Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 49787.63 kilometrów w tym 8371.86 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Bliskie wycieczki 3 stopnia

Dystans całkowity:11577.33 km (w terenie 1337.10 km; 11.55%)
Czas w ruchu:830:37
Średnia prędkość:13.94 km/h
Maksymalna prędkość:33.30 km/h
Suma kalorii:26331 kcal
Liczba aktywności:1413
Średnio na aktywność:8.19 km i 0h 35m
Więcej statystyk
  • DST 4.08km
  • Czas 00:14
  • VAVG 17.49km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Nieplanowany myk na dworzec po Kluskę

Poniedziałek, 13 lipca 2015 · dodano: 14.07.2015 | Komentarze 0

Babcia myślała, że da radę Kluskę wbić do taksówki, ale Kluska nie chciała się ruszyć z dworcowej ławki, więc wezwała nas na pomoc. W pięć minut byliśmy gotowi i szybko pojechaliśmy na dworzec. Z lekką awanturą ruszyliśmy, po drodze namówiliśmy małą na zabawę foremkami od lodów i dzięki temu dotarliśmy do mieszkania bez krzyku.

  • DST 5.83km
  • Czas 00:24
  • VAVG 14.57km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Klu i M. na dworzec

Piątek, 10 lipca 2015 · dodano: 10.07.2015 | Komentarze 8

Dziecię tak szarpało za klamkę w drzwiach wejściowych, że musieliśmy wyjść wcześniej. Urwałaby z niecierpliwości. Tak dla odmiany, bo często trzeba ją niemal siłą wyprowadzać za drzwi, by potem sama wyrywała się schodzić po schodach. Nigdy nie pojmę tych jej rytuałów. Tym razem poszło jak po maśle, to lunęło. Jako że i tak szłam na górę po swój rower, to zgarnęłam czerwoną pelerynkę i dzięki temu mocno nie zmokła (podczas mojej nieobecności Meteor schował się z nią pod drzewami). W połowie drogi wyszło słońce i można było się rozebrać. 

Przed dworcem mała stroiła głupie miny, więc tylko jedno zdjęcie, na którym - jakbym moją babcię widziała. Ten sam grymas ust, gdy coś babci nie pasowało. :)

Potem na peronie już per pedes i tańczenie w kółko pod dyktando małej. Jesteśmy straszni. Trzy dorosłe osoby i dziecko. Najzabawniej jest, gdy ona chce stać, a nam każe łapać się za ręce i tańczyć w  koło. No komedia. :)

Powrót bez małej dookoła przez cmentarz, żeby było dłużej i przyjemniej.


  • DST 3.14km
  • Czas 00:11
  • VAVG 17.13km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

No notariusza w sprawach kluskowych

Środa, 8 lipca 2015 · dodano: 09.07.2015 | Komentarze 2

Jazda typowa po mieście. Spinamy rowery i idę za Tomim, który pewnie wchodzi przez drzwi od budynku. Schody jakieś inne, ale za nim idę. Kancelaria adwokacka. Kurczę, miała być notarialna. W końcu mi pingnęło - to nie tu, Tomi, gdzie Ty mnie prowadzisz? Tomi uparcie twierdzi, że idzie za mną. Dooobraaa. No to teraz naprawdę pójdziesz za mną. wyszliśmy i poszliśmy kilkanaście metrów dalej do właściwych drzwi. 
Dokument podpisany, co prawda zapomnieliśmy aktu urodzenia małej, ale już kiedyś papier ten pokazywaliśmy, był zastępca, więc jakoś nam to przyjęli i przypieczątkowali. Następne oświadczenie zimą.

  • DST 5.30km
  • Czas 00:24
  • VAVG 13.25km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Zusu

Poniedziałek, 6 lipca 2015 · dodano: 06.07.2015 | Komentarze 4

Nie załatwia się niczego w poniedziałek. Co prawda Zus i fotki budynku na rogu Chopina z Chopina (kiedyś Szopena, naprawdę była tabliczka, ale ktoś świsnął, do tej pory żałuję, że nie ja) zrobione. Budynek grozi zawaleniem i najprawdopodobniej idzie do rozbiórki. Szkoda, bo ładnie zamyka pierzeję ulicy. Na jego miejscu postawią jakąś mieszkaniówkę bez stylu i do widzenia.

A potem mi się pod Dekadą zaciął zamek w testowanym ulocku. Chyba od tego upału (zagrzał się i nie chciał otworzyć). Myślałam, że się skończy na piłowaniu, ale po chwili szarpania się udało. Potem przed Rossmannem już na wszelki wypadek roweru nie zapinałam, tylko postawiłam w kącie, może nikt nie przygarnie. Za to wcześniej całą drogę coś mi się kolebotało o koło. Myślałam, że nóżka zahacza o szprychy (rzeczywiście trochę się ruszała), dokręciłam - nic z tego nadal coś wali o szprychy. Dopiero prawie pod domem odkryłam,że odczepił się odblask na kole i jedną częścią walił o koło od środka. No super.

A w Dekadzie nic nie kupiłam, bo jeansowe dzwony okazały się elastyczne i nie-biodrówki. Niech spadają z podróbkami jeansu.



  • DST 5.09km
  • Czas 00:22
  • VAVG 13.88km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Jordanka po Meteora i Klu, a potem razem na koncert w parku

Niedziela, 28 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 2

Plan był taki: Meteor z Kluską jadą do parku na plac zabaw, a ja dołączam do nich o 16tej, by posluchać koncertu muzyki symfonicznej "Smyczki - filmowo". Racja, były nawet tematy z kreskówek, to przy nich Kluska zaczęła tańczyć. Ale od początku. O 15.45 czytam sms, że są w Jordanku. WTF? Mieli być w parku! Co jest? Po otrzymaniu sensownego wytłumaczenia ruszyłam do Jordanka, zajrzawszy przez płot w parku, czy nie zaczyna się koncert. A i owszem, ludzie się zbierali (była opcja przeniesienia do Resursy w razie złej pogody). W Jordanku znalazłam ich rower, ale ani widu właścicieli. Dopiero po dłuższej chwili ich wypatrzyłam. Jorgnęłam się, dlaczego. Ludzie ich zasłaniali. Ostatnio moja fobia społeczna przejawia się wesoło, mój mózg działa jak adblock, dużo-ludzi, nie widzę nikogo, tylko zjawy. Dopiero z bardzo bliska ich zauważam, najczęściej dopiero wówczas, gdy się odezwą.



Kluskę z lekkim rykiem zapakowaliśmy wespół w fotelik i już bez ryku pognaliśmy do parku. Potem jeszcze chwila przy karmieniu kaczek (dziecko które karmi musi karmić, inaczej jest nieszczęśliwe) i siup pod amfiteatr. Tam umieściliśmy się na murku granicznym przy krzaczkach i wydeptanej uprzednio ścieżce. Dzięki temu mogliśmy zeskakiwać do rowerów po jadło i napitek. Pierwszych utworów Kluska słuchała jak zaczarowana, w międzyczasie przesiadła się od nas staruchów do dwóch dziewczynek, a potem nogi sobie przypomniały, że lubią biegać. Powiedzieliśmy jej, że może tańczyć, to tańczyła, a my z nią, bo nam kazała. Tylko jakaś pani była niezadowolona, że jej sandałki Kluski stukają za plecami, to poszliśmy klapać dwa metry dalej.


A na koniec pani dyrygent (Milenna Kamińska) zrobiła sobie z całą publicznością selfie. No a ja nie wiem, gdzie ono jest, buuu!

Po koncercie Kluska wbiła na scenę, zainteresowała się spinaczami do bielizny, których używali muzycy, żeby im kartki z nutami nie fruwały, ale jej wytłumaczyliśmy, że to są cudze spinacze i że nie można ich brać. Może by była awantura, ale na szczęście Kluska odkryła schody i biegała po nich z godzinę. Dołączył do niej chłopiec w podobnym wieku, ale nie chciała się z nim bawić i chłopiec był trochę zdziwiony (jej niemówieniem i niechęcią do wspólnej zabawy) i zmartwiony, bo musiał bawić się sam. Na dodatek naśladując Kluskę kilka razy się wywrócił i rozbił sobie do krwi kolano. Ups.

p.s. Mam nowe hobby. Bawię się kolejką elektryczną, niestety dziecko miewa inne koncepcje ustawienia torów i wiaduktów i chyba muszę kupić jeszcze więcej torów, wagonów i lokomotyw. Zwłaszcza komplet ze zwrotnicami. ;)







  • DST 5.46km
  • Czas 00:22
  • VAVG 14.89km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Sprawdzanie czy da się Weehoo po torach

Poniedziałek, 15 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 0

No dało się, zygzakiem i z pomocą, więc następnego dnia wyprawa z dzieckiem. W drodze powrotnej spotkaliśmy Werronę z córeczką. :)

  • DST 4.98km
  • Czas 00:17
  • VAVG 17.58km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Zusu

Czwartek, 11 czerwca 2015 · dodano: 12.06.2015 | Komentarze 6

Przez ksero. Pod ksero kręcą film o Eugeniuszu Bodo, a raczej na przeciwko za parkiem, przy urzędzie miejskim.

  • DST 26.23km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 16.57km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Weehoo we am. Nam niam u wujka dziadka i cioci.

Wtorek, 9 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 11

Ubogie kręgi rodzinne wymagają odwiedzenia raz na jakiś czas. Wpadalibyśmy częściej, ale jakoś tak albo pogoda nie taka, albo ktoś ma co innego w tym terminie, albo albo. No ale w czerwcu musowo trza się z wujkiem i ciocią zobaczyć. I podeżreć im coś z lodówki ;)

Pora wczesna, więc Klu nie zapowiadała się na żrącą, ale po zjedzeniu czekoladki i ciasta naszedł ją apetyt na dania obiadowe, czyli zupę koperkową (a la żurek) z klopsikami i białą kaszę gryczaną z kurczakiem. Same zdrowe rzeczy, bo ciocia Ninka tak jak ja ma chory żołądek i każde mniej zdrowe jedzenie jej bardzo szkodzi i dość szybko kładzie do łóżka. Dlatego wiem, że cokolwiek Ciocia Ninka ugotuje, może nie będzie mi smakować, ale na pewno nic mnie po tym nie rozboli, żadnych rewolucji czy innych niepowołanych reakcji. A tu się okazało, że było przepyszne! Okazuje się, że można lubić białą kasze gryczaną nie lubiąc ciemnej. Nigdy białej nie jadłam, zostałam siłą nakarmiona przez Kluskę (na równi z klopsikami, których nie lubię, a te też mi smakowały). No naprawdę się obie najadłyśmy. Może to te czekoladki przed obiadem ;)

Potem długie zabawy dużą czerwoną piłką, koralikami na sznurkach przy wejściu i konewką. Kluska zużyła chyba całą wodę i utopiła wszystkie rośliny doniczkowe. I trochę cioci podeptała rabatki, za bardzo wujek małą zachęcał, by na nią wlazła ;)

Szałem była huśtawka na tarasie na piętrze, prawie tak fajnie jak w hamaku. Obmacano też kilka urządzeń elektronicznych. Kot z sąsiedztwa zawczasu dał nura w krzaki i się nie pokazał. Może się bał, że zostanie zjedzony?

Początek powrotu na syrence, bo się okazało, że w ogóle trzeba wracać, a poza tym piłka zostaje o cioci i wujka. Allllleeeeeeee maaaaaamoooo. W końcu Klu dostała kwiatek koniczyny i się dałą nieco udobruchać wafelkami. A potem odleciała i usnęła. Trochę walczyliśmy z jej majtającą się głową, ale jakoś się udało przy pomocy dwóch kocyków i nawet zrobiliśmy dłuższą pętelkę, by dłużej pospała. Stąd dystans o kilka km dłuższy niż zakładany. W pewnym momencie kask poleciał do sakwy, za bardzo się małej glowa majtała na boki i baliśmy się, że sobie uszkodzi szyję.

Ja zaś przywiozłam wiecheć jaśminu na bagażniku, by go w domu ususzyć i zrobić herbatę. :)

Na klatce schodowej kolejna mikroawantura, bo tatuś ŚMIAŁ wnosić swój rower przed Weehoo, a doczepka została w przedsionku. Na szczęście z góry przyszła babcia, bo już prawie Meteor musiał porzucić swój rower, bo byśmy chyba nie weszli na górę. Dziecię tak pokochało "piąte koło u wozu", że płacze, gdy ją pakujemy do zwykłego fotelika rowerowego.

Do abordażu!














  • DST 16.43km
  • Teren 8.50km
  • Czas 01:05
  • VAVG 15.17km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do lasu na 3/4 dnia z Klu i Meteorem

Niedziela, 7 czerwca 2015 · dodano: 07.06.2015 | Komentarze 9

Miała być standardowa wycieczka przedpołudniowa, ale dziecię nie wykazywało senności w żadnym stopniu, to po małej turze ze zbożówką podjęliśmy decyzję zostania w lesie, dopóki temperatura otoczenia nie zrobi się możliwa do wytrzymania w bloku. Czyli do wieczora. Meteor odpiął pałąk i pojechał po prowiant i kawę mrożoną, a ja zostałam z Klu w hamaku. W miarę spokojny czas sam na sam umożliwił mój telefon, wyżebrany na oczy ze Shreka. Po jakimś czasie musiałam hamak przepiąć, tak ze dwa razy, bo goniły nas plamy słońca. W końcu telefon się rozładował, wrócił Meteor i dopiero się zaczęło. Uważam, że Kluska powinna zostać piłkarzem. Ona tak kopie piłkę do nogi, no wręcz profesjonalnie. Pele-Kluska!

Z Kluską jest tak, że nawet jak się z nią siedzi w hamaku, to się nie odpoczywa. Bo ona cały czas wychodzi lub wchodzi, to wskakuje, to każe sp... znaczy wygania nas i każe zamknąć jak w kokonie i szaleje poruszając się wzdłuż od końca do końca - i wystawia głowę. Albo trzeba ją bujać. Albo nie można minuty w hamaku posiedzieć, bo nas wyciąga na bieganie za piłką, bieganie zwykłe lub tańczenie. Z nią to ja nie utyję, nie w najbliższym dziesięcioleciu. ;)

A wieczorem krokodylek i foczki miały popijawę na osiem kielonków! Laaaa laaa la la la la la. Laaaaa laa laa la la la la.











  • DST 13.74km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:45
  • VAVG 18.32km/h
  • Sprzęt Pradziadek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Wiskitek po kesza (FTF!)

Wtorek, 2 czerwca 2015 · dodano: 02.06.2015 | Komentarze 4

Szybka piłka z okazji rozwiązania Quizu przez Meteora. Na miejscu spotkaliśmy Werronę, która jednak przyjechała samochodem po nas. Jak widać czasem rower bywa szybszy ;)