąść. Wespół z Pradziadkiem pomogliśmy, bo opierała się też o niego. Staruszka chwaliła się, że ma już prawie 90 lat! Jeny, chciałabym tak wyglądać mając 70 ;)

Bonus: Shrek ogromnej wielkości napotkany w Łomiankach :)



  • DST 5.99km
  • Czas 00:25
  • VAVG 14.38km/h
  • VMAX 19.00km/h
  • Kalorie 128kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

108/365

Piątek, 18 kwietnia 2014 · dodano: 18.04.2014 | Komentarze 4

Grzmotnęło, huknęło, lunęło. Samotny rower mókł pod płotem parku, gdy tajemniczy osobnik w czerwonej płachcie skradał się pod malutkim domkiem i grzebał gdzieś przy ziemi w pokrzywach. Chwilę pogrzebał, zaklął, schował coś do kieszeni i chyłkiem podszedł do roweru. Otarł siodełko z wody, wsiadł i odjechał w ciemność. A deszcz padał i padał. Tego samego dnia pani Lusia z okna zaobserwowała inne dziwne zjawisko. Ktoś w czerwonej pelerynce macał słup od nieczynnej latarni przy ruderze po przeciwnej stronie ulicy. Na pewno złodziej, tylko co tam kraść? Pani Lusia głowiła się nad tym cały wieczór, aż zadzwoniła do Pani Jadzi, co mieszka w domku przy parku... A deszcz padał i padał.

  • DST 13.26km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:05
  • VAVG 12.24km/h
  • VMAX 23.00km/h
  • Kalorie 257kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

107/365 Jeżdżenie po bagnach wciąga

Czwartek, 17 kwietnia 2014 · dodano: 17.04.2014 | Komentarze 11

iękna pogoda, nie ma co jej marnować. Dziecię ubrane lżej, bo ciepło, tylko czapka od wiatru dla Kluseczki (potem na spacerze latała z gołą głową lub w kapturze) i nauszniki dla mamusi (na spacerze też zdjęła). Zapomniałam zabrać dla małej rękawiczek na drogę powrotną i jej trochę zmarzły łapy. Ale nie marudziła wcale. Podjechaliśmy do doliny Suchszego Dopływu Suchej. To jedna z najbardziej płaskich dolin jakie znam. W zasadzie na poły bagno, na poły rozlewisko. Po drodze musieliśmy się przeprawić przez 2 cieki wodne. Równie suche jak Sucha o tej porze roku.
Tak to jest, jak się jeździ z Meteorem wiosną. Zawsze albo krzaki, albo bagna, a najczęściej wszystko naraz. Klusię wydawało się zachwycone i nie chciało wracać. Ciekawa jestem ilu ekorodziców zdecydowałoby się na taki bezpośredni kontakt z naturą swoich dzieci. Na przykład jedzenie marchewki, którą chwilę wcześniej dziecko pukało w przewrócone drzewo?

Dzieci eskapeboli są jakieś inne. Najgorzej, jak się skumuluje, to znaczy oboje rodzice należą do SKPB. W trzecim pokoleniu dzieci od razu rodzą się z piętami pokrytymi wibramem ;)

Efekty wycieczki: moje mokre buty i kołtun we włosach, przewietrzone i wyganiane dziecko, które dzięki temu zasnęło wcześniej czyli przed 23 i zadowolony Meteor, nawet mimo pewnego nieporozumienia w drodze powrotnej (wniosłam swój rower na samą górą zamiast zostawić go na półpiętrze i wrócić po Kluskę).




  • DST 7.73km
  • Czas 00:31
  • VAVG 14.96km/h
  • VMAX 21.90km/h
  • Kalorie 181kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

106/365

Środa, 16 kwietnia 2014 · dodano: 16.04.2014 | Komentarze 3

Dziś było lajtowo, bo po suchym asfalcie i jakoś mało samochodów skrzypiało hamulcami. Powietrze zimne, jakby lekko mroźne. Trochę marzły mi dłonie, ale dobrze się jechało, to nie marudzę :)

Trasa w kształcie pieska.



  • DST 2.87km
  • Czas 00:14
  • VAVG 12.30km/h
  • VMAX 17.00km/h
  • Kalorie 62kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

105/365

Wtorek, 15 kwietnia 2014 · dodano: 15.04.2014 | Komentarze 2

To już wtorek. Drugi dzień bardzo niedobrego tygodnia. Wczoraj wyszło, że przelew na który czekałam poszedł z poczty na konto, które zamknęłam na początku kwietnia. Więc no kurczę, trzeba było się pchać na infolinię, żeby dowiedzieć się, jak je odzyskać.  Dziś między innymi po to jechałam do Warszawy. Była jeszcze druga rzecz, odebranie nowej spacerówki Kluski, ale chciałam bank załatwić przed 18. Nie udało się. Ledwo wsiadłam do metra, okazało się, że stoi i coś się popsuło. Jeden pan powiedział, że trzy stacje jechał 20 minut. Wysiadłam. Postanowiłam podjechać najpierw po wózek. To idę do Veturilo. Nie działa. To znaczy nie chce mnie zalogować pinem. No szlag. Wkurzam się, idę po bilet do biletomatu, a tu nowy, dobowy schowany w gąszczu funkcji. Jak go wreszcie znajduję, przyczepia się sępiący bezdomny o gotówkę z mego portfela. Zamykam portfel i uciekam. Tam gdzieś jest kiosk. Nabywam bilet i o dziwo dojeżdżam na czas i wózek jest super. Chyba wyjechałam tramwajem ze złej strefy. Żeby do niej znowu nie wjeżdżać podróżuję sobie tramwajem w kierunku Bielan aż do  Marymontu, gdzie przesiadam się do już działającego metra. Dziwne, w centrum popsute a tu nie. Ani chybi złe fluidy w centrum. Załatwiam sprawę w banku pozytywnie i idę do wpłatomatu. Ups, skucha, nie ma wpłatomatu, ing się tu zamknął, jest inny bank. No trudno, wracam metrem do centrum i stoję na peronie. Szczęśliwie zaraz mam pociąg do domu. I znowu peszek, przyjeżdża zmodernizowany, nie mam gdzie wstawić wózka, bo ludzie siedzą wokół miejsca dla niepełnosprawnych, a malutka bagażówka zajęta przez rower. Do Ursusa stoję, siedzę na podłodze, potem udaje się wbić na krzesełko. Dobrze mi idzie, chyba znów wyjechałam z pechowej strefy. Niestety w domu pech mnie dogania, przysłali nie ten kask Kluski, co zamawiałam i muszę reklamować. Co jeszcze? Wczoraj pękła rura w piwnicy i przez pół dnia nie mieliśmy żadnej wody. Taki tydzień, strach z domu wychodzić.

Wyszłam w końcu wieczorem przewietrzyć Pradziadka. Oczywiście w okropną ulewę (jak pechowy tydzień, to pechowy). Ale byłam sprytna, zabrałam pelerynkę. A trasa zupełnym przypadkiem wyszła w kształcie... no wyszła. I jeszcze mnie Tir na 1 maja zepchnął na przystanek autobusowy. A niech mu kurzajka na nosie wyrośnie!


  • DST 5.38km
  • Czas 00:19
  • VAVG 16.99km/h
  • Kalorie 118kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

104/365

Poniedziałek, 14 kwietnia 2014 · dodano: 14.04.2014 | Komentarze 0

Myk do Zusu załatwić ub. zdrow. oraz zgłosić, że chcę zostać w ofe. Powrót przez Biedronkę i zakupy żarciowo-ziołowe.

  • DST 3.22km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:12
  • VAVG 16.10km/h
  • Kalorie 70kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

3 na 103/365

Niedziela, 13 kwietnia 2014 · dodano: 13.04.2014 | Komentarze 0

Zarobionam totalnie, tak to jest jak się roweruje w sobotę, zamiast zlecenia na poniedziałek robić. Tuż przed 23 kółko po osiedlu. Pojechałam na skróty przez "Północ" a tam koniec drogi i 100m wertepu. A potem jeszcze zygzaki po chodnikach, żeby dobić do jakiejkolwiek drogi. Dobrze, że wszyscy już siedzieli w domach, dzięki temu nie miałam wyrzutów sumienia, że pieszym przestrzeń zabieram ;)

  • DST 103.13km
  • Teren 12.00km
  • Czas 05:41
  • VAVG 18.15km/h
  • VMAX 32.00km/h
  • Kalorie 2257kcal
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

102 kilometry plus 1 na 102/365

Sobota, 12 kwietnia 2014 · dodano: 13.04.2014 | Komentarze 6

Meteor uparcie twierdził, że to będzie krótka wycieczka, najwyżej 80km. Aż musiałam mu narysować trasę na google mapsach, żeby mu udowodnić, że będzie ponad 90, a z tym dodatkowym keszem po drodze na pewno setka. Uwierzył mi dopiero w drodze powrotnej ;)
Stała Tomiego plus 20km. Powoli zaczyna być jak u Longina. Taki lajcik, z górki, 80km. W realu wychodzi 3/4 trasy podjazdów i ponad 100km. Tak i tu. Trochę zwiedzaliśmy po drodze i przez to wyszło więcej. A bo tu chałupka w krzakach, a to opuszczona willa, a to most stalowy na Jeziorce, a to rundka dookoła czworaków z kamerką. 

Pierwsza część wycieczki była niemal idealna, pogoda super, sakwy pełne jedzenia, rozwałka na suchej trawie wśród zdziczałych mirabelek. Niestety coś chyba zaczęło pylić, albo dzień wcześniej się przeziębiłam, to zaczęłam kichać. I nakichałam sobie do kawy, rozlewając ją między innymi na bidon Meteora. Co on się ze mną ma ;)
No i było pod wiatr. Ale na szczęście często lekko boczny, poza tym trochę osłaniał nas las tu i tam. Pogoda spsuła się przy cegielni. Słońce zaszło już wcześniej, przed zwiedzaniem ruin ośrodka medycyny naturalnej (a moim zdaniem siedziby jakiejś sekty). Zdjęcia z nosorożcami właśnie stamtąd. :)

Po drodze pogawędziłam sobie z długowołosymi krowami.

Cegielnia za to była z częściowo użytkowanym kominem, na dodatek tuż przy drodze i nie wszędzie dało się wejść bez wzbudzania sensacji u okolicznych amatorów wędkarstwa. No nic. Najważniejszy budynek pieca zwiedzony. 
Powrót częściowo z wiatrem, częściowo z bocznym, bo wykręcił na południowy. Im bliżej domu, tym więcej słońca. Chyba po prostu wjechaliśmy w rejon złej pogody. Po drodze jeszcze kilka mikrorozwałek kanapkowych, żeby nie jechać o suchym pysku, bo to bardzo niezdrowe jest :)

Zaczynam od nowego pomnika z Chełmońskim, a kończę na reprodukcji jego obrazu na szkole.

Wszystkie fotki w albumie wycieczkowym po Mazowszu