Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2025, Grudzień5 - 1
- 2025, Listopad4 - 12
- 2025, Październik3 - 7
- 2025, Wrzesień6 - 14
- 2025, Sierpień11 - 39
- 2025, Lipiec7 - 18
- 2025, Czerwiec2 - 8
- 2025, Maj2 - 2
- 2025, Marzec2 - 1
- 2024, Wrzesień2 - 5
- 2024, Sierpień2 - 5
- 2024, Lipiec1 - 0
- 2024, Czerwiec1 - 0
- 2024, Maj3 - 5
- 2024, Marzec3 - 6
- 2024, Luty1 - 0
- 2024, Styczeń1 - 3
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Sierpień3 - 0
- 2023, Lipiec1 - 0
- 2023, Czerwiec1 - 0
- 2023, Maj4 - 0
- 2023, Kwiecień6 - 0
- 2023, Marzec2 - 0
- 2023, Luty2 - 0
- 2023, Styczeń6 - 1
- 2022, Grudzień3 - 2
- 2022, Listopad7 - 10
- 2022, Październik16 - 2
- 2022, Wrzesień7 - 3
- 2022, Sierpień14 - 10
- 2022, Lipiec13 - 17
- 2022, Czerwiec16 - 7
- 2022, Maj14 - 0
- 2022, Kwiecień9 - 5
- 2022, Marzec13 - 11
- 2022, Luty9 - 3
- 2022, Styczeń12 - 4
- 2021, Grudzień7 - 0
- 2021, Listopad16 - 0
- 2021, Październik23 - 21
- 2021, Wrzesień15 - 16
- 2021, Sierpień16 - 13
- 2021, Lipiec20 - 6
- 2021, Czerwiec21 - 14
- 2021, Maj19 - 21
- 2021, Kwiecień19 - 10
- 2021, Marzec16 - 29
- 2021, Luty4 - 1
- 2021, Styczeń1 - 0
- 2020, Grudzień6 - 12
- 2020, Listopad9 - 24
- 2020, Październik14 - 18
- 2020, Wrzesień13 - 26
- 2020, Sierpień15 - 35
- 2020, Lipiec23 - 18
- 2020, Czerwiec18 - 16
- 2020, Maj17 - 28
- 2020, Kwiecień22 - 101
- 2020, Marzec27 - 52
- 2020, Luty20 - 27
- 2020, Styczeń22 - 7
- 2019, Grudzień18 - 23
- 2019, Listopad21 - 33
- 2019, Październik28 - 26
- 2019, Wrzesień20 - 34
- 2019, Sierpień10 - 35
- 2019, Lipiec17 - 32
- 2019, Czerwiec8 - 3
- 2019, Maj10 - 17
- 2019, Kwiecień12 - 27
- 2019, Marzec5 - 29
- 2019, Styczeń1 - 4
- 2018, Grudzień1 - 7
- 2018, Październik14 - 29
- 2018, Wrzesień30 - 52
- 2018, Sierpień12 - 14
- 2018, Lipiec14 - 56
- 2018, Czerwiec24 - 24
- 2018, Maj30 - 66
- 2018, Kwiecień31 - 98
- 2018, Marzec23 - 57
- 2018, Luty27 - 56
- 2018, Styczeń18 - 36
- 2017, Grudzień26 - 62
- 2017, Listopad15 - 30
- 2017, Październik31 - 60
- 2017, Wrzesień30 - 89
- 2017, Sierpień18 - 64
- 2017, Lipiec15 - 36
- 2017, Czerwiec26 - 80
- 2017, Maj29 - 112
- 2017, Kwiecień21 - 47
- 2017, Marzec28 - 98
- 2017, Luty24 - 31
- 2017, Styczeń14 - 40
- 2016, Grudzień22 - 92
- 2016, Listopad19 - 64
- 2016, Październik24 - 55
- 2016, Wrzesień27 - 68
- 2016, Sierpień18 - 63
- 2016, Lipiec17 - 58
- 2016, Czerwiec8 - 22
- 2016, Maj24 - 82
- 2016, Kwiecień18 - 42
- 2016, Marzec20 - 66
- 2016, Luty5 - 3
- 2016, Styczeń8 - 26
- 2015, Grudzień8 - 45
- 2015, Listopad15 - 41
- 2015, Październik15 - 71
- 2015, Wrzesień15 - 67
- 2015, Sierpień11 - 41
- 2015, Lipiec15 - 72
- 2015, Czerwiec12 - 67
- 2015, Maj19 - 154
- 2015, Kwiecień9 - 37
- 2015, Marzec9 - 67
- 2015, Luty5 - 28
- 2015, Styczeń3 - 27
- 2014, Grudzień6 - 80
- 2014, Listopad15 - 50
- 2014, Październik19 - 193
- 2014, Wrzesień23 - 87
- 2014, Sierpień28 - 17
- 2014, Lipiec32 - 81
- 2014, Czerwiec30 - 77
- 2014, Maj32 - 140
- 2014, Kwiecień31 - 123
- 2014, Marzec31 - 214
- 2014, Luty28 - 296
- 2014, Styczeń31 - 234
- 2013, Grudzień8 - 53
- 2013, Listopad8 - 114
- 2013, Październik12 - 81
- 2013, Wrzesień11 - 40
- 2013, Sierpień17 - 53
- 2013, Lipiec5 - 11
- 2013, Czerwiec6 - 19
- 2013, Maj11 - 45
- 2013, Kwiecień2 - 4
- 2013, Marzec3 - 30
- 2013, Luty2 - 24
- 2012, Kwiecień3 - 15
- 2012, Marzec1 - 5
- 2011, Listopad6 - 31
- 2011, Październik11 - 24
- 2011, Wrzesień13 - 43
- 2011, Sierpień7 - 3
- 2011, Lipiec12 - 22
- 2011, Czerwiec10 - 8
- 2011, Maj7 - 23
- 2011, Kwiecień12 - 27
- 2011, Marzec4 - 7
- 2010, Listopad3 - 20
- 2010, Październik11 - 32
- 2010, Wrzesień9 - 10
- 2010, Sierpień15 - 58
- 2010, Lipiec16 - 27
- 2010, Czerwiec10 - 41
- 2010, Maj13 - 56
- 2010, Kwiecień9 - 39
- 2010, Luty1 - 4
- 2009, Grudzień2 - 9
- 2009, Listopad10 - 31
- 2009, Październik13 - 68
- 2009, Wrzesień13 - 50
- 2009, Sierpień14 - 42
- 2009, Lipiec14 - 53
- 2009, Czerwiec5 - 32
- 2009, Maj9 - 49
- 2009, Kwiecień12 - 47
- 2009, Marzec2 - 10
- 2009, Luty1 - 8
- 2008, Grudzień1 - 10
- 2008, Listopad1 - 5
- 2008, Październik5 - 4
- 2008, Wrzesień3 - 4
- 2008, Sierpień11 - 7
- 2008, Lipiec7 - 12
- 2008, Czerwiec10 - 20
- 2008, Maj7 - 2
- 2008, Kwiecień2 - 0
- 2007, Sierpień8 - 4
- 2007, Czerwiec1 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
Dalsze wycieczki po klopoty
| Dystans całkowity: | 27267.96 km (w terenie 5416.48 km; 19.86%) |
| Czas w ruchu: | 1752:09 |
| Średnia prędkość: | 15.56 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 41.70 km/h |
| Suma kalorii: | 56985 kcal |
| Liczba aktywności: | 639 |
| Średnio na aktywność: | 42.67 km i 2h 44m |
| Więcej statystyk | |
- DST 46.58km
- Teren 6.00km
- Czas 02:35
- VAVG 18.03km/h
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
293/365 Montaż multaka na Esełce
Niedziela, 7 grudnia 2014 · dodano: 07.12.2014 | Komentarze 6
To już kolejna wycieczka w to miejsce. Na poprzedniej nieco mnie wypizg... wyziębiło, dziś był mniejszy wiatr i cieplej, to nie marudziłam. Trochę mi palce zaczynały marznąć, ale je rozchodziłam na miejscu. Montaż finału, jednego etapu pośredniego i kolejne szukanie mobilniaka, którego Brym z Azymutem tak dobzre ukryli, że poprzednim razem nie znaleźliśmy. Kazałam Meteorowi poszukać telefonu do nich i po krótkich konsultacjach stwierdziliśmy, że skrzynka jednak jest. Szukaliśmy w tym miejscu, ale nie dość dokładnie.Mała rozwałka na kawę i kanapki na tymczasowo ułożonych starych oponach. Może kiedyś użyjemy je jako element keszomaskujący.
Powrót nieco inną trasą niż poprzednio, przez Międzyborów.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 2.81km
- Czas 00:10
- VAVG 16.86km/h
- VMAX 20.50km/h
- Kalorie 58kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
291/365 Miało być po Dęblinie
Sobota, 29 listopada 2014 · dodano: 29.11.2014 | Komentarze 2
To niesamowite, że dzień wcześniej Meteor uzgadniał z wErroną transport rowerow, a mnie powiedział dopiero z samego rana. Chyba liczył na to, że odmówię i nie pojadę. No i co jeszcze, ostatnio w Dęblinie cmentarz przegapiliśmy i chciałam go obejrzeć. A teraz najlepsza pora. I skrzynki z lokomotywowni trza było wynieść. Choć czułam, że daleko to ja nie zajadę.W drodze do Dęblina marzły mi stopy. Słabo. Ale co tam, zacznę łazić, to się rozgrzeją. Na krótkim postoju przy drewnianym kościółku w Dobieszynie miałam mały kryzys temperaturowy. Za zimno! W lokomotywowni w Dęblinie natknęliśmy się na właściciela, który dzięki Werronie pozwolił nam "pozwiedzać". Teren jakby ciut uporządkowany, wagon zniknął, krzaki częściowo wycięto, przed budynkiem deski i podkłady. Ciekawe czy remont? Niestety podczas zwiedzania palce od nóg zamarzły mi na kość. Najpierw przestałam je czuć, a potem przeciwnie, zaczęłam. Bardzo boleśnie. Przytupywanie nie pomagało. Werrona wymyśliła, że sobie ogrzeję stopy na przednim siedzeniu kierowcy, a Meteor dodał łapkę samogrzewkę chemiczną. Fajnie grzała, ale krótko niestety. Jednak wszystko razem przywróciło mi czucie w palcach.
Jednak wszystko wskazywało na to, że jazda w mrozie w moich wykonaniu raczej nie wchodzi w grę, poza tym robiło się późno. Po naradzie wojennej ustaliliśmy, że jedziemy na cmentarz i do bramy lubelskiej samochodem. I most kolejowy na Wiśle z torami na Radom. Na cmentarzu fortecznym spędziliśmy dużo czasu. Raz, że przedzieraliśmy się przez krzaki, dwa że było tam sporo otwartych grobów i świeciliśmy latarkami do środka, trzy że Werrona przypadkiem znalazła zarchiwizowaną skrzynkę geocache. Postanowiliśmy ją ukryć ponownie, ale w mniej kontrowersyjnym miejscu. W jednym z grobowców (pustym) znaleźliśmy jaskinię szatanisztów.
Kolejnym punktem wycieczki był pomnik i brama lubelska. Werronie udało się przecisnąć przez szparę w płocie, Meteorowi też, a ja... utknęłam w puchówce. Bałam się ją porwać. I tak już miałam dziurę w spodniach. Więc poszłam się przejść nad Wisłę. Ale tam stali jacyś ludzie więc wróciłam. Poszliśmy nad Wisłę w trójkę. Dziwni ludzie okazali się młodzieżą na trekkingu, palącą sobie ognisko.
Kolejnym punktem wycieczki okazał się Lidl i przystanek na croissanty. A potem... musieliśmy wracać do domu, bo już była prawie 14ta. I tak Werrona trochę się spóźniła do domu, przez co w biegu kupowała tort dla syna, a ja przy okazji szarlotkę, bo wyglądała smakowicie i małosłodko. Zaiste była w sam raz. :)
No i sobie nie pojeździliśmy na rowerach, zwłaszcza Werrona, która nie przejechała nawet jednego metra.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 34.56km
- Teren 9.00km
- Czas 02:02
- VAVG 17.00km/h
- VMAX 25.50km/h
- Kalorie 713kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
288/365 Cyklogrobbing liściopadowy
Sobota, 22 listopada 2014 · dodano: 22.11.2014 | Komentarze 3
Ostatnio mniej jeżdżę, to i nawety krótkie dystanse dają w kość. A może to jednak temperatura? Kiedys przy takiej przestawałam jeździć, bo mi na trasie zamrzały palce od stóp i dłoni. Teraz mam lepsze rękawiczki, ale nadal marznę, gdy się często zatrzymuję. A dziś były trzy postoje cmentarne. Po ostatnim wróciłam do domu, a Tomi pojechał do dalszych skrzynek. Rozgrzałam się dopiero pod Sokulami w drodze powrotnej. Nawet przez moment zrobiło mi się za ciepło i zrobiłam mały postój na herbatę pod krzyżem na krzyżówce. I przy okazji sprawdziłam, co tam ze skrzynką. Ups, zniknął worek, a ja nie miałam nowego na wymianę. Trzeba będzie w wolnej chwili podjechać, bo chwilowo skrzynka jest w strunówce. Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 43.26km
- Teren 3.50km
- Czas 02:31
- VAVG 17.19km/h
- VMAX 35.20km/h
- Kalorie 892kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
287/365 Zimno do pioruna!
Niedziela, 16 listopada 2014 · dodano: 17.11.2014 | Komentarze 2
Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że nie może być aż tak zimno. Założyłam polar na t-short, na to kurtkę od wiatru i myślałam, że wystarczy. Pierwsze kilka km wystarczyło. Potem zmarzłam i jadąc pod wiatr nie mogłam się rozgrzać. Nie byłam w stanie szybko jechać, a tylko tak umiem się ocieplić od środka. Chyba że jest podjazd, ale tu nie było podjazdu. Miało być krótkie 30km, wyszło dłużej i na dodatek ponad połowa trasy nie w tę stronę co trzeba. A tu dziecko miało przyjechać... i co? I zastało pusty dom. Trochę miałam o to żal do Tomiego, trzeba było wracać lasem i odłożyć zakopanie ammoboxa do lepszej pogody. No nic. Co się stało, to się nie odstanie.Takie tam pobieżne serwisy skrzynek po drodze i grzybek. Kapelusz miał ze dwa centymetry średnicy.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 50.05km
- Teren 8.50km
- Czas 02:41
- VAVG 18.65km/h
- VMAX 33.50km/h
- Kalorie 1031kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
277/365 Od klonu do rowu
Niedziela, 2 listopada 2014 · dodano: 02.11.2014 | Komentarze 11
Trochę szkoda marnowac cmentarny weekend na siedzenie w domu. Wczoraj zebraliśmy się tylko na spacer po cmentarzu parafialnym i czuliśmy niedosyt. Zwłaszcza że w najbliższych dniach pojeździmy najwyżej lokalnie, bo trza się pakować na Węgry.Celem dzisiejszej wycieczki był rów przeciwczołgowy pod Adamowem w pobliżu trasy katowickiej. Po drodze Meteor podjechał do skrzynki Zyra, która się opiekuje, bo doszły nas słuchy, że wpadła za głęboko i nie da się jej wyjąć konwencjonalnymi metodami. A i owszem. Po długiej i bezowocnej walce postanowiliśmy wrócić z lepszymi narzędziami do chwytania i wyciągania. Przy okazji zrobiliśmy sobie malutką rozwałkę z kanapkami, herbatą i ciepłą kawusią.
A potem mały myk w rejon ulicy Przeciwczołgowej do rowu. Nie było mnie tu kilka lat. Tu też rozwałka, bo im więcej rozwałek tym lepiej. Po znalezieniu skrzynki pojechaliśmy dalej, ale ledwo ruszyłam po asfalcie, sznurówka wplątała mi się w tylny napęd. Nie mogłam jej dosięgnąć, but ugrzązł, Meteor musiał mi ją wyplątać.
Jadąc dalej słyszeliśmy dźwięki syren. Myśleliśmy, że to wypadek i karetki, a potem na drodze do Radziejowic okazało się, że to spory kordon policji spisywał trzy autokary młodzieży plus kilka osobówek. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń pojechaliśmy dalej. W Radziejowicach odwiedziliśmy cmentarz i kilka mogiłek z 1939 oraz park. Tam znów mały popas na dożarcie i dopicie końcówek i powrót bocznymi szlakami i lasami, by ominąć główny ruch cmentarny. Jako że nadal było wcześnie, a kilometrów jakby mało, zrobiliśmy jeszcze rundkę przez Kozłowice, by wypróbować nowe odcinki asfaltu.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 20.28km
- Teren 6.50km
- Czas 01:14
- VAVG 16.44km/h
- VMAX 27.00km/h
- Kalorie 418kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
273/365 Rundka po okolicy
Niedziela, 26 października 2014 · dodano: 26.10.2014 | Komentarze 12
Rano było nadal zimno i nie mieliśmy pomysłu, gdzie pojechać. Tomi oglądał z Kluską Zmienników, a ja udawałam, że mnie nie ma. Niestety około godziny jedenastej Kluska mnie znalazła, ściągnęła ze mnie kołdrę i kazała wstawać. No dobraaaa.Popołudniu zniknęły chmury, zrobiło się cieplej, trochę szkoda marnować taką aurę na siedzenie w domu. Postanowiliśmy więc podjechać do jednej z moich skrzynek w okolicy, a przy okazji zrobiła się krótka wizyta serwisowa, bo Tomi zajrzał do kilku swoich. Wróciliśmy nieco po zachodzie słońca, ale nie zdążyliśmy przed obudzeniem się Kluski, przez co ja na przykład nie mogłam się wbić rowerem do domu, bo mi fotel tarasował wejście, a Kluska trzymała tatę i nie chciała puścić. Potem wisiała na mnie. Normalnie musieliśmy się gęsto tłumaczyć, dlaczego wyszliśmy i oczywiście dlaczego bez niej ;)
Co do samej wycieczki, moja skrzynka wymaga dorzucenia logbooka. Skrzynki Tomiego trzymają się dobrze. Prócz keszy tradycyjnych odwiedziliśmy okoliczny virtual przy cmentarzu wojennym. A tuż obok przejechał powóz konny, którego nie potrafię nazwać.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 32.95km
- Teren 7.00km
- Czas 02:01
- VAVG 16.34km/h
- VMAX 29.00km/h
- Kalorie 679kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
272/365 Krótki cyklogrobbing na osiem kół
Sobota, 25 października 2014 · dodano: 25.10.2014 | Komentarze 3
Miałam w planie odespać i wylegiwać się do południa w łóżku. I prawie mi się udało. Wyspałam się, ale przed 12 Meteor kazał wstawać, bo mieliśmy się spotkać z dwójką geokeszerów, których do tej pory znaliśmy tylko z logów. Wiedzieliśmy tylko, że często podróżują na rowerach. Cyklista z cyklistą zawsze się dogada. Pierwsze miejsce spotkania ustaliliśmy przy jednej z moich skrzynek. Niestety okazało się, że okolica się mocno zmieniła, karpy ze szczytu leżały u podnóża, resztki skrzynki brak.No to spotkaliśmy się przy ruderce gdzie indziej. Przy okazji odnalazło się dłutko Meteora, najwyraźniej parę lat wcześniej ją tu zostawił i zapomniał. Była pod warstwą liści i ziemi, ale że dość mocno oraliśmy w poszukiwaniu skrzynki - znaleźliśmy dłutko. I płytkę od kontaktu elektrycznego. Zimno, więc dla rozgrzewki podjechaliśmy jeszcze pod parę innych skrzynek, w tym jedną nową, w chałupce.
Cmentarze na trasie dwa, jeden ewangelicki w Aleksandrii, a drugi w Studzieńcu, obok domu poprawczego. I pod tym drugim się pożegnaliśmy, bo upiornie mi marzły dłonie. Za wolno jeździliśmy (po kiepskich gruntówach i dziurawych asfaltach) i za często się zatrzymywaliśmy. Rozgrzałam się w drodze powrotnej na szosie Skierniewice - Żyrardów, na którą wbiliśmy się pod Studzieńcem. Ruch okropny, ale na szczęście jechaliśmy lekko z wiatrem, więc szybko byliśmy w domu. W Żyrardowie dużo cieplej niż na wsi, to chyba pochodna mniejszego wiatru.
A na obiad był rosół i szpinak (było coś jeszcze, ale kto by się przejmował nieistotnymi szczegółami).
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 81.69km
- Teren 3.00km
- Czas 04:53
- VAVG 16.73km/h
- VMAX 34.00km/h
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
270/365 Piknik na skraju suwnicy
Niedziela, 19 października 2014 · dodano: 20.10.2014 | Komentarze 12
Tomi twierdził uparcie, że jedziemy do Błonia. Znowu do Błonia? Coś kręci. Upewniłam się, gdy przy znaku kierującym do Błonia w prawo, skręcił w lewo. Choć uparcie trzymał się wersji, jakoby mieliśmy tam jechać dookoła. Przez Kampinos. Akurat! Najpierw dobiliśmy do Teresina. Ale nie dojechaliśmy do słynnej cukierni (bu!) , tylko skręciliśmy w bok do pałacu z parkiem. Szkolenia Krus tam robi czy coś. Pałac zastawiony samochodami, choć legalny parking jest przy drodze dojazdowej. Ktoś nie lubi chodzić. Dzwudziestu metrów. Za to park piękny, bo nikt o niego nie dba i tylko trawę koszą. Dzięki temu nikt tu nie przyjeżdża, cisza, spokój, można sobie zrobić mały piknik z kawą i kanapkami.Wreszcie wydało się, Tomi chciał mi zrobić niespodziankę o donawigować do Żelazowej Woli. Już się zaczęłam cieszyć, gdy okazało się, że z okazji pięknej pogody w parku są dzikie tłumy i Tomi się zaparł, że nie idzie. No szlag. Ale obiecał coś fajniejszego. Co? Ano, zwiedzanie ruin Chemitexu w Sochaczewie. Po przybyciu na miejsce uznałam, że ma rację. Cóż tam park romantyczny, nie ucieknie, za to budynki fabryki mogą wyburzyć w każdej chwili. Koniecznie trzeba pozwiedzać. Po drodze obejrzeliśmy jeszcze kilka nitowanych stalowych słupów. Co tu robią? Rzecz do zbadania.
W związku z pięknym słońcem i błękitnym niebem zrobiłam masę zdjęć. Na co drugim jest komin. Tak jakoś wyszło ;)
Powrót przez Sochaczew, tu wizyty na cmentarzach z okazji keszy. Podjechaliśmy też obejrzeć odremontowane ruiny zamku. Fajnie wyszło, choć czujemy niedosyt. Na górze żadnych ławek, na podzamczu ta sama prowizorka bez sensu. No ale zawsze ciut lepiej niż siedlisko żuli, jak onegdaj. Wybywamy w promieniach zachodzącego słońca i dość późno wracamy do domu. A tam moje kochane dziecko widząc, jak jestem sterana po podróży i siedzę zmęczona na kanapie, poszło do lodówki i przyniosło mi pomidora. Wzruszyłam się. :D
Fotki z parku i Chemitexu w albumie wycieczkowym.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 70.58km
- Teren 1.00km
- Czas 04:00
- VAVG 17.64km/h
- Kalorie 1456kcal
- Sprzęt Dziuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
269/365 Plac zabaw w Błoniu
Sobota, 18 października 2014 · dodano: 18.10.2014 | Komentarze 30
Co prawda wycieczka obfita w pomniki i cmentarze, ale mocno one zbladły wobec wisienki na torcie, czyli placu zabaw w Błoniu. nowe toto, i pograć na cymbałach można i w kokonie utknąć, i w sieci się zaplątać, i na leżaku poleżeć. Mega!A poza tym od skrzynki do skrzynki, dużo ich nie było, ale zawsze wycieczka jakaś. Rano myślałam, że nie wstanę, tak zmarznięta się obudziłam (moja kołdra wymaga wymiany na nową), a potem mnie bolał brzuch po śniadaniu i w ogóle byłam nieprzytomna. Tomiemu chyba ciśnienie weszło do poziomu zdrowego człowieka, taki był zmęczony i wkurzony budzeniem mnie. Ale w końcu się wygrzebałam, jednak nadal jechało mi się ciężko i mnie mocno po drodze wyprzedził.
Okolica w sumie znana, ale kilka nowości się obejrzało i kawkę na rynku w Błoniu wypiło. :)
Fotki z wycieczki tutaj
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty
- DST 72.68km
- Teren 29.00km
- Czas 04:27
- VAVG 16.33km/h
- VMAX 36.00km/h
- Kalorie 1498kcal
- Sprzęt Pradziadek
- Aktywność Jazda na rowerze
265/365 Leśna wycieczka w okolicę Bolimowa
Niedziela, 12 października 2014 · dodano: 14.10.2014 | Komentarze 7
Można powiedzieć - cyklogrobbing w czystej postaci. Wczorajsza wycieczka była nieco męcząca, dziś miało być krócej i łatwiej. Jako że jechaliśmy pod wiatr, pacnęliśmy przez las. Może i nie wiało, ale wertep, piochy i inne przeszkody nie były zbyt miłe moim dłoniom. Zwłaszcza, że nie mogłam rano znaleźć krótkich rękawiczek, a w długich mi było za ciepło. No i nie mam amortyzatora.Najpierw jednak pojechaliśmy po suchy prowiant do Lidla, a tam zaatakowała nas genderowa reklama facetów w kuchni. Z pełnymi sakwami żarcia i innego bagażu podręcznego pojechaliśmy przez Puszczę Wiskicką do Puszczy Bolimowskiej. niestety po drodze było trochę ścinek, więc droga miejscami była bardzo rozryta. Ale dojechaliśmy. Najpierw rozwałka pod mogiłą nad Suchą z I wojny, tę z nowym drewnianym płotkiem, a potem cmentarz w Joachimowie-Mogiłach, ten okrągły. A tak naprawdę zwiedzanie wszystkiego poza nim, czyli resztek cmentarzy wcześniejszych w okolicy, ukrytych w krzakach. I tu niespodzianka, ktoś się nimi zajął, wykosił krzaki i co mniejsze drzewa. Może będzie jakaś reaktywacja? Póki co jest trochę tablic ze starymi zdjęciami, ale drogowskazów do nich już nie ma. Tomi wiedział z grubsza, gdzie są na mapach i dlatego je odnaleźliśmy. Na tablicach były też ziemianki, kratery, byliśmy ciekawi, na ile pokazują cokolwiek w terenie, a na ile są tylko ciekawostką przy parkingu. Niestety wygrała opcja nr2, resztek ziemianek musieliśmy poszukać sami, krateru nie znaleźliśmy, ale Tomi podejrzewa, że zna jego lokalizację.
Omal nie zgubiliśmy się po drodze do cmentarza w Bolimowie, bo zatrzymałam się by sfocić żeliwny kominek za szkłem, a Tomi wyciął do przodu. Długo go widziałam przed sobą, ale nagle przyśpieszył i mi zniknął na zakręcie. Goniłam go, ale nie dałam rady. Odnalazł się dużo później, gdy postanowił zawrócić. Potem okazało się, że walczył z nadpsutą przerzutką i był przekonany, że go wyprzedziłam. No cóż, my to na prostej drodze potrafimy się zgubić. ;)
Dotarliśmy też do odremontowanego cmentarza w Wólce Łasieckiej. Chyba da się reaktywować skrzynkę, tylko w innej lokalizacji.
Powrót przez stację w Radziwiłłowie, gdzie dostaliśmy jesiennej głupawki i robiliśmy zdjęcia mojemu rowerowi w stercie liści.
Wszystkie leśne zdjęcia w tym albumie.
Kategoria Dalsze wycieczki po klopoty





















