Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lavinka z miasteczka Żyrardów. Mam przejechane 49807.70 kilometrów w tym 8374.46 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Inne linki

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lavinka.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 54.15km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:14
  • VAVG 12.79km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa w Beskid Niski - dzień szósty

Wtorek, 4 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 4

Dziś miało być lepiej. Dużo chmur, dużo zabytków do odwiedzenia, nocleg w ulubionej bazie Tomiego, w Regetowie(zwanym Regietowem). W historii dzień ten zapisał się jako cerkiewno-awaryjny. Początkowo nic nie zapowiadało nieszczęścia. Długie śniadanie i małe opóźnienie na starcie(trza się było znów przez krzaki przebić do drogi).
Pierwszy raz dętka strzeliła po zwiedzeniu cmentarza. Cmentarza na którym pochowano m.in. Josifa z Bazin(mam zdjęcie, jak zgram to zapodam). Chyba coś zbezcześciliśmy, bo od tego momentu było ciągle nie-tak. Wymiana dętki poszła sprawnie.


Pognaliśmy do cerkwi... i tuż po jej zwiedzeniu dętka poszła drugi raz. Okazało się,że to nie wina dętki ale przetartej opony. A najbliższy serwis może za 100km. Nie da rady, trzeba improwizować. Wymiana dętki po raz drugi i zaklejenie opony taśmą. Prowizorka wieczna? Niekoniecznie.
Byliśmy sporo w plecy z czasem, więc skróciliśmy trasę i pognaliśmy terenowym skrótem. Po kolejnej przeprawie przez rzeczkę okazało się,że mój bagażnik obciera o oponę. Trochę go odgięłam i pojechałam dalej, ale kilkaset metrów dalej okazało się,ze znów obciera. Coś jest nie tak. Po dokładnych oględzinach okazało się,że bagażnik z jednej strony po prostu się odkręcił. Śrubka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Na szczęście w bagażniku była jakaś zapasowa. Z niemałym trudem doprowadziliśmy bagażnik do stanu używalności i pojechaliśmy dalej. Było już późne popołudnie, gdy pod koniec gruntówki dętka Tomiego strzeliła po raz trzeci. Skończyły się dętki, trzeba było załatać. Na załatanej dętce nie przejechał Tomi zbyt długo. Byliśmy 5km przed
regetowem gdy dętka po prostu wybuchła. Opona przetarła się w kolejnym miejscu. Tym razem sprawa była poważna a nasza wyprawa wisiała na włosku. Nie wiem dlaczego,ale z pół godzinę wcześniej odmówiłam zdrowaśkę w intencji. Czasem tak robię, jak jest pod górkę. Okazało się,że moment wybuchu dętki był idealny. Bo to było tuż za ośrodkiem, który wypożyczał rowery. Co prawda nie mieli zapasowych opon i początkowo nie chcieli nawet pokazać rowerów, ale gdy Tomi łatał dętkę podjechał właściciel ośrodka i świat stał się piękniejszy. Udało się kupić prawie_nową oponę z nieużywanego prawie, acz mocno starego rowerka. Mogliśmy jechać dalej i dokończyć wyprawę. Ale do Regetowa jechaliśmy zupełnie po ciemku, na dodatek na horyzoncie majaczyła burza. Do bazy dotarliśmy tuż przed 22. Tomi rozbił namiot, zjedliśmy też małe-co-nie-co i poszliśmy spać. Chyba wtedy przewiało mi nerki, bo od tej pory często ganiałam do kibelka. Ale nie za często.
Było fajne ognisko, niestety blip nie doszedł. Zdjęcia zapodam jak zgram.

A baza w Regetowie wygląda tak:


Dokładna trasa: Ropianka - Olchowiec - Polany - Krempna - Kotań - Świątkowa Mała - Świątkowa Wielka - Nieznajowa - Czarna - Jasionka - Krywa - Gładyszów - Smerekowiec - Regetów Wyżny

Na liczniku:2977.

  • DST 46.47km
  • Teren 5.50km
  • Czas 03:27
  • VAVG 13.47km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa w Beskid Niski - dzień piąty

Poniedziałek, 3 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Dziś miało być lajtowo. Ale nie było. Bo było gorąco. Poranek od śniadania do mycia rowerów dnia poprzedniego. Woda w strumieniu nawet nie bardzo zimna.

Trasa w miarę przyjemna tylko na początku zgubiłam spodnie, co je suszyłam z tyłu na sakwach. Na szczęście zorientowałam się w miarę szybko i Tomi je znalazł 700metrów wstecz. Czerwone były, to łatwo je było znaleźć. Postanowiłam więcej nie suszyć prania z tyłu ;)

Potem była burza i szok termiczny, nagle zrobiło się dużo chłodniej. Na gazie Tomi przygrzał herbatę i było dobrze. Schroniliśmy się w wiacie robotników, co przerabiają drewno na węgiel drzewny(do grilla?). Chmura przyszła i wyszła. Znowu gorąco.



Do Chatki Maluch w Ropiance rowery trzeba było pchać przez krzaki i trochę w błocku. Ale bardzo małym zważywszy dzień poprzedni. Za to u gospodarza kupiliśmy mleko prosto od krowy. Mniam. Nareszcie mleko! A jak mleko, to zimna czekolada :)
Mieliśmy jeszcze zrobić gluta na naturalnym palniku z gazem,ale pod wieczór ze zmęczenia zrobiliśmy się senni i poszliśmy spać. Nocleg też w chatce, pokój z widokiem na drogę do kibelka ;) Kupiliśmy pamiątkowe koszulki.

Dokładna trasa: Polany Surowiczne - Wola Niżna - Posada Jaśliska - Jaśliska - Daliowa - Tylawa - Mszana - Chyrowa - Ropianka

Licznik:2923km


  • DST 61.88km
  • Teren 7.50km
  • Czas 05:01
  • VAVG 12.33km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa w Beskid Niski - dzień czwarty

Niedziela, 2 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Niedziela. Dzień festynów i wyjazdów za-miasto. A my na rowerach rozpuszczamy się z wywieszonym ozorem w upale. Z gorąca prawie nic nie pamiętam, no może poza tym że drzemałam na jakimś boisku sportowym. Ale to wszystko było nic, największe atrakcje szykowały się na wieczór. Planowaliśmy nocować w chatce lub pod chatką Elektryków w Polanach Surowicznych.... niestety sporą część trasy rozjeździły samochody terenowe i motocykle... kilka z nich minęło nas po drodze.... błoto miejscami po pas, a w najpłytszych miejscach po kostki. A my z rowerami i sakwami. Kilka razy utknęłam. Na szczęście Tomi jakoś przeniósł mi rower na kilku najtrudniejszych odcinkach a ja zdołałam się wydostać z błotnej pułapki. Podobno byłam dzielna ;)
W chatce na końcu błota i 8 przeprawach przez strumień(w sumie dobrze, błoto zeszło z sandałów) spotkaliśmy sporo ludzi, na szczęście większość w namiotach dzięki czemu trafił się nam pokoik na strychu :)
Zjedliśmy też kolację w ludzkich warunkach, zmywaliśmy przy latarce i tylko raz wpadłam do "kanalizacji" po myciu zębów.

Dokładna trasa:Siemiuszowa - Tyrawa Solna - Mrzygłód - Trepcza - Srogów Dolny - Jurowce - Strachocina - Bażanówka - Długie - Zarszyn - Odrzechowa - Pastwiska - Rudawka Rymanowska - Puławy Dolne - Wernejówka - Polany Surowiczne

Licznik 2876km

  • DST 53.56km
  • Teren 11.00km
  • Czas 04:10
  • VAVG 12.85km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa w Beskid Niski - dzień trzeci

Sobota, 1 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 3

Ciągle jedziemy po Pogórzach, na zmianę Przemyskim i Dynowskim. Ten dzień jest jeszcze gorętszy od poprzendniego, mimo że wiele razy przeprawiamy się przez San i to na wiele sposobów. 2 x promem, raz łódką (2 rowery na stojąco, nas dwoje i pan przeprawiacz) a także zardzewiałymi mostkami-kładkami. Na niektórych bujało i skrzypiało inne tylko skrzypiały ;) Ziejemy, tak gorąco....

Po drodze cerkwie i chaty. Piękne widoki.
Cerkiew na górce w Uluczu

Był też mały schron/bunkier po drodze,ale mały, wręcz nieistotny statystycznie :)

Nocleg u babci na łące, bo wszelkie cywilizowane miejsca namiotowe zajęte przez imprezową młodzież. Strasznie zimna noc.

Dokładna trasa(za Tomim): pole biwakowe Niezapominajka (Tomi ciągle ją nazywał Stokrotka) - Dąbrówka Starzeńska - Nozdrzec - Wara - Jabłonica Ruska - Temeszów - Witryłów - Ulucz - Dobra Szlachecka - Hłomcza - Mrzygłód - Tyrawa Solna - Siemuszowa

Licznik:2814km

  • DST 49.40km
  • Teren 12.50km
  • Czas 03:39
  • VAVG 13.53km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa w Beskid Niski - dzień drugi

Piątek, 31 lipca 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Tym razem rowerowanie na całego. Nadal jest gorąco. Na śniadanie kaszka z musli na wodzie zamiast mleka. Potem łażenie po forcie Prałkowce i omijanie turystów. Zdążyliśmy spakowaćnamiot i sakwy zanim dotarli do naszej jadalni i sypialni(dwa bardzo duże pomieszczenia z widokiem na las).
Gwoździem programu miał być zamek w Krasiczynie i wiszący most. Okazał się nim jednak bardzo długi i stromy podjazd w przeraźliwym słońcu. Zastosowałam metodę: 50 metrów do przodu i odpoczynek 30s-1 minuta(czytaj:łapanie oddechu i powstrzymywanie pikawy serca, o dziwo kolana radziły sobie znakomicie, tylko płuca miałam za małe ;) ).I tak ze 2 kilometry. Przeżyłam, znaczy można jechać dalej. Zjazd z górki był o tyle fajny,że nie chcąc przekroczyć 45km/h spowodowałam mały korek. Droga wiła się i kręciła, jechałam za szybko by dać się wyprzedzić ciężarówce z tyłu i nie wpaść w krzaki na poboczu.To jechałam 40 i 4 a za mną dwie ciężarówki i sznur samochodów osobowych :)
W ogóle musiałam ciekawie wyglądać na tym podjeździe, bo co róż jakaś ciężarówka na mnie trąbiła z naprzeciwka.Widać nieczęsto widują dziewczyny w chustkach na głowie i kolorowych turystycznych wdziankach, do tego na rowerze z sakwami ;)
Trasa od cerkwi do cerkwi, wieczorem jeszcze zahaczyliśmy o most na Sanie i zmoczyliśmy przegrzane nóżki.
Dokładnie (za Tomim): fort Prałkowce - Krasiczyn - Korytniki - Krzywcza - Babice - Bachów - Iskań - Tarnawka - Pątkowa Ruska - pole biwakowe Niezapominajka

Cerkiew w Piątkowej:


Na liczniku 2761

  • DST 18.35km
  • Teren 13.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 8.67km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa w Beskid Niski - dzień pierwszy

Czwartek, 30 lipca 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Zanim dojechaliśmy do celu naszej podróży postanowiliśmy zacząć od fragmentarycznego zwiedzenia Twierdzy Przemyśl. Ale od początku.

Skoro świt dotarłam do Warszawy Zachodniej, ponad godzinę przed odjazdem pociągu. Zbieg okoliczności i spóźnionej SKMki, która wjechała na Śródmieście akurat wtedy gdy weszłam na peron. Dziwne, zważywszy na to,że zazwyczaj docieram w ostatniej chwili i w histerycznym tempie ładuję się do pociągu.
Tomi podjechał później i razem wbiliśmy się do pociągu, rowerki zostawiwszy w przedziale rowerowych widmo (miało nie być żadnego a okazało się,że jest półtora). Oczywiście nie-tym-co-trzeba. W Lublinie trzeba było rowerki przetransportować do drugiego wagonu rowerowego, a właściwie części wagonu. Na szczęście się zmieściliśmy :)

Było potwornie gorąco od 11tej mniej więcej. O 14 w Przemyślu okazało się,że na zewnątrz jest równie gorąco jak w pociągu, a nawet bardziej. Pojechaliśmy więc na starówkę na mrożoną kawę. Tym razem Przemyśl był mocno przejazdowy, trzeba się będzie tam wybrać kiedyś poza sezonem :)

Potem pojechaliśmy na pobliski fort przerobiony na park i punkt widokowy z Tatarem w tle ;) Niestety gorąc dopiekł mi bardzo i parę razy musiałam ostynąć leżąc na trawie. Z czasem zrobiło sie chłodniej, zwłaszcza że następne zwiedzane przez nas fortyfikacje były położone w lesie. Tamteż zgubiłam okulary przeciwsłoneczne(podczas wymiany bakterii do aparatu). Okulary żadne, ale potem by się nie raz przydały.

Nocowaliśmy namiotowo w ruinach koszar fortu Prałkowce (pod dachem), a wcześniej zwiedzaliśmy Fort Helicha. Wieczerza z ogniska wzięta. Źle spałam z powodu jednego małego zwierzątka grasującego wokół namiotu.

Dokładna Trasa (za Tomim): Przemyśl i forty Twierzy Przemyśl - Fort XVI "Zniesienie", Bateria "Kruhel", Fort VI "Helicha", Fort VII "Prałkowce"

Na liczkiku dziejów Dziuńka 2711km

  • DST 7.86km
  • Czas 00:38
  • VAVG 12.41km/h
  • VMAX 22.00km/h
  • Sprzęt Bauhaus
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wstyd wrzucić na bajktatsy

Wtorek, 28 lipca 2009 · dodano: 28.07.2009 | Komentarze 4

Ale nie moja wina,że się najpierw śpieszyłam i podjechałam do pl.Wilsona metrem, a potem była burza (bo jak lavinka idzie na rower to musi być burza) i musiałam zwiewać do domu. Nawet nie miałam niczego z kapturem, przez co woda wlewała mi się do oczu i musiałam największą zlewę przeczekać pod wiatą przystankową. 15 minut. Potem już tylko kropiło a dalej tylko z drzew. Praktycznie sucha, ale niestety z koszmarną fryzurą( od wilgoci prostują mi się włosy) dotarłam do domku i zaczytałam się w książce podróżniczej. Ciśnienie padło na pysk a ja wraz z nim. Więcej roweru dziś nie będzie... ale przynajmniej bilety kupione :)

Na liczniku Bauhausa 389km i więcej chwilowo nie będzie bo z Dziuńkiem wyjeżdżamy w góry. Trza przewietrzyć góralka :)

  • DST 73.77km
  • Teren 11.50km
  • Czas 05:16
  • VAVG 14.01km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gorąca wycieczka od Mrozów

Niedziela, 26 lipca 2009 · dodano: 26.07.2009 | Komentarze 10

Ano pojechaliśmy z Tomim i Magdą pociągiem w okolicę Siedlec. Ale wysiedliśmy wcześniej, w Mrozach, gdzie wcale nie było mrozów. Dziwna miejscowość. Niby jest, a nie ma. Potem był Kałuszyn bez kałuż, Wity bez witania, Dalbogi bezbożne. Nie cierpieliśmy w Cierpiętach, nie było metra na Wierzbnie, w Krypach nie było ani jednej łodzi. Co za dzień.

W Liwie nie spotkaliśmy Liv Taylor tylko burza grzmiała na horyzoncie złowrogo.
Na całe szczęście w Grodzisku było Grodzisko. Ale nie było go za bardzo widać. Po drodze spotkaliśmy dym i ogień na polu. ToMi zdzwonił po straż pożarną,ale chyba nie przyjechali. Ale tak naprawdę to nie wiadomo.
Nie oszczegało nas Oszczerze, nie prosili w Proszewie nie skopali w Kopciach ;)
Za to w Suchej był skansen, którego nie było widać. Na początku. Potem już było.
Wracaliśmy pociągiem z Kotunia po uprzednim zjedzeniu tego i owego na ławce. Apdejt: Dla odmiany w Kotuniu Kot był.

Dokładna trasa u wujka Tomiego

Moje zdjęcia się wgrywają do TEGO katalogu.

Na liczniku Dziuńka 2692km.

p.s.Opracowaliśmy metodę spinania 3 rowerów z sakwami małym u-lockiem ;)

  • DST 20.33km
  • Teren 0.50km
  • Czas 01:40
  • VAVG 12.20km/h
  • VMAX 21.00km/h
  • Sprzęt Bauhaus
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa po obiad i co z tego wynikło.

Piątek, 24 lipca 2009 · dodano: 24.07.2009 | Komentarze 11

Ano przyjechałam za późno i zamiast obiadu były frytki i sprajt z lodem, cytrynkę i jakimś zielskiem (a potem w domu pizza hawajska) ;)
Metrem do Polibudy, potem Polną do pl.Politechniki, Noakowskiego, Koszykowa, Pl. Konstytucji, Pl.Zbawiciela. ToMi z rowerem z serwisu. Pole Mokotowskie pół i drugie pół. Oglądanie map i takie tam. Dalej w kierunku dworca Zachodniego po bilety na jutrzejszą wycieczkę i tu w jednej kasie kolejka a w drugiej nie sprzedająna osobowe. Grejt. Dobrze,że choć pogoda dopisuje i można jechać ścieżką rowerową wzdłuż Prymasa Tysiąclecia i objazdem przy rozbudowie trasy. Dało radę. Zapomniałam aparatu więc jest tylko zdjęcie koparki z terenowej części objazdu budowy, bo ścieżki rowerowej chwilowo nie ma ;) Tomi od Zachodniego podążył w stronę Żyrardowa.


Na liczniku Bauhaua od zakupu - 281km. Ale jeździ mi ta Holenderka, ale się ludzie gapią jak pruję 21km/h tym kaszlakiem ;)))

  • DST 34.13km
  • Teren 16.00km
  • Czas 02:41
  • VAVG 12.72km/h
  • VMAX 22.00km/h
  • Sprzęt Dziuniek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przejażdżka treningowa i nie tylko

Wtorek, 21 lipca 2009 · dodano: 22.07.2009 | Komentarze 4

Kilometr po Warszawie i poszukiwanie wolnego/działającego bankomatu, znaleziony dopiero na dworcu i obrany kierunek zachodni.

Dalej wydmy(ternowanie podjazdów przed górami), dużo piachu i korzeni w Międzyborowie, potem mnóstwo bud. Stare i Nowe Budy.
Tomi się tylko po drodze zaplątał ;)


Pod Lasem Radziejewskim koparka z graffiti. Do Żyrardowa przez Korytów. Z Żyrka dnia następnego 2 km na dworzec i z niecały kilometr z dworca do metra i z metra do domu(Centrum >>> Wawrzyszew).

Wgrałam zdjęcia, lepiej później niż wcale ;) MIĘDZYBORÓW I OKOLICA

2618km na liczniku Dziuńka